sobota, 14 lutego 2026

Nowy numer „Tygla Kultury”

Jest już gotowy nowy numer „Tygla Kultury” Nr 2 (243) 2025 z tematem przewodnim „W realu i postindustrialu”. Pismo niebawem trafi do dystrybucji w sieci „Empik”. 




piątek, 13 lutego 2026

XXXIV Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Rafała Wojaczka

 

Warunkiem uczestnictwa jest nadesłanie zestawu trzech niepublikowanych wcześniej wierszy w czterech egzemplarzach, opatrzonych godłem, z dołączoną kopertą (posiadającą takie samo godło) zawierającą: dane autora (imię, nazwisko, adres, tel. kontaktowy, adres e-mailowy), i odcinek wpłaty 35 PLN na konto Instytutu Mikołowskiego (Mikołowski Bank Spółdzielczy: 33 8436 0003 0000 0000 1573 0001) za jeden zestaw - stanowiącej podstawę uczestnictwa w konkursie - do dnia 30 kwietnia 2026 r. (liczy się data stempla pocztowego), na adres:

Instytut Mikołowski

ul. Konstytucji 3 Maja 18

43 – 190 Mikołów

Ogłoszenie wyników konkursu i przyznanie nagród (2000 PLN do podziału) nastąpi 8 maja, 2026 r. o godz. 18.00 w siedzibie Instytutu Mikołowskiego.

Jurorami tegorocznej edycji konkursu będą: Szymon Kantorski (przewodniczący), Tomasz Hrynacz i Michał Krawczyk.

Dodatkowych informacji udziela się pod nr tel.: 698 718 953

lub adresem e – mailowym: sekretariat@im.mikolow.eu

środa, 11 lutego 2026

Spotkanie z Arturem Madalińskim w IM

Instytut Mikołowski zaprasza na spotkanie z Arturem Madalińskim wokół książki "Feliks Netz. Przewaga rozpaczy. Bioeseje" (wyd. Śląsk, 2025) połączone z promocją książek Feliksa Netza: "Urodzony w święto zmarłych" (wyd. II, Biblioteka Śląska, 2025) i "Dysharmonia caelestis" (wyd. II, Śląsk, 2025) z udziałem Dariusza Pohla – wydawnictwo Śląsk. Prowadzenie: Maciej Melecki i Krzysztof Siwczyk.

13. 02 – godz. 18

O książce:

