środa, 31 grudnia 2025

Wyciąg z ruinowiska (Chaos A.D.)

Wyciąg z ruinowiska to moja prywatna kronika kontrolowanego chaosu: od ostatniego spotkania autorskiego na Dniu Jacka Bierezina 2025, po finałowe poszukiwania CD skarbów w Antykwariacie Grochowskim na chwilę przed końcem roku. Skończone, to już przeszłość: kurz na rękach i pytania „jak ja to wszystko zmieszczę?” (wiersze i dźwięki) na kwadracie własnej melancholii?


wtorek, 30 grudnia 2025

Korespondencja (72)


W nowym tomie poetyckim Macieja Meleckiego wiersze tworzą pole bitwy ekspresyjnego języka z deklarowanym chłodem widzenia i odczuwania. Można je uznać za model języka metaforycznie oparty na „rybim oku”, który sugeruje wycofanie się podmiotu, emocjonalny chłód oraz stan zawieszenia między światami. Przypatrując się powyższemu rozpoznaniu z perspektywy sceptycyzmu wobec konwencjonalnego postrzegania świata – realizowanego poprzez permanentną dekonstrukcję języka – wspomniany rodzaj „oglądu” może symbolizować chłodną, niemal nieludzką obserwację rozpadu rzeczywistości. Zdaje się więc, że w „Chłodniach” Melecki w jakimś stopniu realizuje postulaty ojców filozofii literatury, takich jak Paul de Man czy Jacques Derrida, którzy podkreślali, że język nigdy nie jest transparentnym medium rzeczywistości, a literatura może eksponować jego niepewność. Autor „Przeciwujęć” znakomicie reinterpretuje tę teorię na przykład w wierszu „Bezmiejsca”, w którym zawarł obraz czasu i życia jako procesu nieustannego przesuwania się, rozproszenia i przemijania. Wszystko jest tu w ruchu, lecz w ruchu, który prowadzi nieuchronnie do stopniowej degradacji lub całkowitej utraty.

Wciąga cię tęgi spoczynek bezpowrotnej dali i bezstronne przejścia prowadzące do
Końca danego zatrzymania stają się skrawkami pędzących kadłubów osmotycznej
Jawy, pochodzących z ogołoconych wnętrz, i jak pobocza danego odcinka, przecinają
Rozpościerające się wszerz nieużytki naszego trwania w energetycznym uwiądzie,
Odgałęzienia zmierzające zawsze poza swój grzbiet horyzontu, owego nagminnego
Położenia w przetłoczeniu ziarnistymi strumieniami wypełniającymi wysuszone zimnem
Koryta danej chwili, jaka staje się natychmiast przeszłym zaborem kolonizującym tkanki
Tej wietrzej szatkownicy, gdzie każdy trąca każdego, by, choć na krótko, porzucić

Swą jałową kwadraturę i rozprowadzać swoje kręgi zaniku po coraz lotniejszym szachu
Martwiejących dni, kiedy jesteś jednym z garstki siedzących na szczycie skarpy, którzy
Rytualnie żegnają się z tym, kogo już właśnie nie ma (…).

