W najnowszej odsłonie
internetowego kwartalnika Inter – Literatura-Krytyka-Kultura
[nr 1(15)2018] zainteresowani czytelnicy przeczytają cztery nowe wiersze
(tutaj), które z zachowaniem pewnej ostrożności potraktować można jako
zapowiedź nowej książki z wierszami.
sobota, 13 stycznia 2018
poniedziałek, 8 stycznia 2018
Życie wewnętrzne (16)
„(…) Zadanie krytyka
nie polega przecież na wyrokowaniu z apodyktyczną pewnością, czyja poezja jest
„dobra” , a czyja „zła” . Oczywiście, wygłaszanie trafnych sądów
wartościujących liczy się bardzo w jego działalności. Czy jednak krytyk to
przede wszystkim prorok i „oceniacz” ? Czy trafna ocena tego, o czym pisze,
stanowi głównie o wartości, jaką posiada dla nas jego pisarstwo? Jak bardzo
mylili się w swoich rozpoznaniach Brzozowski i Irzykowski! Nie to jednak
najbardziej liczy się dla nas dzisiaj w ich dorobku.
Sprawa nie przedstawia
się więc prosto. Obok trafnej oceny, swoje znaczenie posiadają również i inne
czynniki, nie mniej istotne i ważne. Chociażby proponowany przez krytyka styl
omówień i interpretacji, sposób w jaki nawiązuje on do określonej tradycji kulturowej,
filozoficznej, religijnej i — przede wszystkim — jego własna, kształtująca się
w dialogu z omawianymi tekstami, wizja literatury, którą gotów jest poświadczać
każdym swoim szkicem i recenzją, bronić jej przed innymi, kłócić się o nią,
rozprawiać, walczyć. W jego postawie, sposobie pisania, nie ma nic z chłodnej
rozwagi historyka. Prędzej fascynacja jednymi zjawiskami i ich, często z
pewnością przesadzone, adorowanie, jak też niesłuszne ignorowanie i niszczenie
innych. Krytyk jest dzieckiem swego czasu. Jego punkt widzenia określa niekiedy
bardzo silnie więź pokoleniowa czy grupowa, różne uprzedzenia, upodobania czy
gusty. Czy od takiego osobnika, pełnego różnych namiętności i pasji, często
zaangażowanego osobiście w polemiki i dyskusje rywalizujących ze sobą grup i
orientacji, można wymagać sprawiedliwości? Czy nie jest to żądanie zbyt
wygórowane? Czy o przesadzie zawartej w tym żądaniu nie świadczy wymownie fakt,
że kiedy on sam — wychodząc naprzeciw dość pospolitym wyobrażeniom o Nieomylnym
Krytyku — przybiera postawę proroka spoglądającego na świat z wyżyn swego
jasnowidztwa, wygląda to niekiedy dość żałośnie? Czytając jego wypowiadane z
godną podziwu pewnością siebie oceny i sądy, myślimy wtedy raczej o jego dużej
nieskromności, niż dajemy posłuch jego wyrokom.
Kiedy zatem krytyk
popełnia błąd w ocenie jakiegoś autora czy zjawiska, nie jest to jeszcze
tragedią. Szczególnie jeśli ocena ta nie wiąże się z jakimiś jego małostkowymi,
osobistymi urazami i uprzedzeniami, lecz wynika z merytorycznych przyczyn. Tym
bardziej, że istnieje wiele innych, znacznie groźniejszych niebezpieczeństw w
jego zawodzie. Jedno z nich to mechaniczne, bezmyślne stosowanie różnych
gotowych wzorców interpretacyjnych. Wierne trzymanie się rozlicznych systemów
teoretycznych, metod, teorii. Tekst literacki staje
się wtedy dla piszącego jedynie bardziej lub mniej znaczącym pretekstem. Jest
traktowany instrumentalnie; służy zamanifestowaniu pewnej techniki interpretacji,
wykazaniu słuszności przyjętych założeń. Inne niebezpieczeństwa — już całkiem
odmiennego rodzaju — wiążą się z różnymi uwikłaniami krytyka w tzw. życie
literackie, ze zdeterminowaniem jego myślenia i pisania przez tymczasowe
tendencje, różne koniunkturalne układy, „walki” między redakcjami (i wewnątrz
redakcji). To właśnie stąd bierze się felietonowe mętniactwo i nijakość,
pisanie „na kolanach” o uznanych już dawno twórczościach, różne taktyczne
artykuły i recenzje. Ten typ krytyka-cwaniaczka, skorumpowanego dziennikarzyny
poddającego się elastycznie różnym aktualnym modom i naciskom, dla którego
literatura to rodzaj giełdy, gdzie przypadła mu rola maklera, rozmnożył się
dzisiaj w literackich redakcjach. Zapewne jest on również dzieckiem swego czasu,
tyle że bywają różne czasy. Te wielkie — o posmaku ryzyka, walki, pozwalające
pisarzowi na swobodny oddech oraz te małe — między centralą, kawiarnią i redakcyjnym
biurkiem. Karłowate i ułomne”.
Paweł Dybel, Ziemscy, słowni, cieleśni. Eseje i szkice.
Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1988.
piątek, 5 stycznia 2018
Promocja tomów wierszy M. Biesa i A. Kremzy w IM
Spotkanie poświęcone nowym tomom wierszy, wydanym
przez IM: MARCIN BIES „Wybór drozdów”, ARKADIUSZ KREMZA „Stacje”. Instytut
Mikołowski, 12
STYCZNIA 2018, GODZ. 18:00.
MARCIN BIES – rocznik ’82. Wydał
zbiory wierszy: Atrapizm (Wrocław, 2009), Funkcje
faktyczne (Mikołów, 2010), Renowacja zbytków (Mikołów,
2015). Mieszka w Mikołowie.
ARKADIUSZ KREMZA - urodzony w 1975 r. w
Mikołowie. Autor tomów wierszy: Bloki (1997), Hocki-klocki (2000), Brania (2003),Pukanie
ziemi (2006), Wiersze z wody i żelaza (2012), Sterownia (2015)
oraz poematu Ludzie wewnętrzni (2009). Laureat Nagrody
Otoczaka 2013 za tom Wiersze z wody i żelaza. Mieszka
w Mikołowie.
O tomie "Stacje" Arkadiusza Kremzy:
Piłat i Jezus, Nietzsche i Kremza… Wszyscy zdają się być „zakładnikami”
słów ecce homo, których sens i funkcja motywiczna głęboko
zakorzeniona jest w tradycji biblijnej. Narodziny kolejnej tragedii mają swój
rodowód w Ewangelii św. Jana. Kremza w Stacjach jawi się
jednak jako ten, który obwieszcza: „oto nie-człowiek” (zaczęty w dziobie
ptaka, skończony w jego pisku) i jednocześnie krzyczy:
„Ukrzyżuj go, ukrzyżuj!” (nikt mi nie może zabronić). Życie zaczyna się
kończyć w momencie zaistnienia. Bohater tych wierszy (przyłapany przez
własną krew) skazany jest na bycie i niebycie jednocześnie, na wyzuwanie
się z siebie i popadanie w siebie innego – od śmierci początku do końca życia.
Brak tu okoliczności łagodzących i umywania rąk. Jest tylko wina, kara i wyrok
(wiwat słuszny). Wszystko, co istnieje, obraca się w ruinę, nie po to –
mówiąc za Benjaminem – by rujnować, lecz żeby znaleźć wiodącą przez nią drogę.
Zdaje się być nią droga krzyżowa à rebours i czternaście stacji,
gdzie rozgrywa się współczesny dramat. Negatywność to element konieczny
pozytywności: krzyżowania znaczeń i zmiękczania ich gąbką sensu (Dla zasady. Dla zmyłki). Z jednej strony więc
wpadanie do ontologicznej otchłani (białko przebija białko), z drugiej
zaś odnajdywanie w pełnej beczce śmiechu (prysznic w kostkach chmur).