(…) W mijającym roku przypadła dziesiąta rocznica śmierci Feliksa Netza. Z tej okazji wyszły dwie ważne książki. Jedna to wznowienie "Urodzonego w Święto Zmarłych" - fundamentalnej dla tożsamościowego wątku pisarstwa Feliksa powieści. Druga natomiast książka to esej - a ściślej, jak chce autor, bioesej - Artura Madalińskiego zatytułowany „Feliks Netz. Przewaga rozpaczy". Nie ukrywam, że podszedłem do lektury jak do jeża, zakładając mylnie spotkanie z dysertacją akademicką. Tymczasem dostałem żywy dyskurs pisany tyleż przez akademika, co pisarza, który swój własny los postanowił rozczytać w dziele Netza. Madaliński skupił się na pięciu powieściach Feliksa, dokonując ich inspirującej reinterpretacji, ale zainwestował i zaryzykował w to pisanie walutę rzadką: konfesję. Pisząc o bohaterach Netza wplata dyskretnie wątki własnej biografii, rozszczelniając tym samym schłodzony dukt pisania akademickiego na rzecz podwyższonej temperatury egzystencjalnej. Tajemnicą mocnej literatury jest tworzenie przestrzeni, w której autorski kamuflaż - w tym przypadku akademicki - rozpęka się i nagle czytelnik współtworzy niemal cieleśnie głębokie sensy lektury, uczestnicząc w dotkliwym procesie bólu. Pal sześć jak go nazwiemy. Niech będzie to ból egzystencjalny. Madaliński ewidentnie pracuje po stronie rozlicznych rozpaczy, a w sukurs przychodzi mu spoza świata żywych Feliks Netz - mistrz Śląska w obcości. Ten urodzony w roku wybuchu drugiej wojny światowej pisarz dla Madalińskiego jest dokładnie tym, kim dla Netza był Sándor Márai - przewodnikiem w Tartarze życia. Jak wiadomo, Netz był najwybitniejszym polskim tłumaczem dzieł wielkiego Węgra, jego zagorzałym popularyzatorem, chociaż jest to określenie nieledwie zabawne. Być popularyzatorem Máraia to jak być promotorem samobójstwa w przedszkolnej grupie „Poziomek". Ewidentnie młodzież należy trzymać z dala od Máraia, jeżeli zależy nam na demograficznej progresji. To pisarz dla zaawansowanych w zwątpieniu w sens egzystencji. Spokojnie można go czytać gdzieś przed osiemdziesiątką. Wcześniej nie polecam. Zresztą z samym Netzem przegadałem godziny o jego ulubionym śledzienniku znad Balatonu. Artur Madaliński natomiast "przegadał" w swoim bioeseju znacznie głębsze kwestie, począwszy od złożonej tożsamości Ślązaków, przez polityczne uwikłania pisarzy w pisanie socjalistycznych produkcyjniaków, po rzeczy tak dyskretne jak filmowa natura spojrzenia na rzeczywistość, której Netz jako zapamiętały kinoman był literackim rewelatorem. Ale nade wszystko wniknął do litego dna w cielesną, sensualną i ranliwą naturę utraty, dla której pisarstwo Netza stanowi estetyczną ekspozyturę. Wystarczy nadmienić świetne, właśnie bioeseistyczne medytacje nad rytuałami pożegnania zmarłych. Czytając Madalińskiego, można poczuć ten charakterystyczny, duszny, śląski habitat, jaki zawiązywał się nad łożem umarlaka. (…) Dzięki Madalińskiemu przypomniałem sobie również, jak ważnym człowiekiem w moim własnym życiu był Felek. Pozwalam sobie na tą fraternizację, bo po prostu się kumplowaliśmy. W Instytucie Mikołowskim wychodziły ważne tomu wierszy Netza, a także sylwa „Ćwiczenia z wygnania", do której Madaliński często się odwołuje. Artur po prostu napisał mi Feliksa na nowo, tak jakbym zobaczył go z puklami siwej czupryny raz jeszcze, dajmy na to w redakcji miesięcznika „Śląsk", którego był wice-naczelnym i ostro tam promował nas - młodych na przełomie wieków "poetów śląskich". Ach te ciepłe puszki piwa "Tyskie", którymi Felek z Tadeuszem Kijonką częstowali po spotkaniach autorskich, jeszcze dziś odbijają mi się czkawką. Był to duet zaiste fantastyczny. Ci ludzie, pokoleniowo mi odlegli, odgrywali niebagatelną rolę formacyjną w moim życiu, pomagali z drukiem wierszy, ale nade wszystko byli całkowicie wyzbyci egocentryzmu. Zresztą w "uciekaniu z towarzystwa" Feliks był mistrzem Śląska. Faktycznie jest tak, jak pisze Madaliński, tak właśnie pamiętam Netza - jako obecnego własną nieobecnością, pogrążonego w ciągłej pracy przekładowej i pisarskiej faceta, o którego twórczej wielkości bardziej dowiadywałem się od innych pisarzy niż od samego zainteresowanego. Bohdan Zadura, wybitny poeta z Puław i mój srogi autorytet dawno temu nakazał mi przeczytanie tomu wierszy "Wir" Netza. Pamiętam własne osłupienie w spotkaniu z tymi wierszami. Było mi zwyczajnie żal, że ktoś napisał już wszystko, co sam chciałbym napisać. To nie było uczucie zawiści czy zazdrości. Raczej przeczucie, że pole zostało zaorane. Że nie mam czego szukać w literaturze, skoro na Śląsku pisze się na takim poziomie. A potem przyszły tłuste lata znajomości z Felkiem i radość obcowania z gościem, który uczył jak bardzo można oddać się literaturze, zwłaszcza – jak w przypadku Máraia – że stawka jest wysoka, że może tu chodzić o życie, nie o hobby zaczerniania słowami papieru. Coś z tej postawy maksymalnego pisania blisko życia przeniknęło do eseju Madalińskiego. Odnoszę wrażenie, że został napisany w poczuciu tej ciągłości rytuału przejścia pewnego fatum z jednego pisarza na drugiego, a które to fatum streszcza się w jednym, programowym zdaniu Artura: "zostawić oswojone, by wystawić się na niepewne". Madaliński faktycznie tworzy eseistyczną przewagę na szali rozpaczy egzystencjalnej, która była najniższym, wspólnym mianownikiem biografii literackich i ściśle życiowych wielkiego Węgra i wielkiego Ślązaka, którym przecież przez długi czas Netz się nie czuł. Zawsze nie u siebie, zawsze gdzieś między utopijnym powrotem do Lubania czasów dzieciństwa i twardą rzeczywistością "czerwonych" Katowic, które były jeszcze Stalinogrodem, kiedy osiadł w nich szesnastoletni syn Niemca i Polki. (…)

Krzysztof Siwczyk

(Gazeta Wyborcza, 10.01.2026).

poniedziałek, 9 lutego 2026

sobota, 7 lutego 2026

Książka Jonáša Zbořila w Domu Literatury w Łodzi

Nakładem Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Jonáša Zbořila Nowa głusza. Przekład z języka czeskiego Zofia Bałdyga. Publikacja ukazała się w serii Biblioteki Domu Literatury w Łodzi, tom 10.







czwartek, 5 lutego 2026

Książka Nadżwana Darwisza w Domu Literatury w Łodzi

Nakładem Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Nadżwana Darwisa Nic więcej do stracenia. Przekład z języka arabskiego Aleksandra Lasota.




wtorek, 3 lutego 2026

A. Wiedemann w DL

Dom Literatury zaprasza na spotkanie z Adamem Wiedemannem, autorem książki Jedzmy, zwracajmy. Wydawca: Dom Literatury w Łodzi / Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi.

5 lutego (czwartek), 18:00, Dom Literatury w Łodzi, ul. Roosevelta 17.

Prowadzenie: Agnieszka Skolasińska. Wstęp wolny.

