wtorek, 6 maja 2014

Seryjni poeci i werdykt XXII OKP im. R. Wojaczka w Mikołowie



Instytut Mikołowski zaprasza w dniu 8 maja 2014 r. o godzinie 18.00 na spotkanie autorskie z cyklu Seryjni Poeci związane z promocją najnowszych książek poetyckich wydanych przez WBPiCAK, Poznań: Kacper Bartczak Przenicacy, Miłosz Biedrzycki Porumb, Maciej Robert Księga meldunkowa, połączone z ogłoszeniem werdyktu jury XXII OKP im. Rafała Wojaczka w dniu 9 maja 2014 r. o godz. 17.00.

Kacper Bartczak (ur. w 1972 r.), poeta, krytyk, tłumacz poezji. Przenicacy jest jego czwartym tomem poezji. Autor tomu esejów krytycznych Świat nie scalony (2009), za który otrzymał nagrodę „Literatury na Świecie”. Mieszka i pracuje w Łodzi.

Miłosz Biedrzycki (ur. w 1967 r.), wyznawca wiary w modernistyczną utopię rozdzielności tekstu i osoby autora. Publikuje książki z wierszami od 1993 r., ostatnio Sofostrofa i inne wiersze (2007) oraz wybór wierszy Życie równikowe (2010). Wybory jego wierszy opublikowane były w Słowenii (2003) i w USA (2010. Pojedyncze wiersze ukazały się w tłumaczeniach na angielski, hiszpański, arabski, rosyjski, niemiecki, włoski, czeski, serbski, kataloński, litewski i słoweński.

Maciej Robert (ur. w 1977 r.) poeta, dziennikarz, krytyk literacki i filmowy. Wydał książki poetyckie: Pora deszczuPuste polaCollegium Anatomicum. Laureat wielu ogólnopolskich konkursów literackich m.in. im. R.M. Rilkego, im. K. Baczyńskiego, im. R. Wojaczka, im. Z. Herberta. Publikował w „Opcjach”, „Studium”, „Frazie”, „Tyglu Kultury”, „Ha!arcie”, „Toposie” i „Gazecie Wyborczej”. Jego wiersze były tłumaczone na język angielski, chorwacki i serbski. Stypendysta Ministra Kultury. Mieszka w Łodzi.

Instytut Mikołowski
ul. Jana Pawła II 8/ 5
Mikołów

poniedziałek, 5 maja 2014

It's Only Rock'N'Roll, But I Like It

Kilka tygodni temu część polskiego środowiska muzyków rockowych, w liście do prezydenta Bronisława Komorowskiego stanowczo zaprotestowała przeciwko zaproszeniu The Rolling Stones na koncert z okazji 25-lecia wyborów 4 czerwca. Informacja o pojawieniu się wspomnianej petycji wywołała u mnie reakcję alergiczną i na pewien czas zrujnowała moją psychikę zdeklarowanego fana muzyki rock’n’rollowej.

Mamy tu do czynienia nie tylko z obchodami znaczącej rocznicy odzyskania wolności, ale też (o czym wspomina się już znacznie mniej chętnie) z fetowaniem dwóch i pół dekad liberalizmu gospodarczego, który w państwie nastawionym na biurokratyczny nadzór nad obywatelem i podnoszenie podatków, nie ma tak naprawdę nic wspólnego z prawdziwym liberalizmem. Utopią klasycznego liberała jest albo anarchia, której porządek stanowią instytucje społeczeństwa obywatelskiego, albo państwo minimalnego wpływu, konstytucjonalne, którego ład ogranicza prerogatywy rządu do minimum. Dla znacznej liczby polskich obywateli radość artykułowaną z okazji czerwcowej rocznicy tłumią codzienne doznania związane z funkcjonowaniem kapitalizmu, rozumianego jako system gospodarczy ukierunkowany na chęć zysku, ale nie na służenie społeczeństwu. W tej konkretnej sytuacji figura artysty rockowego (podkreślenie moje) powinna być kojarzona raczej z kontestacją niż z legitymizowaniem zbyt wysokich kosztów historycznej transformacji. Kto zatem powinien pojawić się tego dnia na estradzie? Grupa punkowa No future PZPR? Kapela z Magdalenki? Zespół Pieśni i Tańca z Ław Sejmowych? Chór Bankierów? Ostateczny wybór znacznie ogranicza nastawienie delegacji rodzimych wykonawców, którzy wyrażając wspomniany protest przeciwko „przekazaniu znacznych środków finansowych artystom zagranicznym”, poczuli nagłą potrzebę zbudowania kolejnej „żelaznej kurtyny”. Czyżby przestał ich obowiązywać kanon gospodarki rynkowej, w którym tak bardzo ceniona jest konkurencyjność, kategoryczny zakaz stosowania przez państwo ochronnego parasola oraz twarde reguły gry?

