piątek, 14 sierpnia 2026

Korespondencja (80)

Rafał Wojaczek Inna bajka. Wiersze ulotne, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo. Wrocław 1970. Redaktor wydawnictwa Tadeusz Lutogniewski. Redaktor techniczny Adam Przylibski. Okładkę projektował Kazimierz Szela-Jasiński. Nakład 850 + 130 egz. Oddano do składania 29. 01. 1970 r. Podpisano do druku 11.03.1970 r. Druk ukończono w kwietniu 1970 r. Zakłady Kartograficzne, Wrocław, ul. Kościuszki 25.

Do mojej biblioteki po raz kolejny wrócił Rafał Wojaczek. Tym razem za sprawą Innej bajki – tomu szczególnego, bo ostatniego, który ukazał się za życia poety. To tom bardziej zwarty i dojrzalszy od Sezonu. Coraz mniej jest tu gestu prowokacji dla samej prowokacji, coraz więcej świadomego konstruowania poetyckiego głosu. Jak zauważali badacze jego twórczości, Wojaczka coraz bardziej interesowała forma jako narzędzie przekształcania doświadczenia, a nie jedynie jego zapis. To książka, do której nie wraca się z obowiązku ani z powodu rocznic. Raczej wtedy, gdy ma się ochotę sprawdzić, czy język poezji nadal potrafi niepokoić. Inna bajka nie proponuje żadnej ucieczki od rzeczywistości. Tytuł okazuje się przewrotny – zamiast baśni otrzymujemy świat boleśnie konkretny, pełen cielesności, samotności i nieustannego zmagania z własnym istnieniem.

Wojaczek pozostaje wierny temu, co od początku stanowiło o sile jego poezji: maksymalnemu napięciu między słowem a doświadczeniem. Nie ma tu miejsca na dekoracyjność. Każdy wiersz sprawia wrażenie zapisu prowadzonego na granicy wytrzymałości języka. Wiersze z tego tomu układają się w opowieść o człowieku stale negocjującym własną obecność w świecie. Powracają motywy ciała, które nigdy nie jest bezpiecznym schronieniem, lecz miejscem bólu, pożądania i rozpadu. Miłość również nie przynosi ukojenia – staje się kolejnym doświadczeniem granicznym, równie intensywnym jak samotność. Wojaczek nie opisuje uczuć, lecz ich fizyczny ciężar.

Dzisiaj najbardziej porusza mnie niejednoznaczność tych wierszy. Uderza sposób prowadzenia podmiotu lirycznego. Mówiący nieustannie rozmawia z samym sobą, z językiem, z kobietą, ze śmiercią, czasem z własnym wierszem. Ta wielogłosowość sprawia, że trudno czytać Inną bajkę jako prosty zapis biografii poety. To raczej literacko wykreowana przestrzeń, w której każde słowo poddawane jest próbie, a każda deklaracja może za chwilę zostać podważona. Legenda Wojaczka przez lata przesłaniała jego kunszt, tymczasem Inna bajka pokazuje poetę niezwykle świadomego rytmu, kompozycji i brzmienia wiersza.

Inną bajkę odbiera się jako autonomiczną książkę poetycką, która wciąż domaga się uważnego odbiorcy. I chyba właśnie dlatego nie przestaje być nie tylko dla mnie tak ważna. Tom należy do najciekawszych osiągnięć polskiej poezji drugiej połowy XX wieku nie dlatego, że zapowiada tragiczny los autora, lecz dlatego, że proponuje niezwykle konsekwentną wizję poetyckiego języka.

środa, 12 sierpnia 2026

Był wiersz (3)

 

Wiersz pochodzi z tomu „Hostel” wydanego nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tomaszowie Mazowieckim, Łódź 2008. Wcześniej był publikowany w „Opcjach” Nr 1 (70), marzec 2008. 

sobota, 8 sierpnia 2026

Pamięć wsteczna: Emil Laine

Emil Laine urodził się w 1943 roku w Tałgarze w Kazachstanie, dokąd jego rodzice trafili w wyniku wojennych deportacji. Był synem Finki Jenny Laine oraz Salomona Łastika – polskiego Żyda, działacza społecznego i propagatora dialogu polsko-żydowskiego. Powojenne losy rodziny sprawiły, że w 1949 roku osiedliła się ona w Warszawie, z którą poeta związał niemal całe swoje życie.

W Warszawie Laine studiował psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, potem pracował w Telewizji Polskiej oraz w Biurze listów Polskiego Radia. Debiutował poetycko w 1965 roku, publikując swoje utwory w „Almanachu Młodych”. Był przedstawicielem pokolenia twórców poszukujących nowego języka poetyckiego – bardziej surowego, oszczędnego i wolnego od patosu. Wiersze publikował m.in. w „Twórczości”, „Miesięczniku Literackim”, „Życiu Literackim” i „Kulturze”.

Przełomowym momentem w jego życiu okazał się rok 1968. W atmosferze antysemickiej kampanii politycznej wydawca zasugerował młodemu autorowi, że z nazwiskiem Łastik nie ma szans na debiut książkowy. Wówczas poeta przyjął nazwisko swojej matki – Laine. W 1975 roku w Olsztynie w wydawnictwie „Pojezierze” ukazał się jego pierwszy tom poezji „Ściany soli”, który zwrócił uwagę krytyków oryginalnym językiem i głęboką refleksją nad kondycją człowieka. Poezja Laine nie była łatwa – pełna paradoksów, symboli i filozoficznych odniesień. Autor pisał o samotności, przemijaniu, cierpieniu i poszukiwaniu sensu istnienia, unikając przy tym jednoznacznych odpowiedzi. Ratoń, Wojaczek, Babiński, Stachura, Bursa – z poetyką tych właśnie twórców wiersze te z powodzeniem korespondowały, zachowując jednocześnie wyraźny idiom „osobności”.

Emil Laine zginął tragicznie 5 listopada 1978 roku, mając zaledwie 35 lat. Przedwczesna śmierć przerwała rozwój twórczości poety, który pozostawił po sobie stosunkowo niewielki, lecz niezwykle spójny dorobek literacki. Przez wiele lat pozostawał twórcą niemal zapomnianym, jednak z czasem jego poezja zaczęła wracać do obiegu literackiego i zdobywać uznanie badaczy oraz miłośników poezji współczesnej.

Po tragicznej śmierci poety w 1983 roku w wydawnictwie „Czytelnik” wydano drugi tom – „Pod słońcem – urlop”. W 2005 roku staraniem środowiska poetów i krytyków związanych z wydawnictwem „Zielona Sowa” jego twórczość została przypomniana w poszerzonym wydaniu „Pod słońcem – urlop oraz inne wiersze”, dzięki czemu nowe pokolenie czytelników mogło odkryć jego znaczący dorobek. W posłowiu zatytułowanym „Płacz dziecka w ciemnym pokoju” Karol Maliszewski podkreślał: „(...) Laine zaufał poezji doszczętnie, całym sobą. Słowa, które zostawił, można postrzegać jako objaw niezwykłego na naszym gruncie poetyckiego szaleństwa, wyrozumowanej zapalczywości lirycznej i poznawczej. Ja odkryłem go dla siebie jako Kierkegaarda naszej liryki, współbrata we wstrząsie, w grozie, w bólu. Cześć Jego pamięci, cześć świadomości, która zdolna była stworzyć taką wizję, przyswajając polszczyźnie krąg wciąż żywego myślenia metafizycznego (…)”.

Dziś Emil Laine postrzegany jest jako poeta wyjątkowo wrażliwy i bezkompromisowy. Krytycy podkreślają, że wyprzedził swoją epokę, tworząc język poetycki oparty na prostocie, a jednocześnie niezwykle intensywny emocjonalnie. Jego biografia pokazuje, jak silnie historia może wpływać na los jednostki i artysty, a jego wiersze pozostają świadectwem nieustannego poszukiwania prawdy absolutnej w obliczu dojmującej nicości.

czwartek, 6 sierpnia 2026

Premiera poetycka SPP O/w Łodzi i DL w Łodzi – Daniel Madej

Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Daniela Madeja Czerwone zero. Książka ukazała się w ramach serii W, jako tom 4.





wtorek, 4 sierpnia 2026

Z Archiwum P. (70)

