sobota, 31 marca 2012

Wyjęte z szafy

W sieci znalazł się jubileuszowy numer Kwartalnika Literacko-Artystycznego „sZAFa” (to już 15 lat!), a w nim m.in. przedruk jednego z wywiadów autorstwa Roberta Rutkowskiego z cyklu „Jeszcze zdarzają się wiersze”. Tym razem Robert rozmawiał ze mną o pochodzącym z tomiku Zwłoka wierszu „Światłoczułość”. Ten „odkurzony” wywiad (który był wcześniej publikowany na blogu Roberta, zanim jego wywiady przeprowadzane z autorami wierszy stały się stałą rubryką „Arterii”) można przeczytać tutaj
 

piątek, 30 marca 2012

Pogłos


XXIX Turniej Jednego Wiersza „Kobieta” w dniu dzisiejszym odbył się po raz pierwszy w nowej formule, która myślę, sprawdziła się i jest dobrym znakiem na przyszłość. Na dobry początek wzięło w nim udział dziesięciu poetów i poetek, m.in. z Tomaszowa Mazowieckiego, z Pabianic i z Łodzi. To o wiele więcej, niż ostatnio przyjeżdżało laureatów na finałowe rozstrzygnięcie wówczas, kiedy „Kobieta” odbywała się na zasadach OKP. Bywało, że na 6 osób nagrodzonych, do Tomaszowa po odbiór nagrody przyjeżdżały dwie. Poza tym, tamta formuła była już nieco skostniała, nie wspominając o tym, że nie miała nic wspólnego z mylnym nazywaniem jej TJW.

Randze tegorocznemu rozstrzygnięciu nadała obecność Ewy Lipskiej i jej wieczór autorski poprowadzony przez Barbarę Przybysz, na którym mieliśmy okazję obcować ze znakomitą poetką i równie znakomitym człowiekiem. Poetka czytała wiersze z tomu „Pogłos” oraz nowe wiersze z książki, która jak to zapowiedziała, ukaże się drukiem 19 kwietnia (pt. „Droga Pani Szubert”).

Stąd samą przyjemnością było wspólne typowanie wierszy do ustanowionych przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Tomaszowie Mazowieckim turniejowych nagród. Miło mi przyznać, że moje typy i typy pani Ewy oraz Krzysztofa, pokryły się w stu procentach (wszyscy żałowaliśmy, że mogliśmy przyznać tylko trzy nagrody, ponieważ była również szansa na jedno, dwa wyróżnienia). Werdykt mieliśmy po około 10 minutach, i to przegłosowany jednomyślnie.

Wyniki XXIX Turnieju Jednego Wiersza „Kobieta” w Tomaszowie Mazowieckim

Jury w składzie:

Ewa Lipska – Przewodnicząca,
Krzysztof Stefaniak – Członek,
Piotr Gajda – Członek,

w dniu 30 marca 2012 roku, po wysłuchaniu 10 wierszy zaprezentowanych przez ich autorów postanowiło przyznać następujące nagrody:

I nagrodę – Robertowi Rutkowskiemu z Łodzi za wiersz „Uroki” (600 zł.)
II nagrodę – Kacprowi Płusie z Pabianic za wiersz „ekfaza wg obrazu infantka tomasza sętowskiego” (400 zł.)
III nagrodę – Krzysztofowi Kleszczowi z Tomaszowa Mazowieckiego za wiersz „Kobieta i mężczyzna w galerii” (200 zł.)

Robert Rutkowski

„Uroki”

              Why do I tell you these things?
                   You are not even here.

                                       John Ashbery

Morze chowa się w sobie coraz głębiej. Lato
obiera ją ze skóry jak swój późny owoc.
Jeśli wszystkim, co widzi, jest odbite światło,
to za chwilę nie będzie już wokół nikogo,
kto mógłby dać świadectwo mojego istnienia
i wspólnej ślepej wiary w częstotliwość fali.
Dlaczego nagle siedzi tu w twoim imieniu?
Czemu smakuje tobą, kiedy ociemniały
zaczynam się tłumaczyć na obce języki,
odmieniać przez osoby z czasów dokonanych,
bo nikt nie jest sam w sobie? Nie myśleć o nikim.
Nie pozwolić ci stanąć teraz między nami.
Dać jej szansę przez chwilę być sobą. A rano
nie szukać w niej niczego. Nic mnie znajdzie samo.