Są książki, które się czyta. Są takie, które się przeżywa. I są też takie, które po prostu ma się ochotę… zjeść. Jedzmy, zwracajmy Adama Wiedemanna to zdecydowanie książka do smakowania. Do otwarcia „na chwilę”, która niepostrzeżenie zamienia się w długą ucztę złożoną ze wspomnień, drobnych anegdot, myśli rzuconych mimochodem - a jednak trafiających dokładnie tam, gdzie trzeba.

Pod pozorną lekkością kryje się coś więcej: cicha, inteligentna refleksja o literaturze i o tym, dlaczego wciąż jej potrzebujemy. Bo bez niej codzienność byłaby jak posiłek bez przypraw - sycący, ale bez smaku.

niedziela, 1 lutego 2026

Korespondencja (74)

   Do „Hostelu”, dzięki uprzejmości Maćka Meleckiego, dotarła wydana w Instytucie Mikołowskim książka Marka Hłaski Prozy rozproszone. Zbiór zawiera utwory napisane w latach 1952-1956, a więc są to i juwenilia i teksty rozproszone pochodzące z okresu, w którym pisarz ciężko pracując nad swoimi tekstami dopiero szlifował charakterystyczny dla niego idiom pisarski, tak charakterystyczny dla wydanego w roku 1956 Pierwszego kroku w chmurach. To proza nieco jeszcze odległa od późniejszych dzieł Hłaski wyrastających z brutalnego realizmu i egzystencjalnego niepokoju, prozatorsko oszczędnych, opartych na dialogu i potocznej frazie, która brzmi jak mowa ulicy, barów i dworców. Hłasko celowo odrzucał psychologiczną głębię na rzecz gestu, sytuacji i napięcia między bohaterami; czystych emocji, gwałtownych, często wyrażanych  półsłówkami. Świat przedstawiony przez dojrzałego pisarsko pisarza to przestrzeń moralnego absolutu: dobro i zło nie podlegają negocjacji, a kompromis oznacza klęskę. Bohater Hłaski — młody, zbuntowany, samotny — jest figurą outsidera, który przegrywa, ale nie kapituluje wewnętrznie.

   Najpełniej ten idiom wybrzmiewa w opowiadaniach Pierwszy krok w chmurach i Cmentarze, gdzie codzienność PRL-u zostaje odarta z ideologii i pokazana jako przestrzeń upokorzenia i niespełnienia. W Ósmym dniu tygodnia Hłasko tworzy przejmujący portret miłości skazanej na porażkę przez społeczną i egzystencjalną ciasnotę, a w autobiograficznych Pięknych dwudziestoletnich mitologizuje własną legendę pisarza przeklętego. Późniejsze utwory emigracyjne, jak Sowa, córka piekarza, zachowują ten sam ton rozczarowania i gniewu, potwierdzając, że idiom Hłaski to nie tyle styl epoki, ile konsekwentna postawa wobec świata.

   Marek Hłasko, niezapomniany pisarz mojej młodości, absolutny top prozatorski, którego w latach siermiężnego PRL-u byłem zdeklarowanym czytelnikiem. To były czasy, w których to, co nie udało się o kilka dekad wcześniej socrealizmowi, zakończyło się powodzeniem w przypadku mojego pokolenia — roczników sześćdziesiątych XX wieku: ukształtowaniem późniejszych postaw życiowych, w tym wyznawanych wartości ideowych i estetycznych. Marek Hłasko, Ireneusz Iredyński, Andrzej Brycht, Edward Stachura (prozaik) — to była literacka szarża przez przełęcz Somosierry. Oddałbym wiele, by i dziś poczuć takiego „kopa” jak wówczas przy lekturze Opowiadań, Palcie ryż każdego dnia Hłaski, Dancingu w kwaterze Hitlera, Wycieczki do Auschwitz-Birkenau, Zmiennej ogniskowej, Hubrisa Brychta, Manipulacji, Dnia oszusta Iredyńskiego czy Całej jaskrawości, Siekierezady Stachury.