Idea nie-człowieka i lęk teologiczny realizują się tu w paradoksalnej
dychotomii. Pod nieobecność Boga to, co dobre, jawi się jako złe i na odwrót.
Strach, moszczący się w tych wersach, jest zrazu nierealny jak Jego obecność.
Jeśli rację ma Cioran, że książka musi być raną, a jej lektura chłostą, to
Kremza w ten paradygmat wpisuje się doskonale. Sam rani, wykrwawia się,
wywiersza, rzemień jeszcze mu lśni w mokrych rękach.
Konrad Wojtyła
Instytut Mikołowski / ul. Jana Pawła II 8/5 / 43-190 Mikołów /
tel./fax: 032 738 07 55 / e-mail: instytutmik@poczta.onet.pl
wtorek, 2 stycznia 2018
Jazzkuła w DL
3 stycznia o godzinie
19.00 w Domu Literatury – Kawiarni Literackiej w Łodzi rozpoczną się obchody
urodzin zmarłego w 2015 roku Zdzisława Jaskuły.
W programie: czytanie wierszy
Poety oraz Jazzkuła – koncert słowno-muzyczny w wykonaniu Przemysława
Dąbrowskiego i zespołu Free
Dimentions Trio w składzie: Michał Kobojek (saksofon), Bartek Stępień
(kontrabas), Przemek Kuczyński (perkusja). Wstęp wolny!
poniedziałek, 1 stycznia 2018
W Nowym Roku…
Kiedy w filmie Przeżyć: metoda Houellebecqa Iggy Pop/Narrator
czyta fragmenty eseju Rester vivant
napisanego w latach 90. XX w. przez Michela Houellebecqa, jest już stary i samotny. W tekście, który na ekranie prezentuje
we fragmentach stanowiących oś narracyjną filmowego obrazu, muzyk z przypiętą
mu gębą „ojca punk rocka” dwadzieścia lat wcześniej odnalazł własne artystyczne i życiowe credo, ponieważ wspomniany esej to opowieść o szaleństwie,
cierpieniu, odrzuceniu i samotności artysty balansującego na krawędzi, obarczonego psychicznymi kryzysami i traumami po dokonaniu niewłaściwych wyborów w imię
niedookreślonego absolutu. Według Houellebecqa to cierpienie jest źródłem
poezji i twórczości w ogóle. Najważniejsze
są ostatnie minuty filmu, w których oglądamy Iggy Popa z wizytą w domu dziadków
Michela Houellebecqa/Vincenta. Od tej chwili, natychmiast zapominamy o
pozostałych bohaterach paradokumentu: poetce
naznaczonej traumą dzieciństwa, malarzu, który nie cieszy się odpowiednio
wielką sławą, biznesmenie, który po odejściu żony załamał się i utracił
wszystko. Bo Pop to kwintesencja samotności, suma kosztów jakie ponieść musi
artysta na drodze do osobistej wolności i prawdy, to wreszcie sama istota tez
zawartych w Rester vivant. Nie ma więc nadziei? Owszem jest, kryje się
w takich właśnie opowieściach, przepada pośród ryku cywilizacji zdychającej w
powolnej agonii przy akompaniamencie taniej rozrywki, blichtru i celebry,
którymi na próżno stara się zagłuszyć warkot pogłębiającej się pustki. I choć
trochę to czasami naiwna, trochę płytka i banalna filmowa recepta, warto
spróbować coś z siebie i dla siebie ocalić, a nawet od czasu do czasu
przypierdolić światu, zgodnie z ostatnimi słowami Iggy Popa wygłoszonymi w Przeżyć: metoda Houellebecqa: „Poeci, atakujcie!” (Czego sobie i Państwu życzę w
nadchodzącym Nowym Roku).
Subskrybuj:
Posty (Atom)