8  kwietnia 2011 r.  „Spo-Tkanie 3 Literackie” z poetami regionu łódzkiego w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tomaszowie Mazowieckim. Spotkanie prowadziła Anna Kot. Organizatorem było Stowarzyszenie Inicjatyw Kulturalnych „Trzcina".

sobota, 1 sierpnia 2026

Nowy numer „Tygla Kultury”

Ukazał się drukiem nowy numer „Tygla Kultury” - nr 1 (245) 2026 „Ekokrytyczny”.To wydanie poświęcone jest literaturze i sztuce wobec kryzysu klimatycznego, ekologii, post-transhumanizmu czy wizji końca świata. Zahacza również o współczesny panteizm, nowe relacje między naturą a kulturą oraz twórczość, która próbuje opowiedzieć planetę na nowo.

Do numeru dołączony zostanie również dodatek „Dzieciarnia” nr 4, przygotowany z myślą o najmłodszych czytelnikach i wszystkich, którzy lubią odkrywać świat z dziecięcą ciekawością.

Najnowszy numer możecie kupić już w Domu Literatury w Łodzi, a wkrótce będzie dostępny także w Empiku.






piątek, 31 lipca 2026

Nowa książka ziomala – Tomasz Bąk „qq”

Tomasz Bąk, „qq”, Biblioteka Poezji Współczesnej, tom 332, 2026.

Najnowszy tom Tomasza Bąka „qq” to gra paragrafowa wierszem. Talia stu sześciu znaczonych kart zmusza do podejmowania wyborów, a każda decyzja może doprowadzić nas do utraty pracy (zwolnienia dyscyplinarnego lub dobrowolnego odejścia). Stawki są więc fundamentalne, a nagrody nieprzesadnie wartościowe.

Powołując do życia formę „Osoba Pracownicza”, poeta uniwersalizuje co do zasady przykre doświadczenie, a poszczególne teksty można traktować jako osobne jednostki liryczne lub elementy narracji.

Układ tomu oparty jest na kalendarzu i krąży wokół świąt, zarówno państwowych i kościelnych, jak i nietypowych, przewrotnie nonsensownych (Międzynarodowy Dzień Spodni Dresowych, Dzień Zołzy, Światowy Dzień Mycia Rąk czy otwierający tom Światowy Dzień Kaca). Tomasz Bąk bywa pastiszowy, do bólu śmieszny, a zarazem jednak dość wiernie odwzorowuje skolonizowaną codzienność pracowniczą, która brzmi znajomo lub którą ledwo przeczuwamy. Czy można wygrać w „qq” / z „qq”? Na czym polega ironia ZWYCIĘSTWA i czy ta gra kiedykolwiek się kończy?

Tomasz Bąk (ur. 1991) – kolektyw schizofreniczny, autor ośmiu książek z wierszami, jednoaktówki „Katedra” (2019) i zbioru paraesejów „Fiszki” (2023). Laureat Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii debiut za tom „Kanada” (2011), Poznańskiej Nagrody Literackiej – Stypendium im. Stanisława Barańczaka za tom „Utylizacja. Pęta miast” (2018), Nagrody Literackiej Gdynia za poemat „Bailout” (2019) i Nagrody Literackiej m. st. Warszawy za tom „O, tu jestem” (2021). Mieszka w Tomaszowie Mazowieckim.

Autor okładki i koncepcji graficznej: Piotr Zdanowicz.

Publikacja ukazała się przy wsparciu Instytutu Książki w ramach programu wydawniczego Inne Tradycje. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Źródło: WBPiCAK

środa, 29 lipca 2026

Książka Macieja Piotra Prusa w IM

Lipcowa premiera poetycka w Instytucie Mikołowskim. Tom wierszy „Zatrzask” Macieja Piotra Prusa.  

Maciej Piotr Prus to twórca fascynujący i zaskakujący. Każda jego książka to wielka niespodzianka. Ten tom jest w dodatku niepokojący i dziwny. A przede wszystkim bezgranicznie smutny. To wiersze, które są bardziej z ciszy i niedomówienia niż ze słów. To odpryski tego, co jest w każdym z nas – poczucie bezsensu świata i bezsensu życia. Ale także o tęsknocie za jakimś sensem, jakimś porządkiem. Zarówno w nas jak i w świecie. W wierszu „Tak to się kończy” Prus napisał: „Kiedy zrozumiałem/ że nie ma boskiego planu/ poprosiłem o dużą wódkę”. Bo co innego nam zostało?

