sobota, 11 lipca 2026

Korespondencja (79)

   Są książki, które jednocześnie zamykają i otwierają pewien etap twórczości. Stają się drogowskazami pozwalającymi zobaczyć drogę, jaką poeta już przeszedł, i tę, która wciąż pozostaje przed nim. Przyrost strąceń Macieja Meleckiego należy właśnie do tej kategorii. Tom obejmuje utwory z czterech książek: Inwersji (2016), Bezgruntu (2019), Druzgów (2021) oraz Przeciwujęć (2024). To dekada konsekwentnie rozwijanej poetyki, w której autor buduje własny, rozpoznawalny idiom – gęsty, wymagający, pełen napięć, świadomie wymykający się jednoznacznym interpretacjom. Jest to poezja, która nie podsuwa gotowych odpowiedzi, lecz zmusza do zatrzymania się i ponownego przyjrzenia światu, w którym doświadczenie utraty, kruchości i przemijania staje się jednym z najistotniejszych tematów. Każdy z wierszy składających się na ten autorski wybór wyrastał z czasu szczególnie trudnego dla poety – naznaczonego stratą, zwątpieniem, poczuciem rozpaczy i rozpadu. Równocześnie jest świadectwem nieustępliwego poszukiwania języka zdolnego unieść bolesne doświadczenie, oddać jego niejednoznaczność i fragmentaryczność.

Dla mnie Przyrost strąceń nie jest jedynie wyborem najważniejszych czy najbardziej reprezentatywnych wierszy z ostatnich lat. To świadectwo twórczej odwagi i wewnętrznej uczciwości. Książka układa się w swoisty liryczny kanon refleksji nad przemijaniem, utratą i niestabilnością świata, odsłaniając proces stopniowego zaniku dotychczasowych znaczeń i wartości. Pokazuje, że prawdziwa poezja nie rodzi się z chęci przypodobania się komukolwiek ani nie jest efektem starannie skalkulowanego projektu. Powstaje z konieczności mówienia własnym głosem – nawet wtedy, gdy prowadzi on przez najciemniejsze rozdziały naszej „ludzkiej komedii”. Filozoficzny wymiar tej poezji skłania do odczytywania rozpadu nie tylko jako destrukcji, lecz również jako nieodłącznego elementu nieustannej przemiany egzystencji.

Myślę więc o słynnych sienkiewiczowskich słowach: „…dwóch jest prawdziwych żołnierzy w tej Rzeczypospolitej: Kuklinowski w Koronie, a Kmicic na Litwie...”. Parafrazując je, powiedziałbym, że dwóch jest poetów mojego pokolenia prawdziwie autentycznych w swojej indywidualnej dykcji, a zarazem wciąż niedocenionych przez środowiskową bańkę: Grzegorz Wróblewski i właśnie Maciej Melecki…

Wybór został opatrzony posłowiem Przemysława Koniuszego. To uważna i wnikliwa analiza tej poezji, odsłaniająca wiele jej ukrytych warstw, a zarazem pozostawiająca czytelnikowi przestrzeń dla własnych interpretacji. Wraz z wierszami i notą wydawcy tworzy integralną część poetyckiej wiwisekcji rozgrywającej się na kartach Przyrostu strąceń. Gorąco polecam!

czwartek, 9 lipca 2026

Nowa książka Łukasza Jarosza w IM

Premiera poetycka - tom wierszy Łukasza Jarosza „Żyjątko” (IM, 2026).

Pięćdziesięciopięcio stronicowy tom przynosi niezwykle silnie zintegrowane wiersze balansujące nawzajem przecinających się krawędziach wymiarów realistycznego postrzegania i medytacyjnego przetwarzania świata wewnętrznego, dzięki czemu każdy wiersz staje się busolą momentalnych rozpoznań stanu psychiczno - mentalnego, wynikłego z konkretnego osadzenia w danym egzystencjalnym momencie oraz rejestracji odłamków z nieustannie rozpadającej się rzeczywistości. Jarosz ponawia gesty ocalenia, lecz jednocześnie wprowadza tony demaskujące wszelkie próby powstrzymania rwącego przepływu magmatycznej wydarzeniowości. Dlatego tym, co intensywnie jest jeszcze odbierane, staje się tytułowe Żyjątko, jako personifikacja tego, co zostaje po nas: „Widać nas z daleka: zwapnione światło w oczach,/ ciało skroplone w punkt." ("Żyjątko", str. 9).




