Licząca 560 stron książka Dariusza Bitnera Fusy ukazała się nakładem Fundacji Kultury Afront. Na okładce wykorzystano instalację Grupy Brzydko, Destruktura XIV, z 2020 roku. Za opiekę redakcyjną i korektę odpowiadają: Aleksandra Zoń i Olgerd Dziechciarz. Skład i łamanie: Konrad Kulman.
Dariusz Bitner, urodzony w Gdyni w 1954 roku, od 1958 mieszka w Szczecinie. Debiutował w 1970 r. Kojarzony przede wszystkim ze środowiskiem pisarzy skupionych wokół miesięcznika „Twórczość”. Jego proza poświęcona jest najczęściej problematyce współczesnej. Wydał m.in. „Cyt” (powieść), „Owszem” (utwory prozatorskie), „Kfazimodo” (powieść), „Trzy razy” (tryptyk prozatorski), „Mała pornografia” (powieść) oraz: „Jesień w Szczecinie, czyli majaki cynamonowe” (powieść w esejach, 2011), „Wciąż jesień, czyli inne majaki cynamonowe” (powieść patchworkowa, 2016), „Ostatnia jesień przed zimą, czyli koniec trylogii cynamonowej” (powieść w trzech rozdziałach, 2018), „Fikcja” (powieść, 2018), „Wędrowiec” (powieść, 2020) i w roku 2024 – „Cud”, powieść, która jest ostatnim rozdziałem powieści „Fusy”.
Fragment:
„Jak mogłem
pomyśleć, że spałem przez pół roku. Lub coś koło tego. Kilka miesięcy. Że
długo, o wiele za długo. Poniosło mnie, jak nic.
Stoi człowiek
przed tymi drzwiami, jak dzięcioł – gdzie też ma rozum, co mu się we łbie
wyrabia. Ciasto?
Już mnie
poniosło. Porwał mnie nurt, tylko spojrzałem, porwał.
Patrzcie, co
się dzieje, patrzcie. Rozdwajam się. Schizofrenia. Pączkuję.
Schizosaccharomyces. Prosty organizm, to i proste sytuacje. Jestem ostatnim
Drożdżem.
Co mnie
opętało, że tak łatwo ulegam sztubackiej fantazji, tej potencjalności we mnie,
która ochoczo buduje wszelkie fikcje. Śnieg w środku lata spaść może, a jakże,
kto powiedział, że nie. Może pojawić się z tej lub tamtej strony huragan ognia,
może spaść niebo z kamienia i zmiażdżyć wszystko, co żyje, po kolei, nie we
wszystkich częściach świata naraz, może też woda wystąpić z mórz i oceanów, z
jezior i rzek, i zalać każdy skrawek lądu, z wyjątkiem Rysów i Czomolungmy, nie
wspominając już o tym, że planeta nieszczęsna nasza może, ot tak, nie wiadomo
dlaczego, przez kometę zbłąkaną, przez rozdarcie powłoki magnetycznej, rój
meteorów albo rój kosmicznych much, wypaść ze swej roli, z torów, z elipsy, z
orbity tej całej i popędzić na oślep, na przestrzał, może w objęcia czarnej
dziury jakiejś, na spotkanie horyzontu zdarzeń, czemu nie, wszystko to czemu
nie – ale spać bez pamięci pół roku? Dobre sobie."



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz