sobota, 7 lutego 2026
Książka Jonáša Zbořila w Domu Literatury w Łodzi
Nakładem Domu
Literatury w Łodzi ukazała się książka Jonáša Zbořila Nowa głusza. Przekład z języka czeskiego Zofia Bałdyga. Publikacja
ukazała się w serii Biblioteki Domu Literatury w Łodzi, tom 10.
czwartek, 5 lutego 2026
Książka Nadżwana Darwisza w Domu Literatury w Łodzi
Nakładem Domu Literatury w Łodzi
ukazała się książka Nadżwana Darwisa Nic więcej do stracenia. Przekład z
języka arabskiego Aleksandra Lasota.
wtorek, 3 lutego 2026
A. Wiedemann w DL
Dom Literatury zaprasza na spotkanie z Adamem Wiedemannem, autorem książki Jedzmy, zwracajmy. Wydawca: Dom Literatury w Łodzi / Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi.
5 lutego (czwartek), 18:00, Dom Literatury w Łodzi, ul. Roosevelta 17.
Prowadzenie: Agnieszka Skolasińska. Wstęp wolny.
Są książki, które się czyta. Są takie, które się przeżywa. I są też takie, które po prostu ma się ochotę… zjeść. Jedzmy, zwracajmy Adama Wiedemanna to zdecydowanie książka do smakowania. Do otwarcia „na chwilę”, która niepostrzeżenie zamienia się w długą ucztę złożoną ze wspomnień, drobnych anegdot, myśli rzuconych mimochodem - a jednak trafiających dokładnie tam, gdzie trzeba.
Pod pozorną lekkością kryje się coś więcej: cicha, inteligentna refleksja o literaturze i o tym, dlaczego wciąż jej potrzebujemy. Bo bez niej codzienność byłaby jak posiłek bez przypraw - sycący, ale bez smaku.
niedziela, 1 lutego 2026
Korespondencja (74)
Do „Hostelu”, dzięki uprzejmości Maćka Meleckiego, dotarła wydana w Instytucie Mikołowskim książka Marka Hłaski Prozy rozproszone. Zbiór zawiera utwory napisane w latach 1952-1956, a więc są to i juwenilia i teksty rozproszone pochodzące z okresu, w którym pisarz ciężko pracując nad swoimi tekstami dopiero szlifował charakterystyczny dla niego idiom pisarski, tak charakterystyczny dla wydanego w roku 1956 Pierwszego kroku w chmurach. To proza nieco jeszcze odległa od późniejszych dzieł Hłaski wyrastających z brutalnego realizmu i egzystencjalnego niepokoju, prozatorsko oszczędnych, opartych na dialogu i potocznej frazie, która brzmi jak mowa ulicy, barów i dworców. Hłasko celowo odrzucał psychologiczną głębię na rzecz gestu, sytuacji i napięcia między bohaterami; czystych emocji, gwałtownych, często wyrażanych półsłówkami. Świat przedstawiony przez dojrzałego pisarsko pisarza to przestrzeń moralnego absolutu: dobro i zło nie podlegają negocjacji, a kompromis oznacza klęskę. Bohater Hłaski — młody, zbuntowany, samotny — jest figurą outsidera, który przegrywa, ale nie kapituluje wewnętrznie.
Najpełniej ten idiom wybrzmiewa w opowiadaniach Pierwszy krok w chmurach i Cmentarze, gdzie codzienność PRL-u zostaje odarta z ideologii i pokazana jako przestrzeń upokorzenia i niespełnienia. W Ósmym dniu tygodnia Hłasko tworzy przejmujący portret miłości skazanej na porażkę przez społeczną i egzystencjalną ciasnotę, a w autobiograficznych Pięknych dwudziestoletnich mitologizuje własną legendę pisarza przeklętego. Późniejsze utwory emigracyjne, jak Sowa, córka piekarza, zachowują ten sam ton rozczarowania i gniewu, potwierdzając, że idiom Hłaski to nie tyle styl epoki, ile konsekwentna postawa wobec świata.