Antoni Pawlak

Maciej Piotr Prus – pisarz, dziennikarz, animator kultury. Był zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Playboy” i miesięcznika „Max”, redaktorem naczelnym tygodnika „Przekrój”. Wydał m.in. powieści: „Wyznania właściciela klubu Piękny Pies”, „Przyducha”, „Wyspa i inni ludzie”, „Papierosy”. Nominowany do Literackiej Nagrody Europy Środkowej, otrzymał Nagrodę Krakowa Miasta Literatury UNESCO. „Zatrzaski” to jego trzecia książka poetycka.

poniedziałek, 27 lipca 2026

Wiersze Piotra Kuśmirka - ku pamięci!

We wczorajszej, niedzielnej audycji Izy Smolarek, nadawanej z Londynu na antenie Radia Wnet, wyemitowano moją interpretację wiersza Piotra Kuśmirka „Kły”. Wiersz pochodzi ze zbioru, który Piotr kilka lat temu przygotowywał pod tytułem Mezcal. Był to element fragmentu programu poświęconego pamięci Piotra – poety, którego los przez pewien czas pozostawał nieznany. Niestety, badania genetyczne potwierdziły, że zginął w tragicznym wypadku na Słowacji, gdzie został anonimowo pochowany. Oprócz mnie wiersz Piotra Kuśmirka czytał Rafał Gawin, odtworzono też wiersz z bitem Krzysztofa Kleszcza do słów Piotra.

Żegnaj, Poeto!

sobota, 25 lipca 2026

Był wiersz (2)

Wiersz pochodzi z tomu „Hostel” wydanego nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tomaszowie Mazowieckim, Łódź 2008. Wcześniej został opublikowany w Magazynie Materiałów Literackich „Cegła” nr 11/2008 „Free”.

środa, 22 lipca 2026

Mój Ozzy

Dziś mija pierwsza rocznica śmierci Ozzy’ego Osbourne’a, a właściwie Johna Michaela „Ozzy’ego” Osbourne’a. O jego odejściu dowiedziałem się z SMS-a od przyjaciela. Zrobiło mi się naprawdę smutno, bo Ozzy był obecny w moim życiu właściwie od zawsze. Tylko raz widziałem go na żywo – w 1998 roku, podczas koncertu Black Sabbath w katowickim Spodku. Stałem pod samą sceną, zaledwie kilka metrów od niego. W pewnym momencie Ozzy przypieczętował nasze mentalne przymierze, oblewając mnie strumieniem zimnej wody z wiadra…

Zawsze z przymrużeniem oka podchodziłem do wszystkich show-biznesowych etykietek: „Książę Ciemności”, ekscentryk, celebryta z reality show. Dla mnie był przede wszystkim słabo wykształconym, niepokornym chłopakiem wywodzącym się z biednej angielskiej klasy robotniczej, który dzięki talentowi i uporowi stał się jedną z największych ikon muzyki rockowej.

Musiałem go naprawdę bardzo lubić, skoro potrafiłem wybaczyć mu pracę w rzeźni, niesławny incydent z gołębiem podczas spotkania z kierownictwem CBS Records czy zastrzelenie siedemnastu własnych kotów w narkotycznym amoku. Trudno też dobrze ocenić sposób, w jaki za jego aprobatą potraktowano finansowe roszczenia Boba Daisleya i Lee Kerslake’a oraz fakt, że zgodził się nagrać album Black Sabbath „13” bez Billa Warda. Przez większą część życia zmagał się z uzależnieniami i często płacił za nie wysoką cenę. W niczym go to nie usprawiedliwia. Ale gdy odchodzi człowiek, zostaje przede wszystkim to, co po sobie stworzył. Trzeba umieć oddzielić dzieło od twórcy. Jednym zdaniem – Rafał Wojaczek i Black Sabbath to dwa kamienie milowe na mojej duchowej drodze...

