Wyciąg z ruinowiska to moja prywatna kronika kontrolowanego chaosu: od ostatniego spotkania autorskiego na Dniu Jacka Bierezina 2025, po finałowe poszukiwania CD skarbów w Antykwariacie Grochowskim na chwilę przed końcem roku. Skończone, to już przeszłość: kurz na rękach i pytania „jak ja to wszystko zmieszczę?” (wiersze i dźwięki) na kwadracie własnej melancholii?
środa, 31 grudnia 2025
wtorek, 30 grudnia 2025
Korespondencja (72)
Wciąga cię
tęgi spoczynek bezpowrotnej dali i bezstronne przejścia prowadzące do
Końca danego zatrzymania stają się skrawkami pędzących kadłubów osmotycznej
Jawy, pochodzących z ogołoconych wnętrz, i jak pobocza danego odcinka,
przecinają
Rozpościerające się wszerz nieużytki naszego trwania w energetycznym uwiądzie,
Odgałęzienia zmierzające zawsze poza swój grzbiet horyzontu, owego nagminnego
Położenia w przetłoczeniu ziarnistymi strumieniami wypełniającymi wysuszone
zimnem
Koryta danej chwili, jaka staje się natychmiast przeszłym zaborem kolonizującym
tkanki
Tej wietrzej szatkownicy, gdzie każdy trąca każdego, by, choć na krótko,
porzucić
Swą jałową
kwadraturę i rozprowadzać swoje kręgi zaniku po coraz lotniejszym szachu
Martwiejących dni, kiedy jesteś jednym z garstki siedzących na szczycie skarpy,
którzy
Rytualnie żegnają się z tym, kogo już właśnie nie ma (…).
[„Bezmiejsca”]
W utworach Meleckiego czuć obsesję kontroli – temperatury, ruchu, znaczenia. Poezja ta nie chce się podobać, nie chce też uwodzić obrazem. Podmiot liryczny jest zdystansowany, niemal bezosobowy. Człowiek pojawia się tu jako element procesu: biologicznego, technologicznego, językowego. Ciało bywa traktowane jak obiekt, materiał, czasem jak problem logistyczny. Emocje – jeśli się pojawiają – są zamrożone, zredukowane do śladu, do napięcia między wersami. Dominują tematy graniczne: zanik, przestrzeń pozorów świata, niestałość tożsamości i percepcji, chłód jako stan zarówno materialny, jak i metaforyczny.
Przygrobny mur dzieli utratę na dokonaną i wciąż jeszcze nie do końca
odczuwaną,
Szczerzącą się z tych rozbieganych klepisk pospólnych utyskiwań i bieżących
Wzmożeń, rosłych jak pęk ostów ściętych kłodą dni, w omamie tłumu schodzącego
Z góry i idącego pod nią, jakby nigdy nie mógł się zatrzymać w swej chromej
luce,
Czeznąc nieustannie na wszelkie zawołanie osowiałego echa, zbłąkanego w rombie
Samoistnej zatraty. Meandrujemy między płaskością pospolitych części domkniętego
Systemu naszych zstąpień w coraz bardziej czelustny ugór, a pofalowanym ujściem
W rozchybotaną toń krzepliwych uchybień, tworząc nowy przybój szczepów
Konkretnych zniknięć, jako dowodów na kolejne nieistnienie w tej zenitalnej
Zadyszce losu, kiedy nawarstwione deski układają się w spadziste koryta
dalszego
Pobywania w
oddzieleniu, spoza tych pował przybywają bowiem do nas rojne
Zamachy młyńskiego koła tej i tamtej nocy, dzięki czemu kolczasty krąg sumy
Wszystkich wtrąceń zaciska się po każdym dokręceniu gwintu śruby, na skutek
czego
Bezruch staje się poziomą marą dalszych bezcelowych poczynań. Straty są tylko
Zdławieniami próśb o milimetr przerwy, zaś komunikacyjne pasma morowym
Zagonem kolejnych prześlepień kościejących wyrw na tym odludnym przęśle
Naszego zawieszenia w próżniowym stanie dalszego rozwłóknienia, które chciwie
Się rozkorzenia w każdej stopie ucieczki poza dookolną bandę, wieńcząca ten
Płochy zryw (…).
[„Części strat”]
Chłodnie mówią o świecie, w którym wszystko musi zostać nazwane, sklasyfikowane i skodyfikowane – również to, co wymyka się językowi: śmierć, pamięć, relacja z drugim człowiekiem. Chłód nie jest tu brakiem wrażliwości, lecz strategią przetrwania. Najważniejszym bohaterem „Chłodni” jest wspomniany już język – ale język nieufny wobec samego siebie. Melecki rozmontowuje frazy, urywa składnię, zagęszcza metafory, doprowadza sens do punktu, w którym zaczyna on drżeć i tracić stabilność. Wiersz nie jest tu zapisem przeżycia, lecz procesem myślenia, często surowym, momentami niemal laboratoryjnym. Czytelnik ma wrażenie, że obcuje z notatkami z eksperymentu, w którym badane są granice mowy i percepcji.
Istotne jest również to, że „Chłodnie” unikają narracyjności. Nie ma tu historii, które można by streścić, ani obrazów, które łatwo zapamiętać. Zamiast tego pojawia się seria napięć: między materią a pojęciem, między ciałem a językiem, między obecnością a zanikiem. Świat przedstawiony jest jakby już po wydarzeniu - pozostały po nim jedynie ślady, resztki, echo. Poezja ta mówi więc nie o tym, co jest, ale o tym, co się oddala.
(…) Przenoszę tylko grudki błota z wnętrza mieszkania
Do wnętrza innej komory, deregulowany niskimi
okapami martwych punktów na
Mapie rozlicznych usterek pobywania w jednej i
tej samej trasie, przecinany i szatkowany,
W cuglu szczelnego przywarcia do samobieżnej
mierzwy. Marne mary dookolnego
Zwidmowienia poszerzają jego zakres
oddziaływania na najmniejsze ogniwo pospólnej
Manipulacji, na którą każdy jest bezwiednie
skazany w swym studziennym przepadaniu
Po zamurowaniu odmową dalszej rozmowy, żyjąc w
dwu równolegle osobnych zaświatach
Swego urzeczowienia, przyspieszając prędkość
ślepego losu, pogrążywszy się w
Poszczególnych rozszczepieniach niekrzepliwych
już faz osiadłych na suchych krańcach
Mrozu (…).
[„Zwidmowienia”]
Czytanie tego tomu wymaga uwagi i cierpliwości. Poeta nie podaje sensów wprost, nie buduje narracyjnych podpórek. To książka, która działa powoli, często z opóźnieniem. Zostawia po sobie wrażenie obcowania z czymś szczelnym, domkniętym, ale jednocześnie pełnym mikropęknięć, przez które sączy się znaczenie. Mamy do czynienia z poetyką nieustannego przenikania się form i sensów, gdzie znaczenie może się rozproszyć w samym doświadczeniu czytania.
Chłodnie to propozycja dla czytelników, którzy nie oczekują od poezji pocieszenia ani ekspresji emocji, lecz precyzji i konsekwencji. To tom wymagający, ale bardzo świadomy – pokazujący, że poezja może być Wielkim Projektem, a przy tym narzędziem analizy świata, nawet jeśli odbywa się ona w temperaturze bliskiej zeru.
Maciej Melecki, Chłodnie. Fundacja Kultury „Afront”, Bukowno 2025
poniedziałek, 29 grudnia 2025
Premiera Domu Literatury w Łodzi – „Głosy polskich poetek”
Nakładem Domu Literatury w Łodzi ukazała się antologia autorstwa Oli Kołodziejek Jestem tu jedna, jedna. Głosy polskich poetek zawierająca wiersze i rozmowy.
sobota, 27 grudnia 2025
Premiera Literacka SPP O/ Łódź i Domu Literatury w Łodzi– książka Pilar Aldỏn
Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział Łódź
i Domu Literatury w Łodzi w serii Za, tom 1 ukazała się książka Pilar Aldỏn Las ỏrdenes (Powinności)
w tłumaczeniu Pawła Orła.
czwartek, 25 grudnia 2025
Premiera SPP O/Łódź i Domu Literatury w Łodzi – książka Pawła Bienia
Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Pawła Bienia flauta. Książka ukazała się w serii Szumy, zlepy, ciągi, tom 85.
środa, 24 grudnia 2025
poniedziałek, 22 grudnia 2025
Nowe wiersze w „e-eleWatorze”
W internetowym miesięczniku literackim „e-eleWator” (nr 23 październik 2025) ukazały się cztery moje nowe wiersze. Zainteresowany czytelnik przeczyta je tutaj.
sobota, 20 grudnia 2025
Korespondencja (71)
Do „Hostelu” dotarł tom Tomasza
Hrynacza Corto muso, w którym język wierszy został potraktowany jak
materiał o niepewnej spoistości - kruchy, podatny na pęknięcia, a jednocześnie
zdolny do niezwykłej intensywności. Poeta
ponownie przygląda się własnym przyzwyczajeniom i dotychczasowym wyborom
formalnym, ale tym razem robi to z wyjątkową konsekwencją i surowością. Jeśli
wcześniejsze tomy Hrynacza rozwijały się w szerokich przestrzeniach nadmiaru,
migocząc w ruchu, tutaj mamy do czynienia z gestem odwrotnym: z zawężeniem,
koncentracją, a niekiedy nawet z dobrowolnym unieruchomieniem słowa.
To poezja pisana z „bliskiej
odległości – tuż przy oddechu” - gdzie każdy wers działa jak napięty punkt
oporu. Wiersze nie płyną, lecz pulsują, jakby próbowały pomieścić w sobie
energię większą niż ta, którą są w stanie udźwignąć. Minimalizm nie oznacza tu
ascezy, lecz raczej próbę zobaczenia, jak wiele można powiedzieć, zawężając
pole obserwacji do kilku wybranych szczegółów. Hrynacz bada, w jaki sposób
mikroskopijna struktura wiersza może konkurować z bezkształtnym, rozproszonym
światem - i gdzie kończy się jej wytrzymałość.
jak
płat przepaska na oczy:
od
żerowiska zima drobi. Nie bez wahań
nieci się iskra z draski.
Na tym
druku nie wypisze się więcej,
na przestrzał, pobłyskom w hołdzie fetuje, a teraz ze mną się umów
na powrót.
Mogło
być nic.
Mógłby rzec nikt.
Nie
tak kręci się świat.
(„Spektrum ognia”)
Na szczególną uwagę zasługuje
sposób, w jaki poeta konstruuje doświadczenie „rozsypanego rozumienia”. Podmiot
nie jest już jednorodny, a głos nie rości sobie prawa do spójności. W
przestrzeni tych wierszy rozbrzmiewają szumy, półsłowa, krótkie spięcia, jakby
sens wyłaniał się z przypadkowych iskrzeń. To poezja nieufająca linearności,
szukająca raczej źródłowych impulsów niż definicji. Dzięki temu Corto
muso staje się książką gęstą, niejednoznaczną, pełną wewnętrznej
energii - energii rodzącej się z nieciągłości.
Jednym z fundamentalnych tematów
tomu jest doświadczenie przejściowości. Ciało i duch, obecność i zanikanie,
materia i to, co poza nią - wszystkie te elementy splatają się w tekstach
Hrynacza z naturalnością, której zbędny jest metafizyczny patos. Poeta nie
dramatyzuje śmierci, nie wykorzystuje jej jako gotowego rekwizytu. Raczej
traktuje ją jako stan graniczny, który odsłania inny wymiar bycia. W tym ujęciu
przemijanie nie jest końcem, lecz przeformułowaniem - spokojnym, choć
niepozbawionym napięcia.
Zawrzało!
Jurny kopczyk rozkłóconych zmór:
lot
popod lemiesz księżyca, lot ponad wiązy olch,
puszczony latawiec pójdzie z ogniem.
Z
nagła dryf w wietrzne dni. Już tu byłem!
Upiera się przy furcie.
Amen,
amen.
