środa, 11 lutego 2026

Spotkanie z Arturem Madalińskim w IM

Instytut Mikołowski zaprasza na spotkanie z Arturem Madalińskim wokół książki "Feliks Netz. Przewaga rozpaczy. Bioeseje" (wyd. Śląsk, 2025) połączone z promocją książek Feliksa Netza: "Urodzony w święto zmarłych" (wyd. II, Biblioteka Śląska, 2025) i "Dysharmonia caelestis" (wyd. II, Śląsk, 2025) z udziałem Dariusza Pohla – wydawnictwo Śląsk. Prowadzenie: Maciej Melecki i Krzysztof Siwczyk.

13. 02 – godz. 18

O książce:

(…) W mijającym roku przypadła dziesiąta rocznica śmierci Feliksa Netza. Z tej okazji wyszły dwie ważne książki. Jedna to wznowienie "Urodzonego w Święto Zmarłych" - fundamentalnej dla tożsamościowego wątku pisarstwa Feliksa powieści. Druga natomiast książka to esej - a ściślej, jak chce autor, bioesej - Artura Madalińskiego zatytułowany „Feliks Netz. Przewaga rozpaczy". Nie ukrywam, że podszedłem do lektury jak do jeża, zakładając mylnie spotkanie z dysertacją akademicką. Tymczasem dostałem żywy dyskurs pisany tyleż przez akademika, co pisarza, który swój własny los postanowił rozczytać w dziele Netza. Madaliński skupił się na pięciu powieściach Feliksa, dokonując ich inspirującej reinterpretacji, ale zainwestował i zaryzykował w to pisanie walutę rzadką: konfesję. Pisząc o bohaterach Netza wplata dyskretnie wątki własnej biografii, rozszczelniając tym samym schłodzony dukt pisania akademickiego na rzecz podwyższonej temperatury egzystencjalnej. Tajemnicą mocnej literatury jest tworzenie przestrzeni, w której autorski kamuflaż - w tym przypadku akademicki - rozpęka się i nagle czytelnik współtworzy niemal cieleśnie głębokie sensy lektury, uczestnicząc w dotkliwym procesie bólu. Pal sześć jak go nazwiemy. Niech będzie to ból egzystencjalny. Madaliński ewidentnie pracuje po stronie rozlicznych rozpaczy, a w sukurs przychodzi mu spoza świata żywych Feliks Netz - mistrz Śląska w obcości. Ten urodzony w roku wybuchu drugiej wojny światowej pisarz dla Madalińskiego jest dokładnie tym, kim dla Netza był Sándor Márai - przewodnikiem w Tartarze życia. Jak wiadomo, Netz był najwybitniejszym polskim tłumaczem dzieł wielkiego Węgra, jego zagorzałym popularyzatorem, chociaż jest to określenie nieledwie zabawne. Być popularyzatorem Máraia to jak być promotorem samobójstwa w przedszkolnej grupie „Poziomek". Ewidentnie młodzież należy trzymać z dala od Máraia, jeżeli zależy nam na demograficznej progresji. To pisarz dla zaawansowanych w zwątpieniu w sens egzystencji. Spokojnie można go czytać gdzieś przed osiemdziesiątką. Wcześniej nie polecam. Zresztą z samym Netzem przegadałem godziny o jego ulubionym śledzienniku znad Balatonu. Artur Madaliński natomiast "przegadał" w swoim bioeseju znacznie głębsze kwestie, począwszy od złożonej tożsamości Ślązaków, przez polityczne uwikłania pisarzy w pisanie socjalistycznych produkcyjniaków, po rzeczy tak dyskretne jak filmowa natura spojrzenia na rzeczywistość, której Netz jako zapamiętały kinoman był literackim rewelatorem. Ale nade wszystko wniknął do litego dna w cielesną, sensualną i ranliwą naturę utraty, dla której pisarstwo Netza stanowi estetyczną ekspozyturę. Wystarczy nadmienić świetne, właśnie bioeseistyczne medytacje nad rytuałami pożegnania zmarłych. Czytając Madalińskiego, można poczuć ten charakterystyczny, duszny, śląski habitat, jaki zawiązywał się nad łożem umarlaka. (…) Dzięki Madalińskiemu przypomniałem sobie również, jak ważnym człowiekiem w moim własnym życiu był Felek. Pozwalam sobie na tą fraternizację, bo po prostu się kumplowaliśmy. W Instytucie Mikołowskim wychodziły ważne tomu wierszy Netza, a także sylwa „Ćwiczenia z wygnania", do której Madaliński często się odwołuje. Artur po prostu napisał mi Feliksa na nowo, tak jakbym zobaczył go z puklami siwej czupryny raz jeszcze, dajmy na to w redakcji miesięcznika „Śląsk", którego był wice-naczelnym i ostro tam promował nas - młodych na przełomie wieków "poetów śląskich". Ach te ciepłe puszki piwa "Tyskie", którymi Felek z Tadeuszem Kijonką częstowali po spotkaniach autorskich, jeszcze dziś odbijają mi się czkawką. Był to duet zaiste fantastyczny. Ci ludzie, pokoleniowo mi odlegli, odgrywali niebagatelną rolę formacyjną w moim życiu, pomagali z drukiem wierszy, ale nade wszystko byli całkowicie wyzbyci egocentryzmu. Zresztą w "uciekaniu z towarzystwa" Feliks był mistrzem Śląska. Faktycznie jest tak, jak pisze Madaliński, tak właśnie pamiętam Netza - jako obecnego własną nieobecnością, pogrążonego w ciągłej pracy przekładowej i pisarskiej faceta, o którego twórczej wielkości bardziej dowiadywałem się od innych pisarzy niż od samego zainteresowanego. Bohdan Zadura, wybitny poeta z Puław i mój srogi autorytet dawno temu nakazał mi przeczytanie tomu wierszy "Wir" Netza. Pamiętam własne osłupienie w spotkaniu z tymi wierszami. Było mi zwyczajnie żal, że ktoś napisał już wszystko, co sam chciałbym napisać. To nie było uczucie zawiści czy zazdrości. Raczej przeczucie, że pole zostało zaorane. Że nie mam czego szukać w literaturze, skoro na Śląsku pisze się na takim poziomie. A potem przyszły tłuste lata znajomości z Felkiem i radość obcowania z gościem, który uczył jak bardzo można oddać się literaturze, zwłaszcza – jak w przypadku Máraia – że stawka jest wysoka, że może tu chodzić o życie, nie o hobby zaczerniania słowami papieru. Coś z tej postawy maksymalnego pisania blisko życia przeniknęło do eseju Madalińskiego. Odnoszę wrażenie, że został napisany w poczuciu tej ciągłości rytuału przejścia pewnego fatum z jednego pisarza na drugiego, a które to fatum streszcza się w jednym, programowym zdaniu Artura: "zostawić oswojone, by wystawić się na niepewne". Madaliński faktycznie tworzy eseistyczną przewagę na szali rozpaczy egzystencjalnej, która była najniższym, wspólnym mianownikiem biografii literackich i ściśle życiowych wielkiego Węgra i wielkiego Ślązaka, którym przecież przez długi czas Netz się nie czuł. Zawsze nie u siebie, zawsze gdzieś między utopijnym powrotem do Lubania czasów dzieciństwa i twardą rzeczywistością "czerwonych" Katowic, które były jeszcze Stalinogrodem, kiedy osiadł w nich szesnastoletni syn Niemca i Polki. (…)

Krzysztof Siwczyk

(Gazeta Wyborcza, 10.01.2026).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz