poniedziałek, 9 marca 2015

Promocja dwóch numerów „Arterii”



Dom Literatury w Łodzi oraz redakcja Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Arterie” zapraszają na promocję numeru 18 – hipsterskiego i numeru 19 – zielonego. Prowadzenie: Przemysław Owczarek i Rafał Gawin.
12.03.2015 r. (czw.) godz.1900
DOM LITERATURY

ul. Roosevelta 17
90-056 Łódź
tel. 42 636 68 38
tel./fax 42 636 06 19
e-mail: kontakt@dom-literatury.pl

niedziela, 8 marca 2015

Rozstrzygnięcie XXIV KP o Nagrodę im. K.K. Baczyńskiego


Prowadzący XXIV Finał Baczyńskiego: Monika Kocot i Julian Czurko. 
Przewodniczący jury Tomasz Cieślak i Roman Honet (jeden z jurorów), formułując pytania skierowane do finalistów, starali się pogłębiać wiedzę publiczności zarówno o laureatach konkursu, jak i o ich twórczości).
(…) Nad rzeką saperzy w zielonych mundurach
ustawiali most pontonowy. Jeden z nich dał mi
metalowego orzełka, czym sprawił mi ogromną
radość i nie miało dla mnie żadnego znaczenia, że był
bez korony (…)”. – Adam Bolesław Wierzbicki. 
I będę stał w windzie, podjeżdżając pod. I coraz to. Będą
jedynie sekundy mierzone przez. Fright, Fight, flight! Będę
podążał w kierunku wskazanym przez strzałki. Wbijał w pole
widzenia ostre końce. Stare kobiety w tanich kaloszach będą
czekać na wiosenną odwilż. Samotni starcy przekażą mieszkania
producentom wiagry (…)”. – Ida Sieciechowicz.
(…) Na razie nie istnieje przyszłość. Są jednak
pewne plany i domysły. Na mapie
w twoich rekach, targanej lekkim wiatrem,
wyznaczone cele,
do których powoli zmierzamy”. –  Robert Feszak. 
Odkąd ma po jednej dłoni na każdy płatek tynku
po jednym liściu trawy na każdy spalony dom
odkąd oszczędza wzrok bo musi starczyć dla wszystkich
śni jej się po jednym wygaszonym ekranie
na każdą wojnę której nie ma (chciałaby zasypiać
w klatce Faradaya nie otwierać oczu)”. – Radosław Jurczak.
(…) Przedwczoraj porządkowałem, ale dzisiaj
zamiast tego pod drzwi podrzuciłem ci bilet. Żebyś mogła wiedzieć,
że wczoraj przez chwilę tam byłem i wydawałem się, za jakieś małe,
śmiesznie małe pieniądze, śmiesznie małe wrażenia, śmiesznie małe
przedmioty, małe pory roku, naczynia i ściany. Małe, małe miesiące”.
Michał Pranke
Grupa Concrete Hills udanie połączyła to, co pozornie nie jest możliwe: odrobinę melancholii z energetycznym rockiem, którego rodowód wywodzi się z brit popu, alternatywy, indie i shoegaze.

sobota, 7 marca 2015

Nowy numer „Arterii” (19)

W numerze 19 („ekologicznym”) Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Arterie”:

  Nie leń się, zieleń się

    Klimat zmienia się z każdym tekstem. „Coś się kończy, coś się zaczyna”, jak napisał pewien mistrz fantasy z miasta Łodzi. Śnieżyca okazuje się ulewą, a gwałtowny i ciepły wiatr odzwyczaja nas od zimowych prognoz, w których wszystko zlewa się w jedno: kultura z naturą, miasto z lasem, człowiek ze zwierzęciem. Próbkę tej dziwnej substancji można wyhodować w akwarium języka. Dlatego w postczłowieczej nie-ludzkiej refleksji odkrywamy sprawiedliwość, którą uwiecznili graficiarze z jaskiń: wieczne koło obiegu materii i równoprawnych form. Wyrodził się z niego jakiś chciwy humanoid, trzebiący od dwustu z górą lat wszystko, co rośnie i się rusza. W imię potrzeb. Żyjemy w syntetycznym świecie, generujemy własny ekosystem oparty o prawa ekonomii, podaży i popytu, odkrywamy nowe narzędzia, żeby dorwać się do każdego biotopu i przetworzyć go w produkt. Tymczasem śmierć oddaje nas ziemi i wracamy do koła, w którym krąży niezgłębiony do końca hipertekst cząstek i genotypów.
     A to przypomina nam, że natura przekształca każde życie, jest odpowiedzialna wobec samej siebie, sama się reguluje i dba o zrównoważony rozwój. Niech zieleni się nowa opowieść, bo nadzieja żywej różnorodności jeszcze nie nabrała zgniłego odcienia. Jest ekolirycznie i bioprozodycznie. Łodygi snują się esejowato, galeria osiąga nowe formy, stałe rubryki obrastają w podszyt, a gąszcz diagnoz wydaje dzikie owoce. Co prawda, gdzieś w przecince miga czarne słońce apokaliptycznej wizji: na Ziemi lądują zielone ufoludki i w morzu pustyni odnajdują ostatnie uschnięte drzewo. Weźcie to w nawias i zieleńcie się z nami w żywym krajobrazie tego numeru. Ale nie powiemy wam, ile zmarło drzew, ile zużyto ropy, a także prądu, żebyście mieli tę stronicę w ręku. Nie mamy specjalisty od statystyki.
     Na poezji się nie oszczędza. Wiersz potrzebuje sporo białej, pustej przestrzeni. Dlatego do numeru dołączyliśmy trzy książki poetyckie: Niemców Marcina Badury, Sezon w sobie Agaty Ludwikowskiej i Całego w słońcu Marcina Zegadły. I bynajmniej nie uważamy, że to marnotrawstwo papieru. W poezji drzewo wydaje słowo.

Redakcja „Arterii”

(Uwaga: nowy layout!):

Proza: Bartłomiej Król, Marta Pycior, Marcin Bałczewski, Karolina Sałdecka, Ian Kemp, Barbara Wierzbicka i Jolanta Jarmołowska (bajki).

Poezja: Tytus Żalgirdas, Mariusz Partyka, Janusz Radwański, Maciej Froński, Kazim Ali (przekład Miłosz Biedrzycki i Ewa Chruściel), Kacper Bartczak, Izabela Kawczyńska, Karol Maliszewski, Urszula Honek, Tatiana Judycka, Piotr Gortat, Piotr Przybyła, Michał Pranke, Dominika Kaszuba, Wit Pietrzak, Marcin Niewirowicz, Piotr Machul, Przemysław Wolski, Radosław Sączek.

Felieton: Przemysław Owczarek „Moje najlepsze bezkrwawe polowanie”.

Esej: Michał Kasprzak „Jak lizać rany celnie zadane”… i trzymać się niektórych przedrostków „eko-”, Agnieszka Anna Wołodźko „Nie-ludzkie materie radości – Bioart oraz dynamika afektu w sztuce Michała Brzezińskiego”, Marta Motyl „Surrealistyczna wycinanka”, Karol Maliszewski „Natura i naturalność. Trzy dygresje.”, Katarzyna Knapik-Gawin „Przekażmy sobie linguem pokrzywy, czyli czym jest ekolingwistyka”.

Wywiad/rozmowa: Wiesław Myśliwski, Tomasz Bocheński „Piszę zdaniami w cuglach”, Wojciech Kłosowski, Marta Madejska, Przemysław Owczarek „Co Zieloni mają do zaproponowania samorządowcom?”, Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła”, Marta Zdanowska „Ekologia to mainstream myślenia o mieście!”, Piotr Wypych, Przemysław Owczarek „Sadźmy drzewa, bądźmy uważni, dążmy do szczęścia…”, Wioletta Grzegorzewska „Czuję się pisarką polską z krwi i kości”.

Reportaż: Przemysław Owczarek „Rezerwat w środku Łodzi. Polesie Konstantynowskie”, „Termy Uniejów – gorący biznes”.

Galeria: malarstwo: Karolina Matyjaszkowicz.

Ilustracja: Kosma Woźniarski, Marta Horodniczy.

Grafika: Ewa Mikuła, Piotr Skrzypczyk; Mielonek Tyrolski.