W nowych wierszach Meleckiego jednostka ludzka jawi się jako „element rozdźwięku” pomiędzy ruchliwym „tłumem” a indywidualnymi emocjami, które z tego choćby powodu wydają się zamrożone, zredukowane do śladu, do napięcia między wersami. W tym ujęciu wspomniana „tłuszcza” wydaje się nazbyt ruchliwa, kompulsywnie pobudzona, zapętlona w ciągłym, dookolnym ruchu, w którym jednostkowe cierpienie poddawane jest wykluczającym działaniom sił odśrodkowych, za których sprawą tworzy się widoczny już „gołym okiem” kontrast między osobistym doświadczeniem straty a anonimowym, mechanicznym ruchem społecznego życia. Na tym tle powstaje przestrzeń pozorowanego świata, niestałość tożsamości i percepcji, a przede wszystkim odczuwany staje się chłód jako stan zarówno materialny, jak i metaforyczny. Z tego kontrastu, a w zasadzie z tej szczeliny pomiędzy światem wewnętrznym a zewnętrznym, rodzi się psychologiczny wymiar straty, jej mechaniczność i nieuchronność, a także daremny wysiłek racjonalnego komunikowania się i zachowania tożsamości w labiryncie codziennego chaosu. W rezultacie mamy do czynienia z poezją, która tworzy własny „matrix” – wizję świata, w jakiej człowiek funkcjonuje na granicy między organizmem a mechanizmami złożonymi z rozmaitych trybów i trybików oraz językowymi konstruktami rzeczywistości. Z tego względu to, co podlega znaczeniowemu „rozwłóknieniu” według Meleckiego, może zostać scalone tylko w jeden sposób – poprzez zmianę perspektywy: otóż człowiek jest już tylko wypadkową konstrukcji językowych („kolejnym nieistnieniem w tej zenitalnej / Zadyszce losu”), które porządkują chaos doświadczenia i doświadczania.

Przygrobny mur dzieli utratę na dokonaną i wciąż jeszcze nie do końca odczuwaną,
Szczerzącą się z tych rozbieganych klepisk pospólnych utyskiwań i bieżących
Wzmożeń, rosłych jak pęk ostów ściętych kłodą dni, w omamie tłumu schodzącego
Z góry i idącego pod nią, jakby nigdy nie mógł się zatrzymać w swej chromej luce,
Czeznąc nieustannie na wszelkie zawołanie osowiałego echa, zbłąkanego w rombie
Samoistnej zatraty. Meandrujemy między płaskością pospolitych części domkniętego
Systemu naszych zstąpień w coraz bardziej czelustny ugór, a pofalowanym ujściem
W rozchybotaną toń krzepliwych uchybień, tworząc nowy przybój szczepów
Konkretnych zniknięć, jako dowodów na kolejne nieistnienie w tej zenitalnej
Zadyszce losu
, kiedy nawarstwione deski układają się w spadziste koryta dalszego

Pobywania w oddzieleniu, spoza tych pował przybywają bowiem do nas rojne
Zamachy młyńskiego koła tej i tamtej nocy, dzięki czemu kolczasty krąg sumy
Wszystkich wtrąceń zaciska się po każdym dokręceniu gwintu śruby, na skutek czego
Bezruch staje się poziomą marą dalszych bezcelowych poczynań. Straty są tylko
Zdławieniami próśb o milimetr przerwy, zaś komunikacyjne pasma morowym
Zagonem kolejnych prześlepień kościejących wyrw na tym odludnym przęśle
Naszego zawieszenia w próżniowym stanie dalszego rozwłóknienia, które chciwie
Się rozkorzenia w każdej stopie ucieczki poza dookolną bandę, wieńcząca ten
Płochy zryw (…).

[„Części strat”]

„Chłodnie” najwięcej mówią o języku – o tym, co mu się wymyka, meandruje i zmienia sens, przez co ów język staje się nieufny wobec samego siebie. Poeta stawia przed czytelnikiem kolejne mantry fraz, urywa składnię, zagęszcza metafory, doprowadza znaczenia do punktu, w którym zaczynają one drżeć i tracić stabilność. Wiersz jest tu nie tylko zapisem przeżycia, lecz przede wszystkim procesem myślenia, momentami niemal laboratoryjnym. Ma się wrażenie, że obcuje się z notatkami demiurga, twórcy „językowego ceremoniału”, w którym sprawdzane są granice mowy i percepcji. Właśnie w tym napięciu – między próbą nazwania świata a świadomością, że każde nazwanie jest niepełne – rodzi się najważniejszy przekaz tej poezji. Melecki, z jej pomocą, pokazuje (a za Derridą – „odracza jej sens”), że język nie jest narzędziem literalnego opisu rzeczywistości, lecz przestrzenią ciągłego eksperymentu, w której ujawniają się zarówno możliwości, jak i ograniczenia ludzkiego poznania.

