piątek, 31 lipca 2026

Nowa książka ziomala – Tomasz Bąk „qq”

Tomasz Bąk, „qq”, Biblioteka Poezji Współczesnej, tom 332, 2026.

Najnowszy tom Tomasza Bąka „qq” to gra paragrafowa wierszem. Talia stu sześciu znaczonych kart zmusza do podejmowania wyborów, a każda decyzja może doprowadzić nas do utraty pracy (zwolnienia dyscyplinarnego lub dobrowolnego odejścia). Stawki są więc fundamentalne, a nagrody nieprzesadnie wartościowe.

Powołując do życia formę „Osoba Pracownicza”, poeta uniwersalizuje co do zasady przykre doświadczenie, a poszczególne teksty można traktować jako osobne jednostki liryczne lub elementy narracji.

Układ tomu oparty jest na kalendarzu i krąży wokół świąt, zarówno państwowych i kościelnych, jak i nietypowych, przewrotnie nonsensownych (Międzynarodowy Dzień Spodni Dresowych, Dzień Zołzy, Światowy Dzień Mycia Rąk czy otwierający tom Światowy Dzień Kaca). Tomasz Bąk bywa pastiszowy, do bólu śmieszny, a zarazem jednak dość wiernie odwzorowuje skolonizowaną codzienność pracowniczą, która brzmi znajomo lub którą ledwo przeczuwamy. Czy można wygrać w „qq” / z „qq”? Na czym polega ironia ZWYCIĘSTWA i czy ta gra kiedykolwiek się kończy?

Tomasz Bąk (ur. 1991) – kolektyw schizofreniczny, autor ośmiu książek z wierszami, jednoaktówki „Katedra” (2019) i zbioru paraesejów „Fiszki” (2023). Laureat Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii debiut za tom „Kanada” (2011), Poznańskiej Nagrody Literackiej – Stypendium im. Stanisława Barańczaka za tom „Utylizacja. Pęta miast” (2018), Nagrody Literackiej Gdynia za poemat „Bailout” (2019) i Nagrody Literackiej m. st. Warszawy za tom „O, tu jestem” (2021). Mieszka w Tomaszowie Mazowieckim.

Autor okładki i koncepcji graficznej: Piotr Zdanowicz.

Publikacja ukazała się przy wsparciu Instytutu Książki w ramach programu wydawniczego Inne Tradycje. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Źródło: WBPiCAK

środa, 29 lipca 2026

Książka Macieja Piotra Prusa w IM

Lipcowa premiera poetycka w Instytucie Mikołowskim. Tom wierszy „Zatrzask” Macieja Piotra Prusa.  

Maciej Piotr Prus to twórca fascynujący i zaskakujący. Każda jego książka to wielka niespodzianka. Ten tom jest w dodatku niepokojący i dziwny. A przede wszystkim bezgranicznie smutny. To wiersze, które są bardziej z ciszy i niedomówienia niż ze słów. To odpryski tego, co jest w każdym z nas – poczucie bezsensu świata i bezsensu życia. Ale także o tęsknocie za jakimś sensem, jakimś porządkiem. Zarówno w nas jak i w świecie. W wierszu „Tak to się kończy” Prus napisał: „Kiedy zrozumiałem/ że nie ma boskiego planu/ poprosiłem o dużą wódkę”. Bo co innego nam zostało?

Antoni Pawlak

Maciej Piotr Prus – pisarz, dziennikarz, animator kultury. Był zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Playboy” i miesięcznika „Max”, redaktorem naczelnym tygodnika „Przekrój”. Wydał m.in. powieści: „Wyznania właściciela klubu Piękny Pies”, „Przyducha”, „Wyspa i inni ludzie”, „Papierosy”. Nominowany do Literackiej Nagrody Europy Środkowej, otrzymał Nagrodę Krakowa Miasta Literatury UNESCO. „Zatrzaski” to jego trzecia książka poetycka.

poniedziałek, 27 lipca 2026

Wiersze Piotra Kuśmirka - ku pamięci!

We wczorajszej, niedzielnej audycji Izy Smolarek, nadawanej z Londynu na antenie Radia Wnet, wyemitowano moją interpretację wiersza Piotra Kuśmirka „Kły”. Wiersz pochodzi ze zbioru, który Piotr kilka lat temu przygotowywał pod tytułem Mezcal. Był to element fragmentu programu poświęconego pamięci Piotra – poety, którego los przez pewien czas pozostawał nieznany. Niestety, badania genetyczne potwierdziły, że zginął w tragicznym wypadku na Słowacji, gdzie został anonimowo pochowany. Oprócz mnie wiersz Piotra Kuśmirka czytał Rafał Gawin, odtworzono też wiersz z bitem Krzysztofa Kleszcza do słów Piotra.