(2012)

środa, 28 marca 2012

Julia and Julia




Za cały komentarz do dzisiejszego wydarzenia niech posłuży krótkie: znakomity koncert! Ile w tym pozytywnego przesłania; być świadkiem narodzin nowej gwiazdy na scenie muzycznej – mowa o Julii Marcell. Miło, że jednym z przystanków na trasie promującej drugi album artystki zatytułowany „June”, był m.in. Tomaszów Mazowiecki. Żadna z osób, która kilka lat temu w internecie (za pośrednictwem strony Sellaband.com) „zrzuciła się” na jej debiut „It Might Like You”, nie straciła ani centa czy feniga – to była chyba jedna z najlepszych inwestycji w ich życiu. Świadczą o tym dobitnie Paszport „Polityki”, siedem nominacji do Fryderyków i Nagroda im. Grzegorza Ciechowskiego. Ale najważniejsza w tym wszystkim jest muzyka: z jednej strony żywiołowa, z drugiej niezwykle przestrzenna; z miejscem na klawisze i smyczki, awangardę i stylistykę bliską Björk. Perfekcyjna wykonawczo i zarazem podana z luzem dostępnym tylko największym wirtuozom rockowej ekspresji. Regina Spector, Kate Bush, Tori Amos, Anna Calvi, Florence + The Machine, Julia Marcell, jasne – wszystko to „babskie granie”, ale jakie babskie granie! Julia - drobna, przemiła dziewczyna, niezwykle zdolna i niezwykle inspirująca, po której świetnie przyjętym występie pozostanie w mojej pamięci miła rozmowa (m.in. o poezji, a jakże!), dedykacja na „June” („dla Piotra z życzeniami nieustannej inspiracji”), pamiątkowe zdjęcie i przekonanie, że Julia to „Matrioszka”, o jakiej śni się rusfobom!

Julia Marcell wystąpiła w Tomaszowie z niezwykle sympatycznym składem muzyków: Mandy Ping-Pong – altówka, Thomas Merkel – bas, Jakob Kiersh – perkusja. Wielkie Dzięki!

Julia Marcell, koncert w OK. „Tkacz” Tomaszów Mazowiecki, 28.03.2012.

wtorek, 27 marca 2012

Wątpię

Na starość robię się marudny. W ostatnich dniach moją homeostazę zakłócił fragment wywiadu z Tomaszem Różyckim w najnowszym numerze „Nowych Książek” (3/2012), który brzmi następująco: „W depresyjnym miejscu pisać bardzo depresyjną literaturę, cóż za odwaga i jaka oryginalność, prawda? A może poszukać czegoś innego, zupełnie inaczej na to spojrzeć? Literatura, jak się dowiedziałem, może także dawać nadzieję, albo przynajmniej pocieszenie, moment oddechu, zapomnienia w chwilach szczególnie trudnych. Nie musi dokładać ciężaru do tego, co przeżywamy. Nie może być tylko skargą, musi być miejsce na dystans, ponieważ literatura złożona z samej skargi jest kłamstwem i w końcu zmienia się w pozę”. Jedno się zgadza, nie żyjemy w kraju powszechnej szczęśliwości, gospodarczego cudu i idei społecznej sprawiedliwości promowanej przez rząd z całych swoich ministerialnych sił. Zatem, czy wszelkie wynikające z tego niegodności życia codziennego i duchowego powinniśmy pokrywać sztuczną euforią, jakimś rodzajem antydespirantu na skórze rozkładającego się organizmu (wartości, ekonomii, demokracji, państwa, autorytetów)? Poezja jako prozac? Poezja jak sienkiewiczowska trylogia? Może trzeba dokładnie na odwrót; przestać szukać pocieszenia w rozłożonych szeroko (i bezradnie) ramionach pozytywnego oraz życzeniowego (mitologizowanego) myślenia i skupić się na cierpliwym dokładaniu kolejnego ciężarka do masy krytycznej, zawieszonej pod sufitem apartamentu zbudowanego z partyjnych programów, tabloidów i telewizyjnej ramówki? „Po co nosić maskę, gdy nie ma się już twarzy”, warto spytać za Cioranem, mając przed oczami zastygłe w dobrotliwym uśmiechu twarze, odmieniające „dobro Polski” w ławach, w bufetach i w gabinetach przez wszystkie możliwe przypadki. W zanadrzu zaś jeszcze jedno pytanie, którym zastąpi się skargę uznawaną w tym perfekcyjnym i radosnym świecie za objaw słabości: skoro może być tak dobrze, dlaczego jest tak źle?