W tomie nie ma historii, które można by streścić, ani obrazów, które łatwo zapamiętać. Zamiast tego pojawia się seria napięć: między materią a pojęciem, między ciałem a językiem, między obecnością a zanikiem. Świat przedstawiany jest postapokaliptycznie, bowiem pozostały po nim jedynie ślady, resztki, echo. Poezja ta mówi więc nie o tym, co jest, ale o tym, co się oddala, zanika. Widmowemu tłu, o którym już wspominałem, towarzyszy constans – zimny stupor, który zamraża ludzkie tkanki, przez co każde działanie człowieka jest działaniem pozornym. Jednostka w egzystencjalnym uporze nieustannie próbuje ocaleć (ocalić coś z siebie), ale nic z tego nie wychodzi, ponieważ żyje w systemie, rutynie albo języku, który nie prowadzi do prawdy, tylko do powielania jej kolejnych alternatywnych wersji. Tym samym człowiek staje się rzeczą, jest elementem mechanizmu, w którym język przestaje być narzędziem porozumiewania się, przez co nie ma możliwości ustalenia sensu.

                                          (…) Przenoszę tylko grudki błota z wnętrza mieszkania
Do wnętrza innej komory, deregulowany niskimi okapami martwych punktów na
Mapie rozlicznych usterek pobywania w jednej i tej samej trasie, przecinany i szatkowany,
W cuglu szczelnego przywarcia do samobieżnej mierzwy. Marne mary dookolnego
Zwidmowienia poszerzają jego zakres oddziaływania na najmniejsze ogniwo pospólnej
Manipulacji, na którą każdy jest bezwiednie skazany w swym studziennym przepadaniu
Po zamurowaniu odmową dalszej rozmowy, żyjąc w dwu równolegle osobnych zaświatach
Swego urzeczowienia, przyspieszając prędkość ślepego losu, pogrążywszy się w
Poszczególnych rozszczepieniach niekrzepliwych już faz osiadłych na suchych krańcach
Mrozu (…).

[„Zwidmowienia”]

„Chłodnie” jawią się więc nie tylko jako propozycja dla czytelników poszukujących poezji – pozornie tylko hermetycznej – której język nie jest neutralnym medium, ale polem badania rzeczywistości. Przyciągający chłód tej poezji opiera się na zdyscyplinowaniu i odsunięciu powierzchownych emocji na rzecz analizy – stopniowego wchodzenia w strukturę tekstu, śledzenia jego zwichnięć, powtórzeń i przesunięć znaczeniowych. Jako fan twórczości Macieja Meleckiego śmiało nazwę ją „Wielkim Projektem” – zasługującą na bezwzględny szacunek próbą stworzenia spójnego systemu znaczeń, który obejmowałby zarówno rzeczywistość, jak i sposób jej językowego przedstawienia. Jednocześnie jednak projekt ten nigdy nie zostanie domknięty: w jego strukturze pojawiają się miejsca, w których przywołany przeze mnie już wielokrotnie sens nieustannie się rozszczelnia, rozprasza lub zaczyna wymykać jednoznacznej interpretacji. Stąd też wynika jego kluczowa cecha – daremność, która sformatowanych poetów zawsze będzie odrzucać, natomiast przywoływać do swoich chłodni wyłącznie tych o gorącym języku i krwi.

Maciej Melecki, „Chłodnie”. Fundacja Kultury „Afront”, Bukowno 2025

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Premiera Domu Literatury w Łodzi – „Głosy polskich poetek”

Nakładem Domu Literatury w Łodzi ukazała się antologia autorstwa Oli Kołodziejek Jestem tu jedna, jedna. Głosy polskich poetek zawierająca wiersze i rozmowy.





sobota, 27 grudnia 2025

Premiera Literacka SPP O/ Łódź i Domu Literatury w Łodzi– książka Pilar Aldỏn

Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział Łódź i Domu Literatury w Łodzi w serii Za, tom 1 ukazała się książka Pilar Aldỏn Las ỏrdenes (Powinności) w tłumaczeniu Pawła Orła.






czwartek, 25 grudnia 2025

Premiera SPP O/Łódź i Domu Literatury w Łodzi – książka Pawła Bienia

Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Pawła Bienia flauta. Książka ukazała się w serii Szumy, zlepy, ciągi, tom 85.




