17 września w łódzkim Domu Literatury
odbyło się spotkanie z Lucyną Skompską, poświęcone jej najnowszemu tomowi piszę
już napisane, wydanemu przez Instytut Mikołowski. Rozmowę z
poetką prowadził Rafał Gawin. Spotkanie niezwykle inspirujące, a to za sprawą
samej autorki, która odpowiadając na pytania prowadzącego, znakomicie uzasadniała
ideę książki. Już sam jej tytuł od początku ustawia czytelnika wobec paradoksu.
„piszę już napisane” brzmi jak zdanie o niemożności rozpoczęcia czegokolwiek od
zera. Pisanie miałoby być powtarzaniem, powrotem, próbą ponownego wejścia w
przestrzeń, która została już wcześniej zapisana – przez innych, przez własną
pamięć, przez doświadczenie, przez język, wreszcie przez sam fakt istnienia. A
jednak książka nie sprawia wrażenia dzieła zamkniętego. Przeciwnie: te wiersze
pozostają w ruchu, jakby właśnie z tego, co już było, próbowały wydobyć coś
jeszcze nieprzewidzianego.

W czasie spotkania zwróciłem szczególną
uwagę na wypowiedziane przez Lucynę zdanie, które można potraktować jako jeden
z kluczy do tej poezji: „człowiek jest
światem”. Ma ono długą historię. W filozofii powracała wielokrotnie
myśl, że człowiek nie jest wyłącznie obserwatorem świata stojącym poza nim,
lecz miejscem, w którym świat się wydarza, zostaje przeżyty i nazwany. Tak,
człowiek jako mikrokosmos, to stwierdzenie zawsze było mi bliskie. To, że nie
mamy dostępu do świata całkowicie „z zewnątrz”: zawsze spotykamy go poprzez
własne ciało, pamięć, język, emocje i świadomość. U Lucyny to podejście jest
praktyką wiersza. Jeśli człowiek jest światem, to świat nie musi być
przedstawiany w całej jego rozległości. Wystarczy drobny szczegół, przedmiot,
wspomnienie, miejsce, zdanie, ślad po kimś. Mały fragment rzeczywistości może pomieścić
całość doświadczenia – nie dlatego, że jest jej symbolem w alegorycznym
znaczeniu, lecz dlatego, że człowiek, który go zauważa, sam jest przestrzenią,
w której spotykają się czas przeszły i teraźniejszy, pamięć i teraźniejszość,
obecność i nieobecność. O tym mówiła poetka. Właśnie dlatego wiersze z piszę
już napisane, potrafią przechodzić od konkretu do spraw
ostatecznych bez podnoszenia głosu. Śmierć, przemijanie, utrata, pamięć i
możliwość dalszego istnienia w słowie nie są tu odrębnymi tematami. Przenikają
się. To, co osobiste, staje się zarazem czymś wspólnym, a to, co pozornie
drobne, otwiera dalszą perspektywę.

Dobrze współbrzmi z tym opis książki
autorstwa Krzysztofa Siwczyka, który zwraca uwagę na obecne w tych wierszach
napięcie między „już napisanym” a żywym ruchem liter, między utratą a próbą
ocalenia. Pisanie nie unieważnia śmierci ani przemijania, ale pozwala jeszcze
raz uruchomić język. Można więc czytać tytuł tomu nie tylko jako deklarację
dotyczącą pisania, lecz także jako zdanie o ludzkim losie. Człowiek przychodzi
do świata, w którym wiele zostało już powiedziane. Rodzi się w gotowym języku,
wśród istniejących opowieści, cudzych wspomnień, nazw rzeczy i miejsc. A mimo
to musi – albo chce – powiedzieć coś własnego. W tym sensie – powtórzę to za
Lucyną Skompską raz jeszcze – każde pisanie jest pisaniem „już napisanego”.

Wśród wielu świetnych wierszy zaprezentowanych
przez autorkę wybrzmiał również ten poświęcony Zdzisławowi Jaskule,
przyjacielowi poetki i człowiekowi, któremu łódzkie środowisko poetyckie wiele
zawdzięcza. Tak, „człowiek jest światem”, którego nie unieważnia nawet śmierć,
bo pozostaje jeszcze pamięć.
Przy okazji spotkania z Lucyną Skompską
i jej wierszami wróciło do mnie wspomnienie „Arterii” – pisma, które było częścią tamtego literackiego świata,
a więc także częścią osobistej mapy miejsc, ludzi i rozmów. Pamięć o
czasopiśmie nie jest przecież wyłącznie pamięcią o papierze, numerach i
tekstach. To pamięć o pewnym sposobie bycia w literaturze, o środowisku,
spotkaniach, nocnych rozmowach, o czasie, kiedy miejsca literackie były
jednocześnie miejscami bardzo konkretnymi i bardzo osobistymi.
I wreszcie (wybaczcie!) dosięgło mnie paradoksalne
wspomnienie miejsc, w których najlepiej mi się wysypiało. Nie jest to może
informacja szczególnie istotna dla historii literatury, ale właśnie dlatego
wydaje się warta zachowania. Jednym z nich był pokój gościnny w Domu
Literatury. Drugim – Hotel Savoy. Dwa miejsca noclegowe,
dwa punkty na mapie miasta, które po latach nie są już dla mnie po prostu
adresami. Stały się fragmentami pamięci (miejscom tym poświęciłem dwa swoje wiersze).
Zdanie Lucyny Skompskiej, że „człowiek
jest światem”, działa także tutaj, poza wierszem i poza salą spotkania.
Człowiek nosi bowiem w sobie własną topografię...