   Hłasko. Pierwszy kontakt: szkoła średnia, rok 1983, i wydane w „Czytelniku” w 1976 roku Opowiadania. Kilkakrotnie wypożyczałem je z biblioteki — podobnie jak zapewne wielu innych czytelników — bo za każdym kolejnym razem wypożyczony egzemplarz coraz bardziej rozpadał mi się w rękach. Zawsze omijałem pierwsze z nich, Bazę Sokołowską, ponieważ pachniała mi nieprzyjemnie wspomnianym już socrealizmem. Za to Pierwszy krok w chmurach, Śliczna dziewczyna, Namiętności, Krzyż na zawsze wryły się w moją pamięć. Jakiś czas później, dzięki znajomościom w lokalnej księgarni, w której mogłem kompulsywnie przeczesywać ukryte na zapleczu półki (tak zdobyłem m.in. Song of Myself Whitmana, WL 1992), kupiłem w 1989 roku „spod lady” pięciotomowe Utwory wybrane Czytelnika. Boże, cóż to było za szczęście! Tom 1: Opowiadania. Tom 2: Ósmy dzień tygodnia. Cmentarze. Następny do raju. Tom 3: Wszyscy byli odwróceni. Brudne czyny. Drugie zabicie psa. Tom 4: Felietony. Listy. Palcie ryż każdego dnia. Tom 5: Piękni, dwudziestoletni. I chociaż część tych utworów znałem już wcześniej, ich ponowna lektura była jedną z najprawdziwszych i najbardziej ekscytujących przygód czytelniczych w moim życiu. Uważam, że właściwa literatura powinna trafiać na swojego czytelnika we właściwym czasie. Jako dziecko zaczytywałem się w baśniach i bajkach z różnych stron świata, w okresie nastoletnim — w powieściach Z. Nienackiego, A. Fiedlera, A. Szklarskiego, E. Niziurskiego, N. Szczepańskiej, M. Tomaszewskiej, K. Maya, B. Mrówczyńskiego, J. Szczygła, I. Jurgielewiczowej i wielu innych. Potem przyszedł najwłaściwszy czas na Hłaskę. Choć najbardziej jarałem się prozą Brychta, Hłasko również był dla mnie bardzo ważny. Razem z kumplem z klasy, Igorem — podobnie jak ja uczniem Technikum Mechanicznego o specjalności mechanik maszyn i urządzeń przemysłu chemicznego — mieliśmy inklinacje stricte humanistyczne i mocno zaczytywaliśmy się w obu tych autorach. Po latach, nic nie wiedząc o Brychcie (to były czasy „przedinternetowe”), napisałem dla Igora kilkustronicowy list, niby to od Brychta. Nawiązywałem w ten sposób do jego autentycznego listu, napisanego na adres wydawnictwa do autora Zmiennej ogniskowej, który kończył się pytaniem: „Kim pan jest, panie Brycht?”. Mój kolega nigdy nie uzyskał na ten list odpowiedzi, więc nawet po latach czułem się zobowiązany.

   Miało być o Hłasce... Otóż po trzydziestce już go nie czytałem. Kiedy jednak pewnego razu wpadła mi w ręce jego ostatnia wydana za życia powieść, Sowa, córka piekarza, okazała się nadal znakomitą prozą. Muszę się przyznać, że do Wilka, jego zaginionej i odnalezionej po wielu latach książki, nawet nie zajrzałem. Zniechęciła mnie wiedza, że Hłasko rozpoczął nad nią prace po ukończeniu Sonaty marymonckiej, nieukończonej powieści, której fragment opublikował później jako swój debiut — Bazę Sokołowską (dlaczego ją zawsze pomijam, już wyjaśniłem). Karma wraca — a ja głęboko w to wierzę. Wiele lat później los sprawił, że zaprzyjaźniłem się z Agnieszką Czyżewską, znakomitą malarką, której obrazy można podziwiać na okładkach książek poetyckich wydawanych w Instytucie Mikołowskim. Agnieszka jest córką Andrzeja Czyżewskiego — znanego architekta, nauczyciela akademickiego, fotografa i rysownika, a zarazem kuzyna Marka Hłaski (ściślej: jego ciotecznego brata — ich matki były siostrami). W czasach wrocławskich (w historii rodziny Marka Haski) Andrzej Czyżewski spędzał z Hłaską wiele czasu. Zmarły niestety w 2016 roku, był spadkobiercą pisarza oraz autorem biografii Piękny dwudziestoletni. Wiem z dobrego źródła, że Agnieszka posiada w swoim domu artefakty związane z autorem Pętli, które — mam nadzieję — kiedyś dane mi będzie, z należnym uszanowaniem, „dotknąć”. W ten sposób Hłasko do mnie wrócił. Wprawdzie incydentalnie wracał już wcześniej w licznych biografiach (kilka stoi na mojej półce), ale teraz obiecuję sobie, że w najbliższym możliwym czasie przeczytam „od deski do deski” Prozy rozproszone i Bazę Sokołowską, i Wilka, i pięciotomowe Utwory zebrane. A potem pięciotomowe „jeansowe” wydanie Stachury, trzytomowe Dzieła zebrane Iredyńskiego oraz wszystko, co mam Brychta — nawet niechlubny, propagandowy, lecz literacko wciąż znakomity Raport z Monachium i mniej udany Azyl polityczny. Bo jak już wspomniałem: właściwa literatura powinna trafiać do czytelnika we właściwym czasie. I jeżeli jest na dodatek znakomita, towarzyszyć mu przez całe życie.

Marek Hłasko, Prozy rozproszone (Wstęp, opracowanie i redakcja Radosław Młynarczyk). Instytut Mikołowski, 2025.

czwartek, 29 stycznia 2026

Spotkanie z Dariuszem Bitnerem

Fundacja Kultury „Afront” zaprasza na spotkanie z Dariuszem Bitnerem i jego najnowszą powieścią pt. Fusy (Afront, Bukowno 2025), do Szczecina, 5 lutego (czwartek), o godz. 18.00, w ProMediach (al. Wojska Polskiego 2). Rozmowę poprowadzi Olgerd Dziechciarz.