środa, 24 grudnia 2025

poniedziałek, 22 grudnia 2025

Nowe wiersze w „e-eleWatorze”


W internetowym miesięczniku literackim „e-eleWator” (nr 23 październik 2025) ukazały się cztery moje nowe wiersze. Zainteresowany czytelnik przeczyta je tutaj.

sobota, 20 grudnia 2025

Korespondencja (71)

Do „Hostelu” dotarł tom Tomasza Hrynacza Corto muso, w którym język wierszy został potraktowany jak materiał o niepewnej spoistości - kruchy, podatny na pęknięcia, a jednocześnie zdolny do niezwykłej intensywności. Poeta ponownie przygląda się własnym przyzwyczajeniom i dotychczasowym wyborom formalnym, ale tym razem robi to z wyjątkową konsekwencją i surowością. Jeśli wcześniejsze tomy Hrynacza rozwijały się w szerokich przestrzeniach nadmiaru, migocząc w ruchu, tutaj mamy do czynienia z gestem odwrotnym: z zawężeniem, koncentracją, a niekiedy nawet z dobrowolnym unieruchomieniem słowa.

   To poezja pisana z „bliskiej odległości – tuż przy oddechu” - gdzie każdy wers działa jak napięty punkt oporu. Wiersze nie płyną, lecz pulsują, jakby próbowały pomieścić w sobie energię większą niż ta, którą są w stanie udźwignąć. Minimalizm nie oznacza tu ascezy, lecz raczej próbę zobaczenia, jak wiele można powiedzieć, zawężając pole obserwacji do kilku wybranych szczegółów. Hrynacz bada, w jaki sposób mikroskopijna struktura wiersza może konkurować z bezkształtnym, rozproszonym światem - i gdzie kończy się jej wytrzymałość.

jak płat przepaska na oczy:

od żerowiska zima drobi. Nie bez wahań
nieci się iskra z draski.

Na tym druku nie wypisze się więcej,
na przestrzał, pobłyskom w hołdzie fetuje, a teraz ze mną się umów
na powrót.

Mogło być nic.
Mógłby rzec nikt.

Nie tak kręci się świat.

(„Spektrum ognia”)

   Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki poeta konstruuje doświadczenie „rozsypanego rozumienia”. Podmiot nie jest już jednorodny, a głos nie rości sobie prawa do spójności. W przestrzeni tych wierszy rozbrzmiewają szumy, półsłowa, krótkie spięcia, jakby sens wyłaniał się z przypadkowych iskrzeń. To poezja nieufająca linearności, szukająca raczej źródłowych impulsów niż definicji. Dzięki temu Corto muso staje się książką gęstą, niejednoznaczną, pełną wewnętrznej energii - energii rodzącej się z nieciągłości.

  Jednym z fundamentalnych tematów tomu jest doświadczenie przejściowości. Ciało i duch, obecność i zanikanie, materia i to, co poza nią - wszystkie te elementy splatają się w tekstach Hrynacza z naturalnością, której zbędny jest metafizyczny patos. Poeta nie dramatyzuje śmierci, nie wykorzystuje jej jako gotowego rekwizytu. Raczej traktuje ją jako stan graniczny, który odsłania inny wymiar bycia. W tym ujęciu przemijanie nie jest końcem, lecz przeformułowaniem - spokojnym, choć niepozbawionym napięcia.

Zawrzało! Jurny kopczyk rozkłóconych zmór:

lot popod lemiesz księżyca, lot ponad wiązy olch, 
puszczony latawiec pójdzie z ogniem.

Z nagła dryf w wietrzne dni. Już tu byłem!
Upiera się przy furcie.

Amen, amen.