(„Wielozgon”)
Corto muso to książka
wymagająca, ale nie hermetyczna. Autor Psa gończego pisze w sposób
oszczędny, precyzyjny, choć jednocześnie otwarty na wielość potencjalnych
interpretacji. Jego język jest świadomie wyostrzony, miejscami niemal chłodny,
lecz pod tą powierzchnią drga intensywne emocjonalne pole. To poezja dla
czytelnika czujnego na niuanse, dla kogoś, kto potrafi słuchać ciszy tak samo
uważnie, jak brzmienia słów.
Ostatecznie Corto
muso potwierdza, że Hrynacz pozostaje jednym z najbardziej
konsekwentnych i jednocześnie najodważniej poszukujących poetów swojego
pokolenia. Nie chodzi mu o efektowność, lecz o precyzję spojrzenia i gotowość
do kwestionowania własnych przyzwyczajeń. To tom, który nie daje prostych
odpowiedzi - ale oferuje coś cenniejszego: możliwość wejścia w intymny kontakt
z językiem, który sam próbuje odnaleźć swoją pierwotną siłę. Już sam tytuł tomu
– z włoskiego „krótki pysk”, wywodzący się z terminologii związanej z wyścigami
konnymi, ale też z piłką nożną (określenie to zostało spopularyzowane przez
trenera Juventusu, Massimiliano Allegriego) podkreśla minimalną przewagę,
minimalne zwycięstwo w sportowej rywalizacji.
Nie oznacza natomiast nazbyt deklaratywnego triumfu poezji jako takiej,
raczej mówi wiele o metodzie, którą wykorzystuje poeta do budowania swoich intrygujących
wierszy; sposobie ich prowadzenia za pomocą minimalnego gestu, delikatnego
przesunięcia sensu, precyzyjnego, niemal niezauważalnego ruchu języka, który
ostatecznie okazuje się rozstrzygający w kwestii formy i wymowy tomu.
Stąd
dotąd. Rzecz jasna, rzecz ciemna,
falsetem do prześpiewania!
Na
przedprożu zimnica napięta jak proca.
Z wieczorka rzeczone bielmo, a wczoraj prowiant z ziaren,
jeden klask, jedno zdanie liczy się za dwa, jeżeli trafi na opór.
Nakaz eksmisji?
Arterie. Kierunki. Półkule globu.
Zaborczy
świat, wieczne rozkołysanie
na planszy pomnych proroctw, w wizjerze wstecz idąca zona.
Tak czy owak wybierać białe.
Zagrać
o remis.
(„En
passant”)
Tomasz Hrynacz, Corto muso. Wydawnictwo Forma. Szczecin 2025.
piątek, 19 grudnia 2025
Życie wewnętrzne (63)
„[…] Oczywiście nie mam pewności, czy wielka postać w rozpiętym kożuchu, idąca bez bagażu wzdłuż peronu tuż przy moim pociągu i mamrocząca pod nosem tuż obok mojego okna >>jak siłą rozerwany srom<<, to był Wojaczek. Na pewno bym tego nie zapamiętał, gdyby nie ten srom. >>Co to jest srom?<<, zapytałem i nie dostałem odpowiedzi, ale już dostrzegałem, że to słowo pochodzi z jakiejś tajemnej wiedzy, bo mama zagryzła wargi, zaspany tato (>>Co to już Wrocław?<<) zamknął okno przedziału sypialnego i kazał mi natychmiast iść spać. >>Srom?<<, spytał mój młodszy brat, z którym dzieliłem to wiszące łóżko(ale na szczęście nie będę z nim – jak Wojaczek ze swoim – dzielił miejsca pod granitowym prostopadłościanem) w ten sposób, że ja podróżowałem z głową od strony okna, a on z głową od strony drzwi, a nogi dla nas obu stawały się utrapieniem. Spytał, jakby chciał się upewnić, czy dobrze usłyszał. >>Chyba srom<<, odpowiedziałem. >>Siłą rozerwany srom<<, powtórzyłem sobie, żeby nie zapomnieć, i nic z tego nie zrozumiałem, ale świat wydał mi się przez to ciekawszy, bo dawało się w jego gmatwaninie znaleźć różne takie wytrychy. Potwierdziła to mama, która zwróciła się wprost do ojca z wyraźnym wyrzutem: >>Widzisz, niedaleko pada jabłko od jabłoni<<. Czyżby zatem i ojciec był w takie sprawy zamieszany? Czy i ja kiedyś będę? Nie mogłem uwierzyć i jednocześnie byłem pewien, że kiedyś rozwiążę zagadkę. I że to będzie coś ekstra.