To znana prawda, że dla większości grup rockowych na świecie głównym celem nie bywa odwieczne trwanie w opozycyjnym wobec świata miejscu, lecz odniesienie komercyjnego sukcesu, który jednak obok sławy i pieniędzy przynosi czasami określone narzędzia wpływu. Tylko kapele o międzynarodowej pozycji są w stanie z pewnym powodzeniem kontestować system, a niekiedy zmieniać go oddziałując własną twórczością na społeczny i polityczny porządek. To dojście do określonego znaczenia odbywa się od „dołu”, często w niesprzyjających warunkach, podobnie jak to się dzieje w przypadku wielu innych początków każdego rodzaju artystycznej działalności. Skoro większe i potężniejsze od krajowych podmiotów gospodarczych zagraniczne sieci handlowe mogą bez przeszkód rugować z rynku polskich przedsiębiorców, to ja się pytam – dlaczego akurat w tym konkretnym przypadku państwo powinno kierować się innymi zasadami? Przez dbałość o narodową kulturę? Przecież język muzyki rockowej od zawsze był ponadnarodowy (tak jak i jej estetyczny kod).

W pewnym stopniu rozumiem i popieram troskę autorów powyższej inicjatywy o publiczne pieniądze (choćby o miliony złotych wyrzucone w błoto przy okazji koncertu Madonny), ale równocześnie mam im przede wszystkim za złe, że tego typu dyskusję skupiają wyłącznie wokół środków płatniczych. Chciałbym raczej, żeby przy tej sposobności odpowiedzieli samym sobie na następujące pytania: kiedy ostatnio stworzyli coś, co miałoby jeśli już nie znamiona pokoleniowego manifestu, to przynajmniej mówiłoby coś więcej o otaczającym nas świecie lub prowokowało do szerszej dyskusji? Czy mają na swoim koncie chociaż jedną piosenkę, która miałaby szansę stać się hymnem określonej generacji? O ile w latach 80. XX w. polski rock (jeżeli nawet w pewnej części stanowił projekt ówczesnej władzy nazywany „wentylem bezpieczeństwa”) był wyrazem wspólnoty wyznawców odmiennego stylu życia niż ten propagowany przez organy państwa w propagandowych „gadzinówkach” Biura Politycznego, LWP i Milicji, dziś w wielu swoich wymiarach jest typową wydmuszką, pochodną świata opisywanego przez skomercjalizowane stacje telewizyjne.

Co się więc stało z komplementami prawionymi latami The Rolling Stonesom przez polskie środowisko rockowe (ikona rock’n’rolla, żywa legenda!), że oto niespodziewanie Jagger, Richards, Wood i Watts zostali przez to samo środowisko zredukowani do postaci „importowanego produktu wykonawczego”? Już odpowiadam – obawa o „wydrenowanie niezwykle skromnych funduszy państwowych przeznaczanych na kulturę”, o czym piszą autorzy petycji skierowanej do prezydenta. Chodzi więc zasadniczo o kasę, którą ewentualnie zarobiliby Stonesi a nie nasi krajowi wykonawcy, których stawki za koncertowanie w ramach obchodów dni miast, sylwestrowych nocy, Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz rozmaitych akcji promocyjnych komercyjnych stacji radiowych, bywają zapewne niepomiernie mniejsze niż wynagrodzenie gwiazdy światowego formatu. Mam tylko nadzieję, że mimo wszystko nie są mniejsze niż kilka najniższych krajowych pensji za jeden koncert.

W kontekście wspomnianego protestu z jednym się tylko zgadzam – od zawsze należało chronić słabszych i to wszystkich (we wszystkich dziedzinach) bez wyjątku. Nie tylko tych wyrwanych z błogiego komercyjnego snu, których głośne chrapanie słyszalne było jak dotąd przez podłączone do prądu wzmacniacze.

niedziela, 4 maja 2014

Spotkanie z Krzysztofem Beśką w Łodzi



Dom Literatury w Łodzi zaprasza w dniu 8 maja 2014 roku o godzinie 19.00 na spotkanie z Krzysztofem Beśką i promocję powieści kryminalnej „Pozdrowienia z Londynu”. 