Żegnaj, Poeto!

sobota, 25 lipca 2026

Był wiersz (2)

Wiersz pochodzi z tomu „Hostel” wydanego nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tomaszowie Mazowieckim, Łódź 2008. Wcześniej został opublikowany w Magazynie Materiałów Literackich „Cegła” nr 11/2008 „Free”.

środa, 22 lipca 2026

Mój Ozzy

Dziś mija pierwsza rocznica śmierci Ozzy’ego Osbourne’a, a właściwie Johna Michaela „Ozzy’ego” Osbourne’a. O jego odejściu dowiedziałem się z SMS-a od przyjaciela. Zrobiło mi się naprawdę smutno, bo Ozzy był obecny w moim życiu właściwie od zawsze. Tylko raz widziałem go na żywo – w 1998 roku, podczas koncertu Black Sabbath w katowickim Spodku. Stałem pod samą sceną, zaledwie kilka metrów od niego. W pewnym momencie Ozzy przypieczętował nasze mentalne przymierze, oblewając mnie strumieniem zimnej wody z wiadra…

Zawsze z przymrużeniem oka podchodziłem do wszystkich show-biznesowych etykietek: „Książę Ciemności”, ekscentryk, celebryta z reality show. Dla mnie był przede wszystkim słabo wykształconym, niepokornym chłopakiem wywodzącym się z biednej angielskiej klasy robotniczej, który dzięki talentowi i uporowi stał się jedną z największych ikon muzyki rockowej.

Musiałem go naprawdę bardzo lubić, skoro potrafiłem wybaczyć mu pracę w rzeźni, niesławny incydent z gołębiem podczas spotkania z kierownictwem CBS Records czy zastrzelenie siedemnastu własnych kotów w narkotycznym amoku. Trudno też dobrze ocenić sposób, w jaki za jego aprobatą potraktowano finansowe roszczenia Boba Daisleya i Lee Kerslake’a oraz fakt, że zgodził się nagrać album Black Sabbath „13” bez Billa Warda. Przez większą część życia zmagał się z uzależnieniami i często płacił za nie wysoką cenę. W niczym go to nie usprawiedliwia. Ale gdy odchodzi człowiek, zostaje przede wszystkim to, co po sobie stworzył. Trzeba umieć oddzielić dzieło od twórcy. Jednym zdaniem – Rafał Wojaczek i Black Sabbath to dwa kamienie milowe na mojej duchowej drodze...

Paradoksalnie z muzyką twórców „Paranoid” zetknąłem się po raz pierwszy dzięki koncertowemu albumowi „Live Evil”, na którym za mikrofonem stał Ronnie James Dio. W mojej głowie zaiskrzyło od razu, ale to, co wydarzyło się później, było już czymś znacznie poważniejszym. Nagrane na marnej jakości szpuli albumy „Never Say Die!” i „Bark at the Moon” dosłownie przeorały mi mózg. Zwłaszcza „Never Say Die!” – płyta, którą wielu samozwańczych fanów Black Sabbath do dziś odsądza od czci i wiary. Mnie trafiła prosto w serce. Jej klimat, wokalna ekspresja i muzyczna wirtuozeria przeniosły mnie do zupełnie innego wymiaru estetycznego. Kocham tę muzykę! Dla mnie „Never Say Die!” to najlepszy, obok ikonicznego „Sabbath Bloody Sabbath”, album Black Sabbath z Ozzym. Z kolei „Bark at the Moon” pozostaje jego najwybitniejszym dokonaniem solowym. Z solową twórczością Ozzy’ego zawsze miałem zresztą pewien problem. Nigdy nie satysfakcjonowała mnie w pełni, choć z ogromną przyjemnością wracam do wszystkich płyt aż do „The Ultimate Sin” włącznie. Późniejsze albumy już mnie nie poruszały. Dotyczy to zwłaszcza okresu współpracy z Zakkiem Wylde’em.