Spoglądałem ukradkiem przez zamknięte okno, spodziewając się, że dojrzę jeszcze tego osobnika. Pociąg ruszył albo zasnąłem. To niby wszystko.
Czy to był Wojaczek? Prawdopodobnie tak, bo któż inny mamrotałby na wrocławskim dworcu fragment jego wiersza tuż przed Wielkanocą 1971. Czy podobał mi się jako człowiek? Gdzie tam. Podobały mi się tylko jego trzy dosłyszane przeze mnie słowa (>>siłą rozerwany srom<<), które po przebudzeniu rano w Nałęczowie z ulgą sobie przypomniałem".
Jacek Bierut, Dukt 8 [w:] Przesieka. Wydawnictwo j, Wrocław 2018
środa, 17 grudnia 2025
Premiera SPP O/Łódź i Domu Literatury w Łodzi – książka Michała Krawczyka
Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Michała Krawczyka Do odwołania. Książka ukazała się w serii Szumy, zlepy, ciągi, tom 86.
poniedziałek, 15 grudnia 2025
Premiera Literacka SPP O/ Łódź i Domu Literatury w Łodzi– książka Karola Brzozowskiego
Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział Łódź i Domu Literatury w Łodzi w serii Szumy, zlepy, ciągi tom 83 ukazała się książka Karola Brzozowskiego gatunki anadromiczne.
niedziela, 14 grudnia 2025
Gajda na „niezurbanizowanych ziemiach”
W debacie „Zoom Poland” organizowanej przez Biuro Literackie swój głos wniósł Rafał Gawin - poeta, krytyk literacki, redaktor/reaktor i animator życia literackiego. Gawin podkreśla w swoim tekście potrzebę przewartościowania współczesnej polskiej poezji i zwraca uwagę na marginalizowanie jej różnorodności poza granicami kraju, a także na to, jak często nowatorskie głosy wciąż pozostają niedostatecznie zauważone przez krytyków i tłumaczy.
Zgodnie z obowiązującym środowiskowy trendem autor Wierszy dla kolegów zabierając głos w debacie, „po kolesiowsku” wykorzystuje m.in. i moje nazwisko. Trzeba to jednak usprawiedliwić, ponieważ jednocześnie wieszczy międzynarodową karierę moich wierszy w światach arabskim i afrykańskim, a nawet na „niezurbanizowanych ziemiach”. No więc spoko, nic się nie dzieje, a ja nadal zachowuję status quo w nigdzie.
Pełny głos Rafała Gawina znajduje się tu.
sobota, 13 grudnia 2025
O „Weltschmerz Hardcore” Kozielskiego w „Tyglu Kultury”
W nowym numerze zainteresowany czytelnik znajdzie mój krótki tekst poświęcony
wydanej już pięć lat temu powieści Wojciecha Kozielskiego. Dlaczego o niej
napisałem? Odpowiedź znajdziecie w poniższym fragmencie anonsowanego tekstu.
„No future ? Nie i jeszcze raz nie! Jeśli nasza egzystencja musi już boleć,
powinno się mieć na podorędziu coś na uzasadnienie cierpienia. Na Wasz/Nasz weltschmerz
gorąco polecam klina – Weltschmerz hardcore!”.
czwartek, 11 grudnia 2025
Premiera SPP O/Łódź i Domu Literatury w Łodzi – książka Marcina Badury
Nakładem Stowarzyszenia
Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Marcina Badury Zbudowali ołtarz i nazwali go Ed. Książka ukazała się w serii Szumy, zlepy, ciągi, tom 89.

















.jpg)

