Marek Hłasko, niezapomniany pisarz mojej młodości, absolutny top prozatorski, którego w latach siermiężnego PRL-u byłem zdeklarowanym czytelnikiem. To były czasy, w których to, co nie udało się o kilka dekad wcześniej socrealizmowi, zakończyło się powodzeniem w przypadku mojego pokolenia — roczników sześćdziesiątych XX wieku: ukształtowaniem późniejszych postaw życiowych, w tym wyznawanych wartości ideowych i estetycznych. Marek Hłasko, Ireneusz Iredyński, Andrzej Brycht, Edward Stachura (prozaik) — to była literacka szarża przez przełęcz Somosierry. Oddałbym wiele, by i dziś poczuć takiego „kopa” jak wówczas przy lekturze Opowiadań, Palcie ryż każdego dnia Hłaski, Dancingu w kwaterze Hitlera, Wycieczki do Auschwitz-Birkenau, Zmiennej ogniskowej, Hubrisa Brychta, Manipulacji, Dnia oszusta Iredyńskiego czy Całej jaskrawości, Siekierezady Stachury.
Hłasko. Pierwszy kontakt: szkoła średnia, rok 1983, i wydane w „Czytelniku” w 1976 roku Opowiadania. Kilkakrotnie wypożyczałem je z biblioteki — podobnie jak zapewne wielu innych czytelników — bo za każdym kolejnym razem wypożyczony egzemplarz coraz bardziej rozpadał mi się w rękach. Zawsze omijałem pierwsze z nich, Bazę Sokołowską, ponieważ pachniała mi nieprzyjemnie wspomnianym już socrealizmem. Za to Pierwszy krok w chmurach, Śliczna dziewczyna, Namiętności, Krzyż na zawsze wryły się w moją pamięć. Jakiś czas później, dzięki znajomościom w lokalnej księgarni, w której mogłem kompulsywnie przeczesywać ukryte na zapleczu półki (tak zdobyłem m.in. Song of Myself Whitmana, WL 1992), kupiłem w 1989 roku „spod lady” pięciotomowe Utwory wybrane Czytelnika. Boże, cóż to było za szczęście! Tom 1: Opowiadania. Tom 2: Ósmy dzień tygodnia. Cmentarze. Następny do raju. Tom 3: Wszyscy byli odwróceni. Brudne czyny. Drugie zabicie psa. Tom 4: Felietony. Listy. Palcie ryż każdego dnia. Tom 5: Piękni, dwudziestoletni. I chociaż część tych utworów znałem już wcześniej, ich ponowna lektura była jedną z najprawdziwszych i najbardziej ekscytujących przygód czytelniczych w moim życiu. Uważam, że właściwa literatura powinna trafiać na swojego czytelnika we właściwym czasie. Jako dziecko zaczytywałem się w baśniach i bajkach z różnych stron świata, w okresie nastoletnim — w powieściach Z. Nienackiego, A. Fiedlera, A. Szklarskiego, E. Niziurskiego, N. Szczepańskiej, M. Tomaszewskiej, K. Maya, B. Mrówczyńskiego, J. Szczygła, I. Jurgielewiczowej i wielu innych. Potem przyszedł najwłaściwszy czas na Hłaskę. Choć najbardziej jarałem się prozą Brychta, Hłasko również był dla mnie bardzo ważny. Razem z kumplem z klasy, Igorem — podobnie jak ja uczniem Technikum Mechanicznego o specjalności mechanik maszyn i urządzeń przemysłu chemicznego — mieliśmy inklinacje stricte humanistyczne i mocno zaczytywaliśmy się w obu tych autorach. Po latach, nic nie wiedząc o Brychcie (to były czasy „przedinternetowe”), napisałem dla Igora kilkustronicowy list, niby to od Brychta. Nawiązywałem w ten sposób do jego autentycznego listu, napisanego na adres wydawnictwa do autora Zmiennej ogniskowej, który kończył się pytaniem: „Kim pan jest, panie Brycht?”. Mój kolega nigdy nie uzyskał na ten list odpowiedzi, więc nawet po latach czułem się zobowiązany.