Zdjęcia: Przemysław Owczarek, Marcin Bałczewski, Ne_Dva ( Ajk Piercc + Tee Kho ! )

Stałe rubryki: MASECZKI: Paulina Ilska „Nie taki krytyk straszny; NÓŻ W PŁYCIE: Piotr Gajda „Muzyka z…” (Uncle Acid and the Deadbeats, Blood Lust, Metal Blade, 2012.); JESZCZE ZDARZAJĄ SIĘ WIERSZE: Robert Rutkowski (M. Robert „Przez jakiś czas”); CO DO JOTY: Jerzy Jarniewicz, Zdzisław Jaskuła „Literatura to słaby ekosystem”, ŁOWIENIE SPOD KORKA: Sławomir Płatek „Chloro-fil”, SŁÓW GORĄCZKA PANA STRĄCZKA: Andrzej Strąk „Zielona viagra”; PIÓREM W OKO: Magdalena Szkoda „Miłosne przygody części samochodowych czyli o wzajemnym lizaniu się po tyłkach i wspólnym ruszaniu w (nie tylko) literacką drogę”.

Recenzje: Ewa Mikuła „Zbrodnia wybawienia” (Tatulo, Joyce Carol Oates); Marek Olszewski „Beat zza grobu” (A hipopotamy żywcem się ugotowały, William S. Burroughs, Jack Kerouac); Tomasz Baudysz „Wszyscy jesteśmy hejterami” (Nienawiść, Michał Zygmunt); Dagmara Pawlik „Gulasz zamiast magdalenki” ( Czardasz z mangalicą, Krzysztof Varga); Janusz Radwański „O świecie, w którym wszystko zostało już zważone i odmierzone” (Madafakafares, Paweł Podlipniak); Marcin Bałczewski „Od A do Ż…” (Albert i Alina, Guy Dlisle).


Szczegóły, pytania, wątpliwości: arterie.spp@gmail.com

środa, 4 marca 2015

Podsumowanie roku 2014 wg Macieja Meleckiego

W przedostatni dzień grudnia na portalu instytutksiazki.pl Anna Kałuża opublikowała tekst zatytułowany „Raz, dwa, trzy, cztery: 2014 w poezji”, który jest jedną z nielicznych (a najprawdopodobniej jedyną) próbą podsumowania minionych dwunastu miesięcy w polskiej poezji: „W 2014 roku ukazało się sporo książek poetów znanych i od kilkudziesięciu lat obecnych na scenie poetyckiej. Mamy już zatem grono autorów, które przynajmniej od 1989 roku współtworzy literacki krajobraz, pracując na jego stałe punkty odniesienia, inne niż – uogólniając – wiersze Różewicza, Miłosza, Herberta i Szymborskiej” – pisze w  nim tytułem wstępu krytyczka, przytaczając nazwiska i tytuły kilkunastu autorów oraz tomików poetyckich (link do tekstu). 

Warto na zasadzie kontrapunktu stworzyć wobec tej opinii własną, zgodną albo polemiczną, po prostu alternatywną, która w głuchej ciszy niewyartykułowanych omówień odnoszących się do poezji w roku 2014, stanowiłaby oczywistą wartość dodaną, by „dać odpór” monopolowi jedynego wskazania, które może zostać potraktowane jako obowiązujący projekt zagospodarowania przestrzeni poetyckiej minionego roku. Aby to sobie ułatwić, należy stawiać pytania. Oto one:

Jakie książki poetyckie zrobiły na Was największe wrażenie w ubiegłym roku i dlaczego? Najważniejsze debiuty ubiegłego roku? Najbardziej niedocenione książki poetyckie, które ukazały się w minionych 12 miesiącach? Którzy autorzy zdecydowanie zawiedli, a ich książki rozczarowały? Jakie są Wasze prognozy na nadchodzący sezon nominacji 2015?

________________________________________________________________

Maciej Melecki

Trzy typy

Jerzy GórzańskiWszystko jest we wszystkim (Biblioteka Toposu, Sopot, 2014) – opasły tom wierszy i próz poetyckich - czyli wielce charakterystycznych form wieloletniej aktywności literackiej Górzańskiego - uderza mnogością wizji i światów autora, zestrajanych z ulotnych odłamków świata realnego, uruchamiających – niejako automatycznie – potężne, autorskie imagintorium, które, niewątpliwie, jest energetyczną turbiną dla treściowych wykładni. Górzański – szczególnie w swych prozach – zaciekle upomina się o nieustające nad widzenie osaczającej go dookolności, postulując – dzięki sugestywnym obrazom – odbiór rzeczywistości, jako nieprzewidywalnego i nieprzeniknionego wymiaru, ruchomego i płynnego procesu ujawniającego lotność sensu, mogącego przydarzyć się tylko wtedy, kiedy patrzymy na świat i siebie w sposób narastająco przewrotny. Nie ma więc cienia przesady w porównywaniu Górzańskiego do jego wielkich poprzedników – Michauxa i Ponga. Jego najnowsza książką jest tego kolejnym potwierdzeniem, gdyż, jako jeden już z nielicznych, hołduje konsekwentnie duchowi paradoksu i makabreski, dobywając iście oksymoroniczne środki artykulacji dla swego poetyckiego pisma.