(„Wielozgon”)

   Corto muso to książka wymagająca, ale nie hermetyczna. Autor Psa gończego pisze w sposób oszczędny, precyzyjny, choć jednocześnie otwarty na wielość potencjalnych interpretacji. Jego język jest świadomie wyostrzony, miejscami niemal chłodny, lecz pod tą powierzchnią drga intensywne emocjonalne pole. To poezja dla czytelnika czujnego na niuanse, dla kogoś, kto potrafi słuchać ciszy tak samo uważnie, jak brzmienia słów.

   Ostatecznie Corto muso potwierdza, że Hrynacz pozostaje jednym z najbardziej konsekwentnych i jednocześnie najodważniej poszukujących poetów swojego pokolenia. Nie chodzi mu o efektowność, lecz o precyzję spojrzenia i gotowość do kwestionowania własnych przyzwyczajeń. To tom, który nie daje prostych odpowiedzi - ale oferuje coś cenniejszego: możliwość wejścia w intymny kontakt z językiem, który sam próbuje odnaleźć swoją pierwotną siłę. Już sam tytuł tomu – z włoskiego „krótki pysk”, wywodzący się z terminologii związanej z wyścigami konnymi, ale też z piłką nożną (określenie to zostało spopularyzowane przez trenera Juventusu, Massimiliano Allegriego) podkreśla minimalną przewagę, minimalne zwycięstwo w sportowej rywalizacji.  Nie oznacza natomiast nazbyt deklaratywnego triumfu poezji jako takiej, raczej mówi wiele o metodzie, którą wykorzystuje poeta do budowania swoich intrygujących wierszy; sposobie ich prowadzenia za pomocą minimalnego gestu, delikatnego przesunięcia sensu, precyzyjnego, niemal niezauważalnego ruchu języka, który ostatecznie okazuje się rozstrzygający w kwestii formy i wymowy tomu.

Stąd dotąd. Rzecz jasna, rzecz ciemna,
falsetem do prześpiewania!

Na przedprożu zimnica napięta jak proca.
Z wieczorka rzeczone bielmo, a wczoraj prowiant z ziaren,
jeden klask, jedno zdanie liczy się za dwa, jeżeli trafi na opór.
Nakaz eksmisji?
Arterie. Kierunki. Półkule globu.

Zaborczy świat, wieczne rozkołysanie
na planszy pomnych proroctw, w wizjerze wstecz idąca zona.
Tak czy owak wybierać białe.

Zagrać o remis.

(„En passant”)

Tomasz Hrynacz, Corto muso. Wydawnictwo Forma. Szczecin 2025. 

piątek, 19 grudnia 2025

Życie wewnętrzne (63)

„[…] Oczywiście nie mam pewności, czy wielka postać w rozpiętym kożuchu, idąca bez bagażu wzdłuż peronu tuż przy moim pociągu i mamrocząca pod nosem tuż obok mojego okna >>jak siłą rozerwany srom<<, to był Wojaczek. Na pewno bym tego nie zapamiętał, gdyby nie ten srom. >>Co to jest srom?<<, zapytałem i nie dostałem odpowiedzi, ale już dostrzegałem, że to słowo pochodzi z jakiejś tajemnej wiedzy, bo mama zagryzła wargi, zaspany tato (>>Co to już Wrocław?<<) zamknął okno przedziału sypialnego i kazał mi natychmiast iść spać. >>Srom?<<, spytał mój młodszy brat, z którym dzieliłem to wiszące łóżko(ale na szczęście nie będę z nim – jak Wojaczek ze swoim – dzielił miejsca pod granitowym prostopadłościanem) w ten sposób, że ja podróżowałem z głową od strony okna, a on z głową od strony drzwi, a nogi dla nas obu stawały się utrapieniem. Spytał, jakby chciał się upewnić, czy dobrze usłyszał. >>Chyba srom<<, odpowiedziałem. >>Siłą rozerwany srom<<, powtórzyłem sobie, żeby nie zapomnieć, i nic z tego nie zrozumiałem, ale świat wydał mi się przez to ciekawszy, bo dawało się w jego gmatwaninie znaleźć różne takie wytrychy. Potwierdziła to mama, która zwróciła się wprost do ojca z wyraźnym wyrzutem: >>Widzisz, niedaleko pada jabłko od jabłoni<<. Czyżby zatem i ojciec był w takie sprawy zamieszany? Czy i ja kiedyś będę? Nie mogłem uwierzyć i jednocześnie byłem pewien, że kiedyś rozwiążę zagadkę. I że to będzie coś ekstra.