Doskonale pamiętam schyłek PRL-u. Z wypiekami na twarzy oglądałem puszczane od wielkiego dzwonu w programie „Jarmark” Wojciecha Pijanowskiego, Krzysztofa Szewczyka i Janusza Ziętary teledyski do „Bark at the Moon”, „The Ultimate Sin”, „So Tired” i „Shot in the Dark”. Robiły na mnie ogromne, niemal mistyczne wrażenie i tylko umacniały moją fascynację Ozzym.

Zasłużył nie tylko na mój szacunek, ale na podziw milionów fanów. Tylko dzięki jego ogromnemu hartowi ducha mógł się odbyć ostatni koncert oryginalnego składu Black Sabbath 5 lipca ubiegłego roku w Birmingham, rodzinnym mieście muzyków, na stadionie Villa Park. W tamtym czasie Ozzy ze względu na chorobę Parkinsona nie mógł już chodzić. Na szczęście dał radę wystąpić, a na scenie pojawił się na imponującym tronie z dużym nietoperzem na zagłówku. Niestety, zaledwie nieco ponad dwa tygodnie po wydarzeniu Back to the Beginning zmarł.

Została muzyka. Wokal Osbourne'a jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów w historii rocka i heavy metalu. Nie był wokalistą wybitnym pod względem klasycznej techniki, ale jego barwa, frazowanie i ekspresja stworzyły wzorzec dla wielu późniejszych śpiewaków metalowych. W młodości śpiewał głównie jako wysoki tenor. Nie dysponował rekordowo szeroką skalą, ale swobodnie wykonywał partie w wysokiej tessiturze, szczególnie w latach 70. Szacunki dotyczące jego zakresu różnią się, jednak większość analiz wskazuje na około 2,5–3 oktawy w najlepszym okresie kariery. Wyjątkowość jego wokalu wynikała z natychmiast rozpoznawalnej barwy, prostych, ale niezwykle chwytliwych linii melodycznych oraz zdolności do budowania nastroju. Ludzie mówią, że był większym showmanem niż wokalistą. Moim zdaniem nie mają racji.

Cześć Twojej pamięci, Ozzy. Spoczywaj w Pokoju!

poniedziałek, 20 lipca 2026

Wiersze w „e-eleWatorze”

Pięć moich nowych wierszy zainteresowany czytelnik przeczyta w czerwcowym numerze internetowego miesięcznika literackiego „e-eleWator”. Znaleźć można je pod linkiem – tu. W bliżej zaś nieokreślonym czasie w nowych książkach. 

sobota, 18 lipca 2026

Nowe wiersze w piśmie „Plaża. Ciemnia”

Pięć moich nowych wierszy zainteresowany czytelnik przeczyta na stronie pisma „Plaża. Ciemnia”. Wiersze pochodzą z projektów nowych książek przygotowanych do druku. Wiersze „Ptakoryboczłowiekoupiór”, „Afirmacje”, „Pejzaż horyzontalny”, „Ostatnia kanonada” i „Nadawanie imion pośród ofiar” dostępne są tutaj.

wtorek, 14 lipca 2026

Był wiersz (1)

Każdy wydany tom poetycki jest zapisem jakiegoś czasu – przeżytych chwil, emocji, pytań i spotkań z samym sobą. Wiele z tych wierszy wciąż we mnie żyje, choć od ich pierwszej publikacji minęły już lata. Dlatego rozpoczynam nowy blogowy cykl „Był wiersz”. Będę wracał do utworów z moich dotychczas wydanych tomów poetyckich, dzieląc się nimi tutaj, na blogu. Nie po to, by zatrzymywać się w przeszłości, ale by sprawdzić, jak brzmią dzisiaj.

Wiersz pochodzi z tomu „Hostel” wydanego nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tomaszowie Mazowieckim, Łódź 2008. Wcześniej był publikowany w „Tyglu Kultury” nr 7/9 (136/141) 2007 oraz w Kwartalniku Artystyczno-Literackim „Arterie” nr 1/2007.

sobota, 11 lipca 2026

Korespondencja (79)