Krzysztof Siwczyk, Dokąd bądź (a5, Kraków, 2014) od czasu bodaj Faetonu Witolda Wirpszy polska poezja nie została zasilona tak przeogromnym dziełem. Siwczyk z niebywałym szwungiem, animuszem i przepotężną wyobraźnią językową  stworzył swoje opus magnum, w którym zawarł najistotniejsze składowe swojej poetyki, wyostrzone meandrującym i medytacyjnym tokiem rozpleniającej się narracji, osiągając, dzięki temu, niespotykaną – jak na warunki polskie – temperaturę wypowiedzi. W przepastnych tyglach poszczególnych segmentów poematu (wyodrębnionych tytułami) rozgrywa się  polichromatyczna konfrontacja ze światem dookolnym - dławiącym poprzez swoją wielopostaciową obecność – w której następuje radykalny demontaż jego miazmatycznych postaci i kompromitacja fatamorgan, jakimi szermuje wykładnia społecznego dyktatu. Byłby to tedy poemat zawierający opowieść o stałej potyczce – walce, która bardziej jest  miotaniną i szamotaniną, niż ruchem bitewnym, gdzie zatrata obu stron konfliktu wyraźnie eskaluje, ale pismo okazuje się – a jakże! - tą jedyną stancją, która daje schronienie na długo, ale też okowami przetrwania przed zalewem życiowego szlamu. 

Marcin Sendecki, Przedmiar robót (Biuro Literackie, 2014, Wrocław) – najnowsza książka poetycka Marcina Sendeckiego bez wątpienia jest kontynuacją jego poprzedniej książki poetyckiej Farsz (2011) w sensie uradykalniania wypowiedzi, nakierowanej na eksplorację takiego języka poetyckiego, w którym mamy do czynienia z atomizacją prezentacji, gwałtownym zderzaniem obrazu i kolażową strukturą narracji. W Przedmiarze robót da się dość mocno wyczuć element trawestacji stabilnych kodów poetyckich, zadomowionych niemalże trwale w świadomości czytelniczej, przez co – dokonując sporych w nich naruszeń – następuje odłowienie resztek z niegdysiejszych poetyk i stylów, wzięcie ich pod językową lupę i zagnanie w alternatywne gospodarstwo poezji. Sendecki po raz kolejny udowadnia w swoich wierszach konieczność innego ułożenia literackiego kompasu: tradycją okazuje się bowiem bardziej ruch awangardowy, niż klasyczne formy fasonowania języka, a potrzebą taki język, który bardziej adekwatnie, niż czyni to tradycyjny sposób opisu, oddaje tzw. współczesność – pozbawioną już wszak jakichkolwiek pewników – poprzez  charakter językowych zerwań, montażowych cięć i olśniewającą, mocno surrealizującą metaforykę.

niedziela, 1 marca 2015

Poezja polska po roku 2000. Diagnozy-Problemy-Interpretacje

W Toruniu właśnie ukazała się publikacja zatytułowana Poezja polska po roku 2000. Diagnozy-Problemy-Interpretacje pod redakcją Tomasza Dalasińskiego, Aleksandry Szwagrzyk i Pawła Tańskiego, której wydawcą jest „Inter-. Literatura-Krytyka-Kultura”, Zakład Antropologii Literatury i Edukacji Polonistycznej Instytutu Literatury Polskiej. Książkę opublikowano jako tom 1 serii krytycznej Biiblioteki „Inter-”. Pozycja została wydana na zasadach Open Access, a dostęp do niej znajduje się pod tym linkiem.