Dariusz Bitner, urodzony w Gdyni w 1954 roku, od 1958 mieszka w Szczecinie. Debiutował w 1970 r. Kojarzony przede wszystkim ze środowiskiem pisarzy skupionych wokół miesięcznika Twórczość. Jego proza poświęcona jest najczęściej problematyce współczesnej. Wydał m.in. Cyt (powieść), Owszem (utwory prozatorskie), Kfazimodo (powieść), Trzy razy (tryptyk prozatorski), Mała pornografia (powieść) oraz: Jesień w Szczecinie, czyli majaki cynamonowe (powieść w esejach, 2011), Wciąż jesień, czyli inne majaki cynamonowe (powieść patchworkowa, 2016), Ostatnia jesień przed zimą, czyli koniec trylogii cynamonowej (powieść w trzech rozdziałach, 2018), Fikcja (powieść, 2018), Wędrowiec (powieść, 2020) i w roku 2014 Cud, powieść, która jest ostatnim rozdziałem powieści Fusy.

wtorek, 27 stycznia 2026

Promocja tomu wierszy Jana Kaspra i prozy Rafała Grupińskiego w IM


Instytut Mikołowski zaprasza na spotkanie związane z promocją tomu wierszy Jana Kaspra „Morderca dobrej zabawy” (wyd. IM, 2025) i powieści „Żubura” Rafała Grupińskiego (Wydawnictwo Poznańskie, 2025) z udziałem autora. Prowadzenie: Maciej Melecki i Krzysztof Siwczyk.

30. 01. 2026 – godz. 18

Jan Kasper, przed swą niespodziewaną śmiercią, zdążył przygotować jeszcze dwa tomy wierszy. Oto pierwszy z nich, „Morderca dobrej zabawy”. Już sam tytuł ten, widniejący na okładce, brzmi pod nazwiskiem Autora jak zapowiadane szyderstwo. Zbiór tych wierszy odzwierciedla wszystkie najważniejsze cechy poetyckiego stylu Jana Kaspra. To poezja, która ocala niewielkie, rozproszone ślady, które pozostawiamy w codzienności, która wędruje przez ciemne podwórka i słoneczne przedmieścia, zielne, kwieciste łąki i pola, brunatne po podorywce. To zamknięty świat, wyrosły z emocji, prowincjonalnych odkryć i objawień, który dzięki poetyckiemu słowu mierzy się z bogactwem wszechświata, stając się mu równym z racji własnej przypadkowości i danej, przede wszystkim jemu, nieuchronności przemijania. To zarazem poezja, która nie cyzeluje słów tam, gdzie uczucia mierzą się z nasilającym nastrojem fatalizmu, z przeczuciem końca, zapachem śmierci. Samotny świadek, wpatrzony w mijające godziny dni i nocy, w mijające pory roku, śniący drobne pocieszenia, by stawić opór dojmującemu bólowi osuwającego się w ciemność własnego istnienia i znanych mu światów, pisze o tym z dala od hałasu gwarnych ulic i politycznych targowisk. Dźwiga w sobie nie tylko brzemię dojmującej fizycznie starości, lecz i pamięci codziennych, często nieuniknionych dramatów, w tym, wciąż powracającej w twórczości Kaspra, tragedii z dzieciństwa, pamięci, która przywołuje postać matki i obraz, pełny bólu, a zarazem miłości, w obliczu jej przedwczesnej śmierci. Jeśli mielibyśmy rozważać, co najważniejszego, poza artyzmem języka, odnajdzie czytelnik w tej późnej poezji Kaspra, to zaryzykowałbym twierdzenie, że trafność. Trafność ujęcia naszych powierzchownych sposobów chwytania uroków świata, którego smaki gubimy w nadmiernym pośpiechu życia. To ironiczne, poetyckie strofowanie nas, poprzez pośrednictwo wyszukanych fraz, za fragmentaryczność przeżyć, brak czasu, pretekstowość uwagi, w której gubimy uroki świata. To tę dramatyczną fragmentację naszych zachowań, wieczną pogoń za bieżącymi, tymczasowymi celami, autor Śmierci wizjonerów zderza w swych wierszach z oddechem wieczności, surowością losu przemijania każdego z istnień, zapytuje o los i wyroki samotności. W ten sposób odkrywamy, że poezja Kaspra opiera się na lirycznym dialogu z czytelnikiem, że jak mało który z poetyckich światów, każdy wiersz autora Morderców dobrej zabawy mówi też czytelnikiem, umieszcza nas w środku języka, nie każe się utożsamiać, nie kusi figurami stylistycznymi, lecz po prostu nas zabiera w środek tekstu i po części mówi nami, mówi to, co właśnie chcieliśmy lub powinniśmy powiedzieć.