Miało być o Hłasce... Otóż po trzydziestce już go nie czytałem. Kiedy jednak pewnego razu wpadła mi w ręce jego ostatnia wydana za życia powieść, Sowa, córka piekarza, okazała się nadal znakomitą prozą. Muszę się przyznać, że do Wilka, jego zaginionej i odnalezionej po wielu latach książki, nawet nie zajrzałem. Zniechęciła mnie wiedza, że Hłasko rozpoczął nad nią prace po ukończeniu Sonaty marymonckiej, nieukończonej powieści, której fragment opublikował później jako swój debiut — Bazę Sokołowską (dlaczego ją zawsze pomijam, już wyjaśniłem). Karma wraca — a ja głęboko w to wierzę. Wiele lat później los sprawił, że zaprzyjaźniłem się z Agnieszką Czyżewską, znakomitą malarką, której obrazy można podziwiać na okładkach książek poetyckich wydawanych w Instytucie Mikołowskim. Agnieszka jest córką Andrzeja Czyżewskiego — znanego architekta, nauczyciela akademickiego, fotografa i rysownika, a zarazem kuzyna Marka Hłaski (ściślej: jego ciotecznego brata — ich matki były siostrami). W czasach wrocławskich (w historii rodziny Marka Haski) Andrzej Czyżewski spędzał z Hłaską wiele czasu. Zmarły niestety w 2016 roku, był spadkobiercą pisarza oraz autorem biografii Piękny dwudziestoletni. Wiem z dobrego źródła, że Agnieszka posiada w swoim domu artefakty związane z autorem Pętli, które — mam nadzieję — kiedyś dane mi będzie, z należnym uszanowaniem, „dotknąć”. W ten sposób Hłasko do mnie wrócił. Wprawdzie incydentalnie wracał już wcześniej w licznych biografiach (kilka stoi na mojej półce), ale teraz obiecuję sobie, że w najbliższym możliwym czasie przeczytam „od deski do deski” Prozy rozproszone i Bazę Sokołowską, i Wilka, i pięciotomowe Utwory zebrane. A potem pięciotomowe „jeansowe” wydanie Stachury, trzytomowe Dzieła zebrane Iredyńskiego oraz wszystko, co mam Brychta — nawet niechlubny, propagandowy, lecz literacko wciąż znakomity Raport z Monachium i mniej udany Azyl polityczny. Bo jak już wspomniałem: właściwa literatura powinna trafiać do czytelnika we właściwym czasie. I jeżeli jest na dodatek znakomita, towarzyszyć mu przez całe życie.
Marek Hłasko, Prozy rozproszone
(Wstęp, opracowanie i redakcja Radosław Młynarczyk). Instytut Mikołowski, 2025.
czwartek, 29 stycznia 2026
Spotkanie z Dariuszem Bitnerem
Fundacja Kultury „Afront” zaprasza na spotkanie z Dariuszem
Bitnerem i jego najnowszą powieścią pt. Fusy (Afront, Bukowno 2025), do Szczecina, 5 lutego
(czwartek), o godz. 18.00, w ProMediach (al. Wojska Polskiego 2). Rozmowę
poprowadzi Olgerd Dziechciarz.
Dariusz Bitner, urodzony w Gdyni w 1954 roku, od 1958 mieszka
w Szczecinie. Debiutował w 1970 r. Kojarzony przede wszystkim ze środowiskiem
pisarzy skupionych wokół miesięcznika Twórczość. Jego proza poświęcona jest najczęściej problematyce współczesnej.
Wydał
m.in. Cyt (powieść), Owszem (utwory prozatorskie), Kfazimodo (powieść),
Trzy razy (tryptyk prozatorski), Mała pornografia (powieść)
oraz: Jesień w
Szczecinie, czyli majaki cynamonowe (powieść w esejach, 2011), Wciąż
jesień,
czyli inne majaki cynamonowe (powieść patchworkowa, 2016), Ostatnia jesień
przed zimą,
czyli koniec trylogii cynamonowej (powieść w trzech rozdziałach, 2018), Fikcja (powieść,
2018), Wędrowiec
(powieść,
2020) i w roku 2014 Cud, powieść, która jest ostatnim rozdziałem powieści Fusy.