W jednym z rozdziałów zatytułowanym „Rola grupy literackiej po roku 2000. Przykłady, omówienia”, którego autorką jest Teresa Radziewicz, zawarto fragment (str. 65) odnoszący się do „mŁodzi Literackiej”:

Na arenie ogólnopolskiej życia literackiego szczególną uwagę w pierwszej dekadzie XXI wieku zwracała „mŁódź literacka” – działające przy Oddziale Łódzkim SPP Koło Młodych, którego początki sięgają 2003 roku, jednak oficjalnie sfinalizowane zostało jesienią roku 2007. Wówczas to z inicjatywy Andrzeja Strąka, prezesa Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, odbył się szereg spotkań, w czasie których zredagowano Regulamin i dokonano wyboru kierownictwa Koła. W Regulaminie jako cele Koła określono tworzenie ram merytorycznych i organizacyjnych dla projektów i imprez współkształtujących życie literackie w Łodzi, regionie i kraju, pogłębianie umiejętności twórczych i świadomości artystycznej poprzez inicjowanie i uczestniczenie w rozmaitych formach warsztatów, seminariów i dyskusji, występowanie z inicjatywami wydawniczymi i ich realizowanie, działanie na rzecz popularyzacji literatury, czytelnictwa i książki, współuczestnictwo w pracach i przedsięwzięciach SPP. Kolejne zebranie Koła Młodych związane było z prezentacją pisma, którego pierwszy numer ukazał się w grudniu 2007 (pod nazwą „Nieregularnik mŁodzi Literackiej przy Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi Arterie”). Na początku 2008 r. ukonstytuował się ostateczny skład pisma i serii wydawniczej, planowanej przy piśmie, które w ostateczności przyjęło oficjalną nazwę „Kwartalnik Artystyczno-Literacki Arterie”. Osoby związane z tą grupą, to, między innymi: Michał Murowaniecki, Przemysław Owczarek, Monika Mosiewicz, Krzysztof Kleszcz, Izabela Kawczyńska, Tomasz Bąk, Piotr Gajda, Rafał Gawin. Widoczna jest różnorodność członków, zarówno wiekowa, jak i związana z dorobkiem literackim. Przykładowo, Tomasz Bąk (rocznik 1991) to debiutujący w 2011 roku tomikiem wierszy Kanada poeta, natomiast Przemysław Owczarek czy Piotr Gajda (roczniki 70.) są autorami kilku książek poetyckich.

W odróżnieniu od Teresy, nie nazwałbym „mŁodzi literackiej” grupą literacką w ścisłym dla tego określenia znaczeniu. Raczej ciałem, które stanowiło wówczas pre-skład redakcyjny późniejszych „Arterii” (Przemysław Owczarek, Agnieszka Kowalska-Owczarek, Rafał Gawin oraz kilku stałych współpracowników pisma: Krzysztof Kleszcz, Piotr Gajda, Michał Murowaniecki, który przez kilka lat również był członkiem redakcji), a także późniejszy skład personalny Domu Literatury w Łodzi (Andrzej Strąk i Rafał Gawin). Grupę literacką łączy przede wszystkim wspólnota programowa, która nigdy nie była cechą „mŁodzi”, choćby dlatego, że tworzyli ją poeci już w znacznej mierze ukształtowani, a ponadto niekompatybilni ze sobą rocznikowo (roczniki 60., 70., a nawet 80.). 

O ile różnice pokoleniowe nie stanowiły tu przeszkody w zakresie wspólnej lokacji środowiskowej, to już zupełnie odmienne doświadczenia (w roku zawiązania się „mŁodzi” miałem 41 lat, jak więc mogłem być młodym pisarzem?) spowodowały znaczące różnice, jeśli chodzi o uprawiane dykcje, które swojego czasu krytycy chętnie nadużywający liczmanów nazywali łącznie (do wyboru: błędnie lub złośliwie) „dykcją łódzką”. Wydana w 2008 roku antologia łódzkich debiutantów Na grani tylko wyeksponowała te różnice. Z udowodnieniem istnienia „dykcji łódzkiej” nie poradził sobie nawet Kacper Bartczak (a ściślej przeprowadzenie takiego dowodu nie było jego głównym zamiarem), autor posłowia do antologii, która pokazywała w zasadzie tylko jedno – Łódź dla wymienionych poetów to miejsce typowo geograficzne, a nie endemiczne.