Rafał Grupiński


Opis książki „Żubura”:

Czy zło jest tylko wyborem człowieka, czy może jednak istnieje jako wcielenie? Gdy zostaje zamordowany młody ziemianin, Konstanty Oporowski, radca Teodor Goszczyński rozpoczyna śledztwo. W ślad za zabójcą rusza również siostra Kostka, Makryna. Morderca okazuje się jednak niezwykle inteligentnym i przebiegłym człowiekiem. Kobieta wpada w jego sidła i znika. Odtąd radca Goszczyński stawia sobie za punkt honoru rozwikłanie obu spraw. Opowieść o rozwiązywaniu zagadek kryminalnych przeplatana jest trudną, a zarazem pasjonującą historią życia bohaterów. Autor po mistrzowsku zarysowuje skomplikowane charaktery Teodora oraz zabójcy, dając czytelnikowi możliwość interpretacji i oceny pobudek, jakimi się kierowali. Z kolei losy Makryny łączą się z losami rzymianek, uciekających przed wojną ze stolicy Imperium i porywanych w Kartaginie do domów publicznych. Autor przenosi czytelnika na rzymską prowincję V wieku, gdzie może spotkać św. Augustyna, który prowadząc intelektualny spór z Zenonem o wolną wolę i z donatystami o sens wiary, mimowolnie zostaje zmuszony do pochylenia się nad tragedią kobiet. Książka Rafała Grupińskiego, prócz doskonale poprowadzonej narracji kryminalnej, pozwala rozkoszować się czytelnikowi rozważaniami na temat ludzkiej natury niczym grą. Czy rzeczywiście ludzkość się rozwija, czy kierują nami żądze? A może pod warstwą kulturowej maski bezustannie kotłują się w nas zwierzęce instynkty? Rafał Grupiński posiada niezwykłą umiejętność, którą często banalizuje się, nazywając powierzchownie: „przekraczaniem granic gatunków”. W istocie mówimy o pisarzu, który z niewiarygodną łatwością porusza się we wszystkich tradycjach literackich, proponując czytelnikowi pasjonującą grę wyobraźni, a jednocześnie niebezpiecznie uzależniającą lekturę.

Irek Grin

sobota, 24 stycznia 2026

Książka eseistyczna Piotra Matywieckiego w IM

Piotr Matywiecki Wiersz po wierszu (IM, 2025) - to zbiór miniesejów o danych wierszach najistotniejszych dla autora poetów polskich i zagranicznych. Od Kochanowskiego po Ekiera, od Kawafisa po Celana - tak jawi się autorska topografia analitycznych ujęć, która stanowi mieszaninę niezwykle punktowych, kondensacyjnie przedstawianych interpretacji wierszy, które dla autora były i są istotowo ważne, zostawiające silne znamię na jego wyobraźni, wrażliwości i światoodczuciu. A tak o samej książce piszą znamienici jej odbiorcy:

Niezwykła, fascynująca książka eseistyczna zawiera kilkadziesiąt wierszy poddanych interpretacji. Już przy lekturze „Pieśni” Jana Kochanowskiego widzimy dwa poziomy interpretacji. Pierwszy, podstawowy, wyjaśnia o czym traktuje wiersz, jaka jest jego forma, itd. Poziom drugi – eseistyczny, głęboko erudycyjny, filozoficzny, szuka tego, co ukryte pod spodem utworu, co stanowi o jego tajemnicy, o najważniejszym przesłaniu. Oba poziomy interpretacyjne splatają się ze sobą, tworząc, tak jak na przykład przy omawianiu wiersza „Prześliczna rudowłosa” Apollinaire a , niezwykłą opowieść o źródle poezji i o mocy twórczej. Twórcza moc, owa tajemna siła decydująca o drodze wiersza, jest wiodącym tematem w eseju o wierszu Rilkego, czy Aleksandra Wata. To w tych analizach pojawia się pojęcie amor fati. Piotr Matywiecki pisząc o miłości losu , o konieczności wciąż ponawianego trudu mierzenia się z rzeczywistością realną i psychiczną, znajduje pokrewieństwo duchowe między poetami różnych epok i różnych języków. Są to poeci- poszukiwacze wymiaru sakralnego, odkrywcy nieznanych przestrzeni metafizycznych. Wybór tych wierszy i tych poetów jest absolutnie osobisty, tu wystarczy kilka nazwisk, żeby uświadomić sobie jak rozległa jest wiedza autora. Obok Kochanowskiego – Norwid i Mickiewicz, Seifert i Aleksander Wat, Stanisław Piętak i Elisabeth Bischop , Octavio Paz i Baudelaire, Rilke i Piotr Mitzner i dziesiątki innych – poetów losu. Niektóre interpretacje są zaledwie dwu stronicowe, inne bardziej rozszerzone. Przy czym niezwykła jest umiejętność dostrzegania ukrytych, istotnych znaczeń w najprostszych wierszach, np. księdza Jana Twardowskiego, czy Wisławy Szymborskiej. Ten zbiór esejów jest wielką przygodą poznawczą. Piękne i mądre, często zaskakujące interpretacje mogą również stanowić nieocenioną pomoc dydaktyczną dla tych, którzy obcują z poezją.

Iwona Smolka


Gdyby nie obawa emfatycznego nadużycia, powiedziałbym: Księga Objawień, bo tym jest w istocie porywający tom Piotra Matywieckiego. Mówię „asekuracyjnie” - tom, żeby nie dookreślać tego, co natarczywie podpowiada mi intuicja: poemat. Można więc czytać tytuł Wiersz po wierszu jako wiersz, który będąc syntezą rytmu i doświadczenia, wiersz jako oddech „rozprzestrzenia się” w czytelniku – będącym „miejscem i czasem spotkań z wierszami, a poprzez wiersze z samym sobą – niepoznanym.” Ta „oddechowość” sprawia, że taki rodzaj lektury, w który wtajemnicza Matywiecki, okazuje niezbędność poezji dla samego procesu życia. Niezbędność uświadamianą albo mimowiedną. Albowiem – jak powiada, cytowany przez Autora, Martin Buber: „wiersz jest oznajmieniem duszy – nawet gdy przebywa sama z sobą – nie jest ona nastawiona na siebie, lecz na bycie, którym nie jest ona sama.” Czytam więc „Wiersz po wierszu” jak potężny poemat złożony (ułożony) z wielu wierszy różnych poetów (i komentarzy) – i wiersz po wierszu – wdaję się w odsłanianą pierwszyznę zjawisk będących objawieniami w istnieniu.

