Jeszcze jeden sentymentalny
powrót do OKP im. Jacka Bierezina. Tym razem XVI edycja, ponownie Poleski
Ośrodek Sztuki, 12 grudnia 2010 roku. Po kolei: Marek K. E. Baczewski przy
stoliku z poezją i z „Arteriami”. Andrzej Strąk z Marcinem Bałczewskim. Andrzej Sosnowski and the Chain Smokers.
Zdzisław Jaskuła z Moniką Mosiewicz. Na stoliku resztki po wiktuałach, po werdykcie i po offie, godzina 2, już
13 grudnia.
sobota, 8 lutego 2025
Z Archiwum P. (57)
piątek, 7 lutego 2025
Ostatni koncert legendy
Dla mnie, zdeklarowanego fana, to wiadomość-petarda! W 2025
roku na scenę powróci legendarna formacja Black Sabbath. Grupa zagra jeden
koncert w oryginalnym składzie w Birmingham, w swoim rodzinnym mieście. Muzycy właśnie
zapowiedzieli swój ostatni koncert. Wiadomo już, że zespół zagra w oryginalnym
składzie. Będzie to pierwszy koncert z perkusistą Billem Wardem w składzie od
ponad dwóch dekad. Występ odbędzie się 5 lipca 2025 na stadionie
Villa Park.
Na początku lutego 2017 roku formacja Black
Sabbath dała ostatni koncert w Birmingham. Grupa jednak nie zagrała
pożegnalnej trasy w oryginalnym składzie. Na scenie zabrakło bowiem
perkusisty Billa Warda. W 2024 Ozzy Osbourne jasno podkreślił, w
jednym z odcinków podcastu, który prowadzi wspólnie z Billym Morrisonem, że nie
jest do końca zadowolony z tego, jak historia Black Sabbath się zakończyła. I
chciałby zagrać chociaż jeden koncert z Wardem. Na te słowa szybko
zareagowali Tony Iommi oraz Geezer Butler, którzy pozytywnie do tego pomysłu
się odnieśli.
Nadszedł czas,
aby powrócić do początku… Nadszedł czas, abym odwdzięczył się miejscu, w którym
się urodziłem. Jakże jestem błogosławiony, że mogę to zrobić z pomocą ludzi,
których kocham (…) – mówił Ozzy
Osbourne cytowany w informacji prasowej.
Sprawiedliwości wreszcie stanie się zadość. Bez
Billa to nie był prawdziwy Black Sabbath. Powróci na pożegnalny koncert…
środa, 5 lutego 2025
Brzoska i Pszoniak w IM
Instytut Mikołowski zaprasza na spotkanie autorskie związane z prezentacją najnowszych tomów poetyckich: Wojciech Brzoska Fuertemuerte (wyd. SPP Oddział w Łodzi, 2024) i Jakub Pszoniak Karnister (wyd. Biuro Literackie, 2024). Prowadzenie: Maciej Melecki i Krzysztof Siwczyk.
7. 02. - godz.
18.
O tomach:
Butcher i Brzoska, stojąc po przeciwległych stronach więziennego muru, ukazują w swoich wierszach przenikliwe spojrzenia na rzeczywistość zza krat. Ich twórczość dopełnia się, tworząc kompleksowy obraz przeżyć ,od emocji i frustracji po silne pragnienie wolności.W Fuertemuerte wyrażnie wyczuwalny jest niepokój, wynikający z konieczności podporządkowania się sztywnym regułom zawodowym(...) Czy można się zatem dziwić, że po przejściu na zasłużoną emeryturę major Brzoska zrzuca z siebie balast lat spędzonych w środowisku, które wiązało się nie tylko z fizyczną izolacją, ale także z psychologiczną presją? Zdecydowanie nie.
(Fragment recenzji z "Odry" nr 12/2024")
Autor "Fuertemuerte" bada znaki wyryte na czerwonych cegłach, w ich poszukiwaniu zdrapuje tynk, zagląda pod porastający je bluszcz. (...) Usytuowanie w klaustrofobicznej przestrzeni (...) zmusza podmiot Fuertemuerte nie tylko do przeciskania się między nagrobkami i zaglądania pod całuny, ale też raz po raz zamyka go za kratami."
(Weronika Górska- fragment recenzji, która ukaże się w miesięczniku "Śląsk").
1.
W nowej poetyckiej książce Jakub Pszoniak najwyraźniej jak to możliwe akcentuje rzeczywisty czas trwania swoich poetyckich akcji. Jest interwencyjny, bieżący, zapośredniczony w emocjach momentalnych. Zrobił książkę z powrotu historii w jej wcieleniu wojennym. Postanowił się postawić, oddać wszelkie zasoby języka poetyckiego i autorskiej inwencji na potrzeby tych gruzów, które od prawie trzech lat oglądamy na ekranach telewizorów. Zdobył się na zbudowanie sceny, z której gadają do nas zwaśnione strony konfliktu. Odwaga tego gestu wydaje mi się niepodważalna.
2.
Długa, traumatyczna tradycja stoi za tymi wierszami. Nie bez kozery pojawia się w Karnistrze Tadeusz Różewicz, koryfeusz rozpadu, podstawowa figura świadka i literackiego świadczenia NICZEMU. Pszoniak aktualizuje NIC, w poszczególnych wierszach daje przekonujące dowody wiecznej aktualności Różewiczowskich diagnoz, postawionych tyleż światu, co człowiekowi. Zresztą autor Chyba na pewno, ryzykując apokaliptyczną tromtadrację, potrafi użyć słów takich jak „życie” w sposób wiarygodny, poruszający zdeformowane wirtualnością sumienie współczesnych. A przynajmniej ma taką nadzieję.