Grupa literacka powinna też posiadać swojego lidera, który ustawiałby jej wewnętrzną hierarchię oraz rozsyłał w świat wiersze, manifesty i komunikaty. „mŁódź literacka” nigdy takiego nie miała, posiadała za to w swoich szeregach kilka indywidualności poetyckich, które do dzisiaj z powodzeniem kontynuują własną twórczość. I nie jest tak, i nigdy nie było, że wszystko zaczęło się od Bierezina dla Przemysława Owczarka (po latach trzeba wreszcie dokonać tej demitologizacji), jak swojego czasu pisali różni niedoinformowani krytycy, ponieważ w roku 2006, kiedy to Przemek otrzymał nagrodę główną, Krzysztof Kleszcz był do niej nominowany już po raz drugi (wcześniej w 2004 roku) a potem jeszcze w 2007. Monika Mosiewicz również była nominowana w 2006, a jako rozpoznawalna w sieci poetka funkcjonowała już od ładnych kilku lat. Mój dzisiaj zapomniany debiut prasowy miał miejsce dziewiętnaście lat wcześniej, w 1987 roku (drugi w 2002). Z tego też powodu konstytuowanie „mŁodzi Literackiej” wyłącznie wokół Przemysława Owczarka było równie prawdziwe jak czynienie tego samego wokół Mosiewicz, Gajdy czy Kleszcza.

Bliższe prawdy jest to, że „mŁódź” zawiązała się w Poleskim Ośrodku Sztuki wiosną (lub latem) 2007; na spotkaniu obecny był także Andrzej Strąk, Zdzisław Jaskuła (to on telefonicznie ściągnął do Łodzi Kleszcza, a ten zabrał mnie tam ze sobą) i Agnieszka Kowalska – późniejszy grafik „Arterii” oraz ludzie, dla których było ono pierwszym i zarazem ostatnim w tym składzie – Krzysztof Łużyński, Michał Świątek i Rafał Maurin. Rok 2007 to także rok łódzkich nominacji w Bierezinie, konkursie, który w tej edycji w znacznym stopniu opanowali członkowie „mŁodzi” (5 z 13 nominacji). To również data mojego powtórnego debiutu prasowego (na spotkaniu przekazałem Zdzisławowi wiersze, które niedługo później ukazały się w „Tyglu Kultury” - zadebiutowałem po raz trzeci, nareszcie jak należy).

Dalej już poszło, w czym olbrzymią zasługę ma redakcja „Arterii” (tu ciekawostka: w trakcie wspomnianego spotkania najpierw ustalono, że redaktorem pisma będzie Konrad Ciok) i Dom Literatury w Łodzi, które nadal stanowią (przynajmniej dla mnie) ważną środowiskową „bazę”, ale nie są już jedyną alternatywą. Każdy z dawnych członków „mŁodzi” wydaje dziś swoje wiersze w dalekich od Łodzi miejscach (co nie znaczy, że do Łodzi nie wróci), a w ramach Biblioteki „Arterii” czy serii wydawniczych Domu Literatury „rdzenni łodzianie” wydają poetów z całej Polski. Ogromną pracę wykonuje w tym zakresie Rafał Gawin, Przemek Owczarek, Magdalena Nowicka, Maciej Robert, Marcin Bałczewski i Andrzej Strąk, przyjaciele, znajomi, ale na pewno nie członkowie tej samej falangi / dykcji literackiej.

Tyle pobieżnej historii. Zdaję sobie sprawę, że w zasadzie „nie ma o co kruszyć kopii”, a ta errata ma jedynie wartość porządkującą pewne fakty. Teresa Radziewicz zresztą o tym wspomina, pisząc, że tego rodzaju grupę można jedyne zdefiniować jako zespół bezprogramowy, działający od wielu lat, skupiający autorów o różnorodnym dorobku i dojrzałości poetyckiej. Nie przeceniałbym jednak jej wpływu na samą twórczość skupionych wokół niej autorów, a w końcu to ona konstytuuje chęć zawiązywania podobnych grup literackich przeważnie w jakimś określonym celu.

Oddajmy jednak Cesarzowi to, co cesarskie. Gdyby nie hasło „mŁódź”, moje nazwisko, jak i kilka innych, prawdopodobnie nigdy nie znalazłoby się w tej publikacji. Ale to już kwestie rozpoznawalności (niewątpliwie najbardziej rozpoznawalnym poetą z rodowodem „mŁódzkim” jest Przemysław Owczarek), uwagi czy też nieuwagi krytyków, albo po prostu pijaru, które razem wzięte tak naprawdę średnio mnie dziś zajmują.

Na koniec drobna korekta: Izabela Kawczyńska nigdy nie była formalnie członkinią „mŁodzi”, podobnie jak i Tomek Bąk, za to tę przynależność deklarował Robert Miniak, niewymieniony w artykule. Z kolei moja skromna osoba to, niestety, roczniki 60., a nie 70…