niedziela, 25 marca 2012

Falstart?

Zdarza się, że głos krytyki literackiej jest w stanie wprowadzić w zdumienie naraz dwie emanacje człowieka (zarazem i czytelnika i poety) zainteresowanego literaturą. Szkoda tylko, że taki akt swoją analityczną konsystencją wywołuje osłupienie porównywalne do słupa, na którym stał Szymon Słupnik. Tak jest w przypadku artykulacji Przemka Witkowskiego, który na łamach „Przekroju” postawił tezę, która „kupy się nie trzyma”, co prawdopodobnie zakończy się nieżytem wynikającym z niepożądanego pośpiechu. Powyższa przypadłość dotknie przede wszystkim poetów zaangażowanych do niewdzięcznej roli przykładu, czyli „trojki” przyłapanej przez gorliwego i czujnego krytyka w czasie domniemanego przejmowania poetyckiej warty. Tylko, że niedzielny spacerek w pobliżu Grobu Nieznanego Żołnierza, to jeszcze nie gotowość do przejęcia żołnierskiej służby. Bo, na czym niby to przejęcie w tym przypadku miałoby polegać? Na podarowaniu wartownikom goździków w zamian za oddanie AK-47 (Góra), na zwróceniu obiadu wraz z treścią żołądka na mundur (Pułka), a może na agitowaniu na rzecz wskrzeszenia kołobrzeskiego festiwalu (Kopyt)? Zarówno dokonania Góry jak i Kopyta należy doceniać, stąd dla oceny sytuacji powinno się postawić właściwe pytanie, którym należy zastąpić niepotrzebny sarkazm: czy ze swoją liryczną amunicją ci akurat poeci przebili się przez pancerz ignorancji czytelnika niezainteresowanego poezją? Czy te groźnie wyglądające w rękach Przemka naboje, nie są przypadkiem ślepakami zawierającymi śladowe ilości prochu wobec ładunku prawdziwie analitycznych petard, stanowiących o sile krytycznych fajerwerków? Innymi słowy, akurat tu wyziera z uproszczonego „opisu” niemal wyłącznie pewna MEDIALNOŚĆ samych poetów, której kostium da się oświetlić na wizji tak, żeby nawet na ułamek sekundy nie spadła oglądalność. W tym kontekście „Zabić starych poetów” to o tyle trafiony tytuł, że podczas kartkowania pisma istnieje szansa, iż czytelnik na chwilę się zatrzyma, aby zadać samemu sobie pytanie: „ale czym”? Póki co, chyba nie jakimś szczególnie nowatorskim podejściem do poezji, bo w tych konkretnych przypadkach i w kontekście wielu innych autorów, nie zaistniało ono na tyle mocno, by nie móc rzec, że na taką diagnozę nadal jest o wiele za wcześnie. Z dużym prawdopodobieństwem upływ czasu zniweluje dzisiejszy pośpiech i być może okaże się, że nazwiska Góry i Kopyta będzie się wymawiać jednym tchem z nazwiskami Świetlickiego i Sendeckiego, co wtedy? Jak wówczas krytyk odszuka cezurę, tę kropkę, którą w pojedynkę postawił, a która dla przeciętnego czytelnika wciąż jest nieczytelną dziurką z pisma Braille’a?