Paradoksalnie z muzyką twórców „Paranoid” zetknąłem się po raz pierwszy dzięki koncertowemu albumowi „Live Evil”, na którym za mikrofonem stał Ronnie James Dio. W mojej głowie zaiskrzyło od razu, ale to, co wydarzyło się później, było już czymś znacznie poważniejszym. Nagrane na marnej jakości szpuli albumy „Never Say Die!” i „Bark at the Moon” dosłownie przeorały mi mózg. Zwłaszcza „Never Say Die!” – płyta, którą wielu samozwańczych fanów Black Sabbath do dziś odsądza od czci i wiary. Mnie trafiła prosto w serce. Jej klimat, wokalna ekspresja i muzyczna wirtuozeria przeniosły mnie do zupełnie innego wymiaru estetycznego. Kocham tę muzykę! Dla mnie „Never Say Die!” to najlepszy, obok ikonicznego „Sabbath Bloody Sabbath”, album Black Sabbath z Ozzym. Z kolei „Bark at the Moon” pozostaje jego najwybitniejszym dokonaniem solowym. Z solową twórczością Ozzy’ego zawsze miałem zresztą pewien problem. Nigdy nie satysfakcjonowała mnie w pełni, choć z ogromną przyjemnością wracam do wszystkich płyt aż do „The Ultimate Sin” włącznie. Późniejsze albumy już mnie nie poruszały. Dotyczy to zwłaszcza okresu współpracy z Zakkiem Wylde’em.

Doskonale pamiętam schyłek PRL-u. Z wypiekami na twarzy oglądałem puszczane od wielkiego dzwonu w programie „Jarmark” Wojciecha Pijanowskiego, Krzysztofa Szewczyka i Janusza Ziętary teledyski do „Bark at the Moon”, „The Ultimate Sin”, „So Tired” i „Shot in the Dark”. Robiły na mnie ogromne, niemal mistyczne wrażenie i tylko umacniały moją fascynację Ozzym.

Zasłużył nie tylko na mój szacunek, ale na podziw milionów fanów. Tylko dzięki jego ogromnemu hartowi ducha mógł się odbyć ostatni koncert oryginalnego składu Black Sabbath 5 lipca ubiegłego roku w Birmingham, rodzinnym mieście muzyków, na stadionie Villa Park. W tamtym czasie Ozzy ze względu na chorobę Parkinsona nie mógł już chodzić. Na szczęście dał radę wystąpić, a na scenie pojawił się na imponującym tronie z dużym nietoperzem na zagłówku. Niestety, zaledwie nieco ponad dwa tygodnie po wydarzeniu Back to the Beginning zmarł.

Została muzyka. Wokal Osbourne'a jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów w historii rocka i heavy metalu. Nie był wokalistą wybitnym pod względem klasycznej techniki, ale jego barwa, frazowanie i ekspresja stworzyły wzorzec dla wielu późniejszych śpiewaków metalowych. W młodości śpiewał głównie jako wysoki tenor. Nie dysponował rekordowo szeroką skalą, ale swobodnie wykonywał partie w wysokiej tessiturze, szczególnie w latach 70. Szacunki dotyczące jego zakresu różnią się, jednak większość analiz wskazuje na około 2,5–3 oktawy w najlepszym okresie kariery. Wyjątkowość jego wokalu wynikała z natychmiast rozpoznawalnej barwy, prostych, ale niezwykle chwytliwych linii melodycznych oraz zdolności do budowania nastroju. Ludzie mówią, że był większym showmanem niż wokalistą. Moim zdaniem nie mają racji.

Cześć Twojej pamięci, Ozzy. Spoczywaj w Pokoju!

poniedziałek, 20 lipca 2026

Wiersze w „e-eleWatorze”

Pięć moich nowych wierszy zainteresowany czytelnik przeczyta w czerwcowym numerze internetowego miesięcznika literackiego „e-eleWator”. Znaleźć można je pod linkiem – tu. W bliżej zaś nieokreślonym czasie w nowych książkach. 

sobota, 18 lipca 2026

Nowe wiersze w piśmie „Plaża. Ciemnia”

Pięć moich nowych wierszy zainteresowany czytelnik przeczyta na stronie pisma „Plaża. Ciemnia”. Wiersze pochodzą z projektów nowych książek przygotowanych do druku. Wiersze „Ptakoryboczłowiekoupiór”, „Afirmacje”, „Pejzaż horyzontalny”, „Ostatnia kanonada” i „Nadawanie imion pośród ofiar” dostępne są tutaj.