Spoglądałem ukradkiem przez zamknięte okno, spodziewając się, że dojrzę jeszcze tego osobnika. Pociąg ruszył albo zasnąłem. To niby wszystko.

Czy to był Wojaczek? Prawdopodobnie tak, bo któż inny mamrotałby na wrocławskim dworcu fragment jego wiersza tuż przed Wielkanocą 1971. Czy podobał mi się jako człowiek? Gdzie tam. Podobały mi się tylko jego trzy dosłyszane przeze mnie słowa (>>siłą rozerwany srom<<), które po przebudzeniu rano w Nałęczowie z ulgą sobie przypomniałem".

Jacek Bierut, Dukt 8 [w:] Przesieka. Wydawnictwo j, Wrocław 2018

środa, 17 grudnia 2025

Premiera SPP O/Łódź i Domu Literatury w Łodzi – książka Michała Krawczyka

Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Michała Krawczyka Do odwołania. Książka ukazała się w serii Szumy, zlepy, ciągi, tom 86.




poniedziałek, 15 grudnia 2025

Premiera Literacka SPP O/ Łódź i Domu Literatury w Łodzi– książka Karola Brzozowskiego

Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział Łódź i Domu Literatury w Łodzi w serii Szumy, zlepy, ciągi tom 83 ukazała się książka Karola Brzozowskiego gatunki anadromiczne.





niedziela, 14 grudnia 2025

Gajda na „niezurbanizowanych ziemiach”


W debacie „Zoom Poland” organizowanej przez Biuro Literackie swój głos wniósł Rafał Gawin - poeta, krytyk literacki, redaktor/reaktor i animator życia literackiego. Gawin podkreśla w swoim tekście potrzebę przewartościowania współczesnej polskiej poezji i zwraca uwagę na marginalizowanie jej różnorodności poza granicami kraju, a także na to, jak często nowatorskie głosy wciąż pozostają niedostatecznie zauważone przez krytyków i tłumaczy.

Zgodnie z obowiązującym środowiskowy trendem autor Wierszy dla kolegów  zabierając głos w debacie, „po kolesiowsku” wykorzystuje  m.in. i moje nazwisko. Trzeba to jednak usprawiedliwić, ponieważ jednocześnie wieszczy międzynarodową karierę moich wierszy w światach arabskim i afrykańskim, a nawet na „niezurbanizowanych ziemiach”. No więc spoko, nic się nie dzieje, a ja nadal zachowuję status quo w nigdzie.

Pełny głos Rafała Gawina znajduje się tu.

sobota, 13 grudnia 2025

O „Weltschmerz Hardcore” Kozielskiego w „Tyglu Kultury”

W nowym numerze zainteresowany czytelnik znajdzie mój krótki tekst poświęcony wydanej już pięć lat temu powieści Wojciecha Kozielskiego. Dlaczego o niej napisałem? Odpowiedź znajdziecie w poniższym fragmencie anonsowanego tekstu.

No future ? Nie i jeszcze raz nie! Jeśli nasza egzystencja musi już boleć, powinno się mieć na podorędziu coś na uzasadnienie cierpienia. Na Wasz/Nasz weltschmerz gorąco polecam klina – Weltschmerz hardcore!”.

czwartek, 11 grudnia 2025

Premiera SPP O/Łódź i Domu Literatury w Łodzi – książka Marcina Badury


Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Marcina Badury Zbudowali ołtarz i nazwali go Ed. Książka ukazała się w serii Szumy, zlepy, ciągi, tom 89.