   Są książki, które jednocześnie zamykają i otwierają pewien etap twórczości. Stają się drogowskazami pozwalającymi zobaczyć drogę, jaką poeta już przeszedł, i tę, która wciąż pozostaje przed nim. Przyrost strąceń Macieja Meleckiego należy właśnie do tej kategorii. Tom obejmuje utwory z czterech książek: Inwersji (2016), Bezgruntu (2019), Druzgów (2021) oraz Przeciwujęć (2024). To dekada konsekwentnie rozwijanej poetyki, w której autor buduje własny, rozpoznawalny idiom – gęsty, wymagający, pełen napięć, świadomie wymykający się jednoznacznym interpretacjom. Jest to poezja, która nie podsuwa gotowych odpowiedzi, lecz zmusza do zatrzymania się i ponownego przyjrzenia światu, w którym doświadczenie utraty, kruchości i przemijania staje się jednym z najistotniejszych tematów. Każdy z wierszy składających się na ten autorski wybór wyrastał z czasu szczególnie trudnego dla poety – naznaczonego stratą, zwątpieniem, poczuciem rozpaczy i rozpadu. Równocześnie jest świadectwem nieustępliwego poszukiwania języka zdolnego unieść bolesne doświadczenie, oddać jego niejednoznaczność i fragmentaryczność.

Dla mnie Przyrost strąceń nie jest jedynie wyborem najważniejszych czy najbardziej reprezentatywnych wierszy z ostatnich lat. To świadectwo twórczej odwagi i wewnętrznej uczciwości. Książka układa się w swoisty liryczny kanon refleksji nad przemijaniem, utratą i niestabilnością świata, odsłaniając proces stopniowego zaniku dotychczasowych znaczeń i wartości. Pokazuje, że prawdziwa poezja nie rodzi się z chęci przypodobania się komukolwiek ani nie jest efektem starannie skalkulowanego projektu. Powstaje z konieczności mówienia własnym głosem – nawet wtedy, gdy prowadzi on przez najciemniejsze rozdziały naszej „ludzkiej komedii”. Filozoficzny wymiar tej poezji skłania do odczytywania rozpadu nie tylko jako destrukcji, lecz również jako nieodłącznego elementu nieustannej przemiany egzystencji.

Myślę więc o słynnych sienkiewiczowskich słowach: „…dwóch jest prawdziwych żołnierzy w tej Rzeczypospolitej: Kuklinowski w Koronie, a Kmicic na Litwie...”. Parafrazując je, powiedziałbym, że dwóch jest poetów mojego pokolenia prawdziwie autentycznych w swojej indywidualnej dykcji, a zarazem wciąż niedocenionych przez środowiskową bańkę: Grzegorz Wróblewski i właśnie Maciej Melecki…

Wybór został opatrzony posłowiem Przemysława Koniuszego. To uważna i wnikliwa analiza tej poezji, odsłaniająca wiele jej ukrytych warstw, a zarazem pozostawiająca czytelnikowi przestrzeń dla własnych interpretacji. Wraz z wierszami i notą wydawcy tworzy integralną część poetyckiej wiwisekcji rozgrywającej się na kartach Przyrostu strąceń. Gorąco polecam!

czwartek, 9 lipca 2026

Nowa książka Łukasza Jarosza w IM

Premiera poetycka - tom wierszy Łukasza Jarosza „Żyjątko” (IM, 2026).

Pięćdziesięciopięcio stronicowy tom przynosi niezwykle silnie zintegrowane wiersze balansujące nawzajem przecinających się krawędziach wymiarów realistycznego postrzegania i medytacyjnego przetwarzania świata wewnętrznego, dzięki czemu każdy wiersz staje się busolą momentalnych rozpoznań stanu psychiczno - mentalnego, wynikłego z konkretnego osadzenia w danym egzystencjalnym momencie oraz rejestracji odłamków z nieustannie rozpadającej się rzeczywistości. Jarosz ponawia gesty ocalenia, lecz jednocześnie wprowadza tony demaskujące wszelkie próby powstrzymania rwącego przepływu magmatycznej wydarzeniowości. Dlatego tym, co intensywnie jest jeszcze odbierane, staje się tytułowe Żyjątko, jako personifikacja tego, co zostaje po nas: „Widać nas z daleka: zwapnione światło w oczach,/ ciało skroplone w punkt." ("Żyjątko", str. 9).




wtorek, 7 lipca 2026

Werdykt XVIII OKPL im. A. Babaryko

Jury XVIII Ogólnopolskiego Konkursu Poezji Lirycznej im. Andrzeja Babaryko „Świat niedopowiedziany” – organizowanego w ramach XX Festiwalu Puls Literatury w Regionie Łódzkim – w składzie: Agnieszka Tarnowska (przewodnicząca), Rafał Gawin, Przemysław Owczarek oraz Paweł Zybała (sekretarz), po przeczytaniu 114 nadesłanych zestawów wierszy przyznało następujące nagrody i wyróżnienia:

I nagroda

Michał Galiński z Raciborza - godło „IZOTOP”