wtorek, 7 lipca 2026

Werdykt XVIII OKPL im. A. Babaryko

Jury XVIII Ogólnopolskiego Konkursu Poezji Lirycznej im. Andrzeja Babaryko „Świat niedopowiedziany” – organizowanego w ramach XX Festiwalu Puls Literatury w Regionie Łódzkim – w składzie: Agnieszka Tarnowska (przewodnicząca), Rafał Gawin, Przemysław Owczarek oraz Paweł Zybała (sekretarz), po przeczytaniu 114 nadesłanych zestawów wierszy przyznało następujące nagrody i wyróżnienia:

I nagroda

Michał Galiński z Raciborza - godło „IZOTOP”

Nagroda specjalna za wiersze bliskie poetyce patrona konkursu

Alicja Laszkiewicz z Wrocławia - godło „Czarny baran”

II nagroda

Katarzyna Sienkiewicz z Lublina - godło „system tkankowy”

III nagroda

Andrzej Kotkowicz z Koszalina - godło „Śnieży człowiek”

 

Wyróżnienia ex aequo:

Andrzej Molenda z Łodzi - godło „znaki mniejszości”

Magdalena Połczyńska z Czerwonaka - godło „Zofia z Beskidów”

Kamila Szmigiel z Działoszyna - godło „elphaba”

poniedziałek, 6 lipca 2026

Życie wewnętrzne (65)


   „ (…) - Mój tomik wierszy wrócił od wszystkich możliwych wydawców z uprzejmą, ale odmowną odpowiedzią – zwierzył się Gerald, student literatury angielskiej. – Ale nie powinienem się dziwić, bo przecież Eliot oświadczył kiedyś, że gdyby nie był kierownikiem literackim brytyjskiego wydawnictwa Faber and Faber i sam swoich własnych utworów nie kwalifikował do publikacji, to nigdy nie powąchałyby farby drukarskiej, a tym samym nie zostałby laureatem nagrody Nobla. Moje wiersze drukowało wprawdzie kilka czasopism poetyckich, ale o minimalnym nakładzie. Natomiast czytając moje wiersze w >>Bizarre<<, mam co wieczór setki słuchaczy, którzy chętnie kupują ode mnie odbitki maszynowe, a za te pieniądze sam wydam zbiorek poezji i z pewnością rozprzedam wśród publiczności. Podobnie postępuje Michael z nutami swoich kompozycji, które tu wykonywa – wskazał siedzącego obok kolegę. – Skończył wydział kompozytorski konserwatorium Juilliarda, ale nie mając poparcia, nigdzie nie mógł się zaczepić.

  - Pierwszą rzecz, jaką zrobię, gdy coś mojego wyjdzie stąd w świat i stanę na własnych nogach – wtrącił Michael – to pójdę do fryzjera. Wprawdzie w artystycznej gwarze kompozytora muzyki poważnej określa się po amerykańsku >>długowłosy<<, mam mimo to dość mojej dzikiem czupryny i idiotycznej brody, którą zapuściłem wyłącznie jako atrakcję dla publiczności. Bez takiego wyglądu jak mój wielu czysto ubranych i ogolonych słuchaczy nie zwróciłoby na mnie uwagi, podczas gdy wydawcy nut, dyrygenci i krytycy muzyczni nie chcą w ogóle rozmawiać z brodatymi bitnikami (…).”

Tadeusz Wittlin, W tawernie „Pod Białym Koniem”. Narodowe Centrum Kultury, Fundacja Editions Spotkania, Warszawa 2018.

sobota, 4 lipca 2026

Pamięć wsteczna: Stanisław Gostkowski

   Urodzony 1 sierpnia 1948 roku w Kościerzynie, od początku związany był ze światem literatury. Studiował filologię polską w Gdańsku, angażował się w życie akademickie, pracował w bibliotekach i poświęcał się działalności edukacyjnej. Wszystko wskazywało na to, że czeka go droga badacza literatury i cenionego twórcy. Rozpoczęty przewód doktorski, studium krytyki literackiej, członkostwo w Związku Literatów Polskich – były dowodem jego ambicji i talentu. A jednak wiele z tych planów pozostało niespełnionych, jakby życie nieustannie odsuwało od niego możliwość pełnego spełnienia.