Bogusław Kierc

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

czwartek, 22 stycznia 2026

Powieść totalna Dariusza Bitnera pt. „Fusy” wydana!


Licząca 560 stron książka Dariusza Bitnera Fusy ukazała się nakładem Fundacji Kultury Afront. Na okładce wykorzystano instalację Grupy Brzydko, Destruktura XIV, z 2020 roku. Za opiekę redakcyjną i korektę odpowiadają: Aleksandra Zoń i Olgerd Dziechciarz. Skład i łamanie: Konrad Kulman.

Dariusz Bitner, urodzony w Gdyni w 1954 roku, od 1958 mieszka w Szczecinie. Debiutował w 1970 r. Kojarzony przede wszystkim ze środowiskiem pisarzy skupionych wokół miesięcznika „Twórczość”. Jego proza poświęcona jest najczęściej problematyce współczesnej. Wydał m.in. „Cyt” (powieść), „Owszem” (utwory prozatorskie), „Kfazimodo” (powieść), „Trzy razy” (tryptyk prozatorski), „Mała pornografia” (powieść) oraz: „Jesień w Szczecinie, czyli majaki cynamonowe” (powieść w esejach, 2011), „Wciąż jesień, czyli inne majaki cynamonowe” (powieść patchworkowa, 2016), „Ostatnia jesień przed zimą, czyli koniec trylogii cynamonowej” (powieść w trzech rozdziałach, 2018), „Fikcja” (powieść, 2018), „Wędrowiec” (powieść, 2020) i w roku 2024 – „Cud”, powieść, która jest ostatnim rozdziałem powieści „Fusy”.


Fragment:

„Jak mogłem pomyśleć, że spałem przez pół roku. Lub coś koło tego. Kilka miesięcy. Że długo, o wiele za długo. Poniosło mnie, jak nic.

Stoi człowiek przed tymi drzwiami, jak dzięcioł – gdzie też ma rozum, co mu się we łbie wyrabia. Ciasto?

Już mnie poniosło. Porwał mnie nurt, tylko spojrzałem, porwał.

Patrzcie, co się dzieje, patrzcie. Rozdwajam się. Schizofrenia. Pączkuję. Schizosaccharomyces. Prosty organizm, to i proste sytuacje. Jestem ostatnim Drożdżem.

Co mnie opętało, że tak łatwo ulegam sztubackiej fantazji, tej potencjalności we mnie, która ochoczo buduje wszelkie fikcje. Śnieg w środku lata spaść może, a jakże, kto powiedział, że nie. Może pojawić się z tej lub tamtej strony huragan ognia, może spaść niebo z kamienia i zmiażdżyć wszystko, co żyje, po kolei, nie we wszystkich częściach świata naraz, może też woda wystąpić z mórz i oceanów, z jezior i rzek, i zalać każdy skrawek lądu, z wyjątkiem Rysów i Czomolungmy, nie wspominając już o tym, że planeta nieszczęsna nasza może, ot tak, nie wiadomo dlaczego, przez kometę zbłąkaną, przez rozdarcie powłoki magnetycznej, rój meteorów albo rój kosmicznych much, wypaść ze swej roli, z torów, z elipsy, z orbity tej całej i popędzić na oślep, na przestrzał, może w objęcia czarnej dziury jakiejś, na spotkanie horyzontu zdarzeń, czemu nie, wszystko to czemu nie – ale spać bez pamięci pół roku? Dobre sobie."

wtorek, 20 stycznia 2026

Radosław Kobierski w IM


Instytut Mikołowski zaprasza na spotkanie z Radosławem Kobierskim wokół nowego tomu wierszy Człowiek ma cienkie ściany (wyd. Biblioteka Śląska, 2025). Prowadzenie: Maciej Melecki i Krzysztof Siwczyk. 

23. 01 - godz. 18

O tomie:

Tom poetycki „Człowiek ma cienkie ściany” to zapiski wrażliwego człowieka wystawionego na działanie czasu i przemijania. Głównym motywem jest egzystencja sama w sobie, jej kruche granice i nieuchronne zderzenia z codziennością. Wiersze rozgrywają się w dobrze znanych sceneriach miejskich, wszędzie tam, gdzie pęknięcia rzeczywistości odsłaniają ukrytą prawdę o ludzkiej kondycji. Mają strukturę esencjonalnych, spójnych miniatur, gdzie każdy szczegół i gest nabiera znaczenia. „Człowiek ma cienkie ściany” to poezja skupiona, gęsta, uważna. Kobierski zagęszcza świat w słowach, jakby chciał go uchwycić tuż przed rozpadem. Wiersze, które przypominają: nic nie jest dane raz na zawsze. I człowiek, i ściany mają granice. Poezja Kobierskiego, choć zakorzeniona w osobistych doświadczeniach, nabiera uniwersalnego wymiaru, dotykając motywów samotności, przemijania oraz próby odnalezienia światła w mroku. Autor pyta o granice ludzkiej odporności i zdolność do przetwarzania bólu w piękno, pozostawiając czytelnika z poczuciem głębokiego rezonansu emocjonalnego. To wiersze dla tych, którzy nie boją się patrzeć głębiej – nawet jeśli nie zawsze wiadomo, co się zobaczy.