Nagroda specjalna za wiersze bliskie poetyce patrona konkursu

Alicja Laszkiewicz z Wrocławia - godło „Czarny baran”

II nagroda

Katarzyna Sienkiewicz z Lublina - godło „system tkankowy”

III nagroda

Andrzej Kotkowicz z Koszalina - godło „Śnieży człowiek”

 

Wyróżnienia ex aequo:

Andrzej Molenda z Łodzi - godło „znaki mniejszości”

Magdalena Połczyńska z Czerwonaka - godło „Zofia z Beskidów”

Kamila Szmigiel z Działoszyna - godło „elphaba”

poniedziałek, 6 lipca 2026

Życie wewnętrzne (65)


   „ (…) - Mój tomik wierszy wrócił od wszystkich możliwych wydawców z uprzejmą, ale odmowną odpowiedzią – zwierzył się Gerald, student literatury angielskiej. – Ale nie powinienem się dziwić, bo przecież Eliot oświadczył kiedyś, że gdyby nie był kierownikiem literackim brytyjskiego wydawnictwa Faber and Faber i sam swoich własnych utworów nie kwalifikował do publikacji, to nigdy nie powąchałyby farby drukarskiej, a tym samym nie zostałby laureatem nagrody Nobla. Moje wiersze drukowało wprawdzie kilka czasopism poetyckich, ale o minimalnym nakładzie. Natomiast czytając moje wiersze w >>Bizarre<<, mam co wieczór setki słuchaczy, którzy chętnie kupują ode mnie odbitki maszynowe, a za te pieniądze sam wydam zbiorek poezji i z pewnością rozprzedam wśród publiczności. Podobnie postępuje Michael z nutami swoich kompozycji, które tu wykonywa – wskazał siedzącego obok kolegę. – Skończył wydział kompozytorski konserwatorium Juilliarda, ale nie mając poparcia, nigdzie nie mógł się zaczepić.

  - Pierwszą rzecz, jaką zrobię, gdy coś mojego wyjdzie stąd w świat i stanę na własnych nogach – wtrącił Michael – to pójdę do fryzjera. Wprawdzie w artystycznej gwarze kompozytora muzyki poważnej określa się po amerykańsku >>długowłosy<<, mam mimo to dość mojej dzikiem czupryny i idiotycznej brody, którą zapuściłem wyłącznie jako atrakcję dla publiczności. Bez takiego wyglądu jak mój wielu czysto ubranych i ogolonych słuchaczy nie zwróciłoby na mnie uwagi, podczas gdy wydawcy nut, dyrygenci i krytycy muzyczni nie chcą w ogóle rozmawiać z brodatymi bitnikami (…).”

Tadeusz Wittlin, W tawernie „Pod Białym Koniem”. Narodowe Centrum Kultury, Fundacja Editions Spotkania, Warszawa 2018.

sobota, 4 lipca 2026

Pamięć wsteczna: Stanisław Gostkowski

   Urodzony 1 sierpnia 1948 roku w Kościerzynie, od początku związany był ze światem literatury. Studiował filologię polską w Gdańsku, angażował się w życie akademickie, pracował w bibliotekach i poświęcał się działalności edukacyjnej. Wszystko wskazywało na to, że czeka go droga badacza literatury i cenionego twórcy. Rozpoczęty przewód doktorski, studium krytyki literackiej, członkostwo w Związku Literatów Polskich – były dowodem jego ambicji i talentu. A jednak wiele z tych planów pozostało niespełnionych, jakby życie nieustannie odsuwało od niego możliwość pełnego spełnienia.

Jako poeta dojrzewał pod opieką Tymoteusza Karpowicza, jednej z najwybitniejszych postaci powojennej poezji. To właśnie jego wsparcie i inspiracja miały znaczący wpływ na rozwój młodego twórcy. Debiutował w 1967 roku wierszem „Zmęczenie” na łamach czasopisma „Kamena”, ale to publikacje w czasopiśmie „Odra” z początku lat 70. przyniosły mu rozgłos. W tym czasie aktywnie uczestniczył w życiu literackim, m.in. w studenckim Klubie Wysepka, gdzie brał udział w turniejach poetyckich. Lata 70. i 80. to najbardziej intensywny okres twórczości poety. Wśród najważniejszych publikacji warto wymienić: Nie chowajcie mnie żyjącego (1974) – debiutancki tom nagrodzony wyróżnieniem „Wiatr od Morza”, Wyłącznie twoja osobista sprawa (1978), Marsz gladiatorów (1983), Śmierć ma słodki zapach (1989). Zdobywał również liczne nagrody literackie, m.in. podczas Kłodzkiej Wiosny Poetyckiej oraz Festiwalu Poezji w Łodzi. 