Pracowitą codzienność Łodzi zakłóca makabryczna zbrodnia. Ktoś zamordował dwie młode kobiety, a ich ciała okrutnie okaleczył. Rozpoczyna się śledztwo, które miejscowa policja musi jednak szybko przesunąć na dalszy plan. W mieście zaczynają bowiem wybuchać strajki, które historia nazwie później „buntem łódzkim”. Jedyną nadzieję na dotarcie do prawdy bliscy ofiar widzą w prywatnym detektywie Stanisławie Bergu. Młody Polak wyrusza w pełną niebezpieczeństw drogę ku rozwiązaniu zagadki.


Krzysztof Beśka (ur. 1972 w Mrągowie) – prozaik, dziennikarz, twórca słuchowisk radiowych i tekstów piosenek. Wydał powieści „Wrzawa”, „Bumerang”, „Fabryki frajerów” (za którą otrzymał Wawrzyn – Literacką Nagrodę Warmii i Mazur oraz Wawrzyn Czytelników), a także kryminały „Wieczorny seans”, „Ornat z krwi” i „Trzeci brzeg Styksu”.

DOM LITERATURY

ul. Roosevelta 17
90-056 Łódź
tel. 42 636 68 38
tel./fax 42 636 06 19
e-mail: kontakt@dom-literatury.pl



piątek, 2 maja 2014

Spotkanie z Renatą Jabłońską w Łodzi



Dom Literatury w Łodzi zaprasza w dniu 6 maja 2014 roku o godzinie 19.00 na spotkanie z Renatą Jabłońską i promocję książki „Fragmenty. Urywki wspomnień 1939-2009″. Prowadzenie: Andrzej Strąk

O Autorce

Renata Jabłońska urodziła się w 1935 roku w Łodzi, gdzie po powrocie z wojennej tułaczki ukończyła liceum i studiowała polonistykę. Od 1957 roku mieszka w Tel Awiwie. W Polsce ukazały się jej następujące książki prozatorskie: Sen na cztery ręce (1995), Śpiew kameleona (2000), Niknące twarze (2004), Zimno, ciepło (2006), Przed odlotem (2009), Rozmowa z losem, (2010), a także tomiki poezji Chamsin (2002), Statyści, (2008), i tyle (2010) oraz tom przekładów prozy izraelskiej Powiedział między innymi... Opowiadania izraelskie (2009), Zabawy białych plam (2012). W języku hebrajskim opublikowała Kikar ha'melech Albert [Plac króla Alberta] (1993) oraz Ir zara [Obce miasto] (1991). Jej teksty literackie ukazywały się w czaopismach polskich, hebrajskich, niemieckich i amerykańskich. 

O książce

Wydaje mi się, że to, co potem, pamiętam, choć przez mgłę.
Przenocowałyśmy u Ukraińców. Mama im zapłaciła i nazajutrz podwieźli nas wozem na dworzec. Głośniki wyły: „Pomniat wsie atamany, pomniat polskije pany...”.
Mama i Estera były przerażone. Potem, gdy podrosłam, mama opowiadała, że dziadek zawsze straszył bolszewikami, którzy mordują ludzi.
Jakoś dojechałyśmy do Łucka.
Tata wynajmował kąt dużego pokoju w mieszkaniu żydowskiej rodziny. Nie było go, gdy przyszłyśmy; pracował gdzieś, nielegalnie. Gospodyni poczęstowała nas herbatą. Gdy tata przyszedł z pracy, nie wierzył, że nas naprawdę widzi.

                                                             Fragment książki

DOM LITERATURY

ul. Roosevelta 17
90-056 Łódź
tel. 42 636 68 38
tel./fax 42 636 06 19
e-mail: kontakt@dom-literatury.pl

czwartek, 1 maja 2014

Przesyłka z Mikołowa

W Bibliotece Poetyckiej Wydawnictwa a5 pod redakcją Ryszarda Krynickiego ukazała się właśnie najnowsza książka Krzysztofa Siwczyka „Dokąd bądź”. Na tom składa się kilkuczęściowy poemat, o którym pisze jego wydawca: „(…) „Dokąd bądź” jest niezwykle ambitnym „zamachem na całość”, rozbudowaną grą językową, pełną jednak odniesień do rzeczywistości i – zapewne