Książka dla osób, które jeszcze nie wiedzą, że lubią poezję, ale wiedzą, że lubią prozę. Radosław Kobierski powraca do nas z książką, która prozatorski żywioł łączy z poetycką precyzją języka. W filmowych kadrach, które znakomicie komponuje, zamyka splecioną ze sobą przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. Przygląda się w nim relacji człowiek-przestrzeń, przestrzeń-człowiek, a przez to relacji człowieka z samym sobą i z drugim człowiekiem. Bohater książki opuszcza miasto tylko po to tylko, żeby miasto opuściło i jego. Czy jest to utrata? Być może, ale ta utrata jest równocześnie zyskiem. Jedno i drugie stanowi nie tyle swoje przeciwieństwo, co właściwie to samo. To, co przyciąga szczególnie dla poezji Kobierskiego, jest tym, co znajduje się zaraz za krawędzią ramy namalowanego przez niego obrazu. Lekturze towarzyszy podskórny, delikatny, ale bardzo wyczuwalny, surrealistyczny niepokój, który tym bardziej nas wciąga, im mniej zauważalnym szczegółem jest wydobywany. I nawet jeśli to, co wyłuskuje z rzeczywistości Kobierski, wydaje się być niczym, to jest to – mówiąc słowami samego autora – największe nic, o jakim słyszałem. Bo Kobierski jest pisarzem, który zauważa niezauważalne.

Jakub Pszoniak

niedziela, 18 stycznia 2026

Powieść enigmatyczna „Każdy śmieje się z czego innego” Romana Wysogląda wydana!


29 grudnia odbyła się premiera kolejnej znakomitej powieści współczesnej Romana Wysogląda Każdy śmieje się z czego innego. To trzecia – po Chorych na Polskę i 34 kilometrach od Pałacu Kultury – powieść tego wybitnego prozaika której wydawcą jest Fundacja Kultury Afront. Na okładce wykorzystano obraz Adama Marczukiewicza pt. „Widok na Wawel z Tarłowskiej”. Redakcja i korekta: Jarosław Nowosad. Skład i łamanie: Konrad Kulman.

Roman Wysogląd urodził się w Krakowie, bo przecież ciężko sobie wyobrazić, że mogłoby to zdarzyć się gdzieś indziej. Jako poeta debiutował w 1970 roku; jako prozaik – dwa lata później; jako dramaturg – wciąż ociąga się z debiutem. W czasach słusznie minionego PRL-u wydał m.in.: tom opowiadań pt.„Przekrętka” (Warszawa 1985) i powieść „Moskwa za trzy dni” (też Warszawa i też 1985) – za które otrzymał Nagrodę im. Andrzeja Bursy. Potem, z racji fatalnej gry piłkarzy Cracovii, wyjechał z Polski do Szwecji. W końcu wrócił, bo wszyscy wracają – nawet Odyseusz. W 2019 roku Fundacja Kultury Afront wydała jego tom wierszy wybranych „Melduję wykonanie zadania”, w 2020 powieść „Chorzy na Polskę”, a w 2022 zatrzymaną przez komunistyczną cenzurę obrazoburczą powieść „34 kilometry od Pałacu Kultury”. Dziwnym zrządzeniem losu książki te nie otrzymały żadnej prestiżowej nagrody, co świadczy o tych nagrodach, a nie o pisarstwie autora „Nie istnieje nic konkretnego poza pustką”.

Najnowsza powieść Romana Wysogląda jest równie zwariowana jak poprzednie, ale przy tym zdecydowanie bardziej enigmatyczna. Zaczyna się pogrzebem pary prezydenckiej na Wawelu, ale potem atmosfera jeszcze bardziej gęstnieje. Mamy tu wcale nie prostego mężczyznę, życie codzienne z jego doskwierającą powtarzalnością, zjawiska niewytłumaczalne, „policje tajne, widne i dwupłciowe”, a wszystko to okraszano ironicznym do szpiku kości i sarkastycznym do samego dna, wisielczym humorem, z którego Wysogląd słynie od setek lat! Ale czego innego można się było spodziewać po krakowskiej legendzie polskiej literatury?!

piątek, 16 stycznia 2026

Książka Anny Marii Wierzchuckiej w Bibliotece Galerii Literackiej przy GSW BWA w Olkuszu

Nakładem GSW BWA w Olkuszu ukazała się książka Anny Marii Wierzchuckiej siała baba znicze. Tom został wydany jako Nagroda Główna w XX OKP im. Kazimierza Ratonia.