Jako poeta dojrzewał pod opieką Tymoteusza Karpowicza, jednej z najwybitniejszych postaci powojennej poezji. To właśnie jego wsparcie i inspiracja miały znaczący wpływ na rozwój młodego twórcy. Debiutował w 1967 roku wierszem „Zmęczenie” na łamach czasopisma „Kamena”, ale to publikacje w czasopiśmie „Odra” z początku lat 70. przyniosły mu rozgłos. W tym czasie aktywnie uczestniczył w życiu literackim, m.in. w studenckim Klubie Wysepka, gdzie brał udział w turniejach poetyckich. Lata 70. i 80. to najbardziej intensywny okres twórczości poety. Wśród najważniejszych publikacji warto wymienić: Nie chowajcie mnie żyjącego (1974) – debiutancki tom nagrodzony wyróżnieniem „Wiatr od Morza”, Wyłącznie twoja osobista sprawa (1978), Marsz gladiatorów (1983), Śmierć ma słodki zapach (1989). Zdobywał również liczne nagrody literackie, m.in. podczas Kłodzkiej Wiosny Poetyckiej oraz Festiwalu Poezji w Łodzi. 

Za wspomnianymi sukcesami krył się człowiek coraz mocniej zmagający się z własnymi demonami. W jego poezji od początku obecne były motywy śmierci, lęku i egzystencjalnego niepokoju, jakby przeczuwał ciężar doświadczeń, które miały dopiero nadejść. Najbardziej przejmująca wydaje się jednak późniejsza część jego biografii. Problemy zdrowotne, uzależnienie, pogarszająca się sytuacja materialna i stopniowa utrata życiowej stabilności sprawiły, że coraz bardziej oddalał się od świata, który wcześniej dawał mu poczucie przynależności. Cukrzyca wyniszczała jego organizm, a codzienność stawała się walką nie tylko z chorobą, ale również z samym sobą. W tym czasie powstały utwory szczególnie gorzkie i szczere. Tom Ja jestem piekłem nie inni można odczytać jako dramatyczne wyznanie człowieka świadomego własnych słabości, ale także niezwykle boleśnie odczuwającego ciężar istnienia.

Wspomnienie Gostkowskiego przywołuje obraz poety spędzającego codzienne życie w towarzystwie znajomych, z którymi spotykał się na tzw. „betonach” — charakterystycznym miejscu na Osiedlu Morena w gdańskiej dzielnicy Piecki-Migowo. Był to teren wykorzystywany niegdyś do składowania wielkich płyt budowlanych, które posłużyły do wznoszenia okolicznych bloków. Z czasem przestrzeń ta stała się nieformalnym punktem spotkań, gdzie toczyło się życie towarzyskie, często zakrapiane alkoholem. W tej przestrzeni łatwo dostrzec metaforę jego losu: człowieka obdarzonego niezwykłą wrażliwością, który próbował odnaleźć sens pośród zwyczajności, rozczarowań i własnych ograniczeń.

Jego śmierć w 2000 roku, podczas Warszawskiej Jesieni Poetyckiej, wydaje się niemal symbolicznym zamknięciem tej historii. Zmarł w wieku 52 lat w warszawskim Domu Literatury, w pokoju numer 23, podczas trwania Warszawskiej Jesieni Poetyckiej. Bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowo-oddechowa, prawdopodobnie związana ze śpiączką cukrzycową. Odszedł w miejscu związanym z literaturą, pozostawiając po sobie pytania, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

Tak jak wielu poetów przeklętych, nie doczekał pełnego uznania za życia, a jego twórczość zaczęto odkrywać na nowo dopiero po śmierci. W 2008 roku ukazał się tom niepublikowanych wcześniej wierszy Z każdym dniem narasta lęk, opracowany przez Andrzeja Krzysztofa Waśkiewicza. W 2020 roku ukazał się wybór jego poezji Król betonów, który ponownie zwrócił uwagę na tego nieoczywistego twórcę.

Dziś Stanisław Gostkowski jawi się jako twórca wymykający się prostym ocenom. Jego biografia pokazuje, jak cienka bywa granica między talentem a cierpieniem, między literackim spełnieniem a życiową klęską. Pozostaje poetą, którego głos wyrósł z doświadczenia bólu i niepokoju, a właśnie dlatego brzmi tak autentycznie. Być może jego los przypomina, że najcenniejsza poezja rodzi się niekiedy tam, gdzie człowiek musi zmierzyć się z osobistym piekłem.

* Prezentowane wiersze pochodzą z miesięcznika społeczno-kulturalnego WOBEC.