wtorek, 14 lipca 2026

Był wiersz (1)

Każdy wydany tom poetycki jest zapisem jakiegoś czasu – przeżytych chwil, emocji, pytań i spotkań z samym sobą. Wiele z tych wierszy wciąż we mnie żyje, choć od ich pierwszej publikacji minęły już lata. Dlatego rozpoczynam nowy blogowy cykl „Był wiersz”. Będę wracał do utworów z moich dotychczas wydanych tomów poetyckich, dzieląc się nimi tutaj, na blogu. Nie po to, by zatrzymywać się w przeszłości, ale by sprawdzić, jak brzmią dzisiaj.

Wiersz pochodzi z tomu „Hostel” wydanego nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tomaszowie Mazowieckim, Łódź 2008. Wcześniej był publikowany w „Tyglu Kultury” nr 7/9 (136/141) 2007 oraz w Kwartalniku Artystyczno-Literackim „Arterie” nr 1/2007.

sobota, 11 lipca 2026

Korespondencja (79)

   Są książki, które jednocześnie zamykają i otwierają pewien etap twórczości. Stają się drogowskazami pozwalającymi zobaczyć drogę, jaką poeta już przeszedł, i tę, która wciąż pozostaje przed nim. Przyrost strąceń Macieja Meleckiego należy właśnie do tej kategorii. Tom obejmuje utwory z czterech książek: Inwersji (2016), Bezgruntu (2019), Druzgów (2021) oraz Przeciwujęć (2024). To dekada konsekwentnie rozwijanej poetyki, w której autor buduje własny, rozpoznawalny idiom – gęsty, wymagający, pełen napięć, świadomie wymykający się jednoznacznym interpretacjom. Jest to poezja, która nie podsuwa gotowych odpowiedzi, lecz zmusza do zatrzymania się i ponownego przyjrzenia światu, w którym doświadczenie utraty, kruchości i przemijania staje się jednym z najistotniejszych tematów. Każdy z wierszy składających się na ten autorski wybór wyrastał z czasu szczególnie trudnego dla poety – naznaczonego stratą, zwątpieniem, poczuciem rozpaczy i rozpadu. Równocześnie jest świadectwem nieustępliwego poszukiwania języka zdolnego unieść bolesne doświadczenie, oddać jego niejednoznaczność i fragmentaryczność.

Dla mnie Przyrost strąceń nie jest jedynie wyborem najważniejszych czy najbardziej reprezentatywnych wierszy z ostatnich lat. To świadectwo twórczej odwagi i wewnętrznej uczciwości. Książka układa się w swoisty liryczny kanon refleksji nad przemijaniem, utratą i niestabilnością świata, odsłaniając proces stopniowego zaniku dotychczasowych znaczeń i wartości. Pokazuje, że prawdziwa poezja nie rodzi się z chęci przypodobania się komukolwiek ani nie jest efektem starannie skalkulowanego projektu. Powstaje z konieczności mówienia własnym głosem – nawet wtedy, gdy prowadzi on przez najciemniejsze rozdziały naszej „ludzkiej komedii”. Filozoficzny wymiar tej poezji skłania do odczytywania rozpadu nie tylko jako destrukcji, lecz również jako nieodłącznego elementu nieustannej przemiany egzystencji.

Myślę więc o słynnych sienkiewiczowskich słowach: „…dwóch jest prawdziwych żołnierzy w tej Rzeczypospolitej: Kuklinowski w Koronie, a Kmicic na Litwie...”. Parafrazując je, powiedziałbym, że dwóch jest poetów mojego pokolenia prawdziwie autentycznych w swojej indywidualnej dykcji, a zarazem wciąż niedocenionych przez środowiskową bańkę: Grzegorz Wróblewski i właśnie Maciej Melecki…

Wybór został opatrzony posłowiem Przemysława Koniuszego. To uważna i wnikliwa analiza tej poezji, odsłaniająca wiele jej ukrytych warstw, a zarazem pozostawiająca czytelnikowi przestrzeń dla własnych interpretacji. Wraz z wierszami i notą wydawcy tworzy integralną część poetyckiej wiwisekcji rozgrywającej się na kartach Przyrostu strąceń. Gorąco polecam!