3.
Podzielona na cztery części książka oddaje się w posiadanie głosów oprawców, ofiar, uciekinierów, najczęściej jednak ludzi, których wojna zastała in flagranti egzystencji, wrzucając ich w dramat ról, których nie potrafili sobie nawet wyobrazić. Stąd maksymalny namysł Pszoniaka nad mechanizmami działania rozlicznych propagand: od religii po terror państwa. Dawno nie czytałem wierszy do cna wyzyskujących puste języki tych żargonów – resztkowych zaklęć – i budujących na tej reszcie zdekomponowane archiwum przemocy zadawanej jednostce przez każdą instytucję reglamentacji SENSU.
Krzysztof
Siwczyk „Jutro jak zawsze”
(fragment, Biuro Literackie).
poniedziałek, 3 lutego 2025
Ja poeta i łachmyta
Cała prawda o Szekspirze to film w reżyserii Kennetha Branagha z 2018 roku. To
portret ostatnich trzech lat życia Williama Szekspira, kiedy artysta, uznawany
za najlepszego poetę swoich czasów, opuszcza Londyn, by wrócić na łono rodziny
w Stratford. Główną przyczyną powrotu do domu jest pożar i zniszczenie Globe
Theatre. Załamany Szekspir (w tej roli również Kenneth Branagh) stara się odbudować
relację z rodziną, pracuje fizycznie nad stworzeniem ogrodu, który ma być
pomnikiem jego tragicznie zmarłego (podczas nieobecności poety w Stratford) syna
Hamneta.
W postaci Szekspira kryje się uniwersalna prawda, która niczego nie
straciła na aktualności. Choć
sztuki poety podbiły Anglię, rodzinne miasteczko nie wita go jako wielkiego
geniusza. Sztuka dała Szekspirowi sławę, szacunek i majątek, ale już
niekoniecznie pewną pozycję społeczną.
Najciekawszym momentem filmu jest scena spotkania Szekspira z hrabią Southampton. W tej roli genialny jest Ian McKellen. W rozmowie arystokraty z poetą mamy wszystko; spojrzenie na to, jak społeczeństwo traktuje artystę, studium nieprzekraczalnych klasowych różnic, wzruszający portret przyjaźni i nigdy nie mogącej się spełnić miłości. To hrabiemu Southampton Szekspir zadedykował swoje poematy, w rozmowie widzimy, jak próbuje wyznać starszemu już mężczyźnie dawną miłość.
W trwającej
kilka minut scenie hrabia Southampton, najpierw lekceważąc lokalnego posła, nazywa
Szekspira, któremu ów poseł czyni rozmaite impertynencje, „synem Apolla, bogiem
poezji i prawdy. Najwspanialszym, najpełniejszym i najpiękniejszym z umysłów,
jaki kiedykolwiek istniał”. „Dlaczego więc jesteś taki mały?” – pyta hrabia. „Jesteś
małym człowiekiem. Oczarowujesz masy jednym ruchem piórem, a jednak wzdragasz
się przed posłem. Twój talent przewyższa talent wszystkich poetów razem
wziętych, a jednak prowadzisz najnormalniejsze życie (…)”. „Twórca Hamleta,
Henryka V, Makbeta, Romea i Julii, zapłacił 20 funtów za miano szlachcica.
Dlaczego ci na tym zależy? Musisz znów pisać. Londyn cię potrzebuje, ja cię
potrzebuję” (…). „Zestarzałem się tak jak napisałeś w sonetach, draniu. Ale
piękno, które dzięki mnie stworzyłeś, będzie wiecznie młode. Za tysiąc lat, gdy
ludzie będą czytać te strofy, będę wciąż żywy i młody. W sercach nienarodzonych
kochanków”. Tu Szekspir cytuje swój sonet poświęcony wiele lat wcześniej
hrabiemu. Ten jednak, tak jak i wtedy, odrzuca to miłosne wyznanie. „Odwiedziłem
poetę, i z poetą się żegnam”. A jednak zanim wyjeżdża, recytuje z pamięci
dalszą część szekspirowskiego sonetu: (…) „Miłość twoja w mej duszy taką
słodycz cuci / iż bym się nie pomieniał na los pierwszych króli. William
Szekspir”.
sobota, 1 lutego 2025
„Ra, ra, ra, ra, ra, ra”
„Say yes — at least say hello”. 30 stycznia zmarła Marianne Faithfull, ikona muzyki rockowej, muza Rolling Stonesów,
rockowa diva i artystka, która na swoim koncie ma tak doskonałe płyty, jak na
przykład „Broken English”. A jednak dla mnie najbardziej przejmującym
wykonaniem wokalnym Marianne było jej na wskroś przejmujące, wokalnie porwane „ra,
ra, ra, ra, ra”, które zaprezentowała, biorąc gościnny udział w nagraniu utworu
grupy Metallica The Memory Remains. „Ra, ra, ra, ra, ra” zaśpiewane
zmęczonym, „zdartym”, zanikającym głosem (teledysk przedstawia Faithfull w
stroju kataryniarza, kręcącą wajchą kataryny pośród „śnieżycy” studolarowych
banknotów). Właśnie wtedy, w tej artystycznej figurze usłyszałem i ujrzałem
wszystko, czego od niej – jako artystki i człowieka – chciałem się dowiedzieć;
symbol przemijania, naszą ulotność, całą tę pieprzoną iluzję – pieniądze, władzę,
sławę – wokół której w zawrotnej pętli kręci się nasz upiorny świat.
„Ash
to ash
Dust
to dust
Fade
to black
The
memories remains”…