Za wspomnianymi sukcesami krył się człowiek coraz mocniej zmagający się z własnymi demonami. W jego poezji od początku obecne były motywy śmierci, lęku i egzystencjalnego niepokoju, jakby przeczuwał ciężar doświadczeń, które miały dopiero nadejść. Najbardziej przejmująca wydaje się jednak późniejsza część jego biografii. Problemy zdrowotne, uzależnienie, pogarszająca się sytuacja materialna i stopniowa utrata życiowej stabilności sprawiły, że coraz bardziej oddalał się od świata, który wcześniej dawał mu poczucie przynależności. Cukrzyca wyniszczała jego organizm, a codzienność stawała się walką nie tylko z chorobą, ale również z samym sobą. W tym czasie powstały utwory szczególnie gorzkie i szczere. Tom Ja jestem piekłem nie inni można odczytać jako dramatyczne wyznanie człowieka świadomego własnych słabości, ale także niezwykle boleśnie odczuwającego ciężar istnienia.

Wspomnienie Gostkowskiego przywołuje obraz poety spędzającego codzienne życie w towarzystwie znajomych, z którymi spotykał się na tzw. „betonach” — charakterystycznym miejscu na Osiedlu Morena w gdańskiej dzielnicy Piecki-Migowo. Był to teren wykorzystywany niegdyś do składowania wielkich płyt budowlanych, które posłużyły do wznoszenia okolicznych bloków. Z czasem przestrzeń ta stała się nieformalnym punktem spotkań, gdzie toczyło się życie towarzyskie, często zakrapiane alkoholem. W tej przestrzeni łatwo dostrzec metaforę jego losu: człowieka obdarzonego niezwykłą wrażliwością, który próbował odnaleźć sens pośród zwyczajności, rozczarowań i własnych ograniczeń.

Jego śmierć w 2000 roku, podczas Warszawskiej Jesieni Poetyckiej, wydaje się niemal symbolicznym zamknięciem tej historii. Zmarł w wieku 52 lat w warszawskim Domu Literatury, w pokoju numer 23, podczas trwania Warszawskiej Jesieni Poetyckiej. Bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowo-oddechowa, prawdopodobnie związana ze śpiączką cukrzycową. Odszedł w miejscu związanym z literaturą, pozostawiając po sobie pytania, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi.

Tak jak wielu poetów przeklętych, nie doczekał pełnego uznania za życia, a jego twórczość zaczęto odkrywać na nowo dopiero po śmierci. W 2008 roku ukazał się tom niepublikowanych wcześniej wierszy Z każdym dniem narasta lęk, opracowany przez Andrzeja Krzysztofa Waśkiewicza. W 2020 roku ukazał się wybór jego poezji Król betonów, który ponownie zwrócił uwagę na tego nieoczywistego twórcę.

Dziś Stanisław Gostkowski jawi się jako twórca wymykający się prostym ocenom. Jego biografia pokazuje, jak cienka bywa granica między talentem a cierpieniem, między literackim spełnieniem a życiową klęską. Pozostaje poetą, którego głos wyrósł z doświadczenia bólu i niepokoju, a właśnie dlatego brzmi tak autentycznie. Być może jego los przypomina, że najcenniejsza poezja rodzi się niekiedy tam, gdzie człowiek musi zmierzyć się z osobistym piekłem.

* Prezentowane wiersze pochodzą z miesięcznika społeczno-kulturalnego WOBEC.

środa, 1 lipca 2026

Z Archiwum P. (69)

 

23.10.2012 r. - Spotkanie autorskie w Gdańskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuki. Zapis fragmentów spotkania na blogu Piotra Wiktora Lorkowskiego nowelitery.blogspot.com. Prowadzenie Sławomir Płatek. To było moje jedyne spotkaniowe tournée, trzy gdańskie spotkania w trzy kolejne dni. Najpierw w Galerii „Warzywniak”, potem w jakiejś bibliotece (spotkanie nie odbyło się, ponieważ nikt nie przyszedł) oraz w GTPS. Ostatecznie chyba źle wypadłem, bo nikt już więcej do Gdańska mnie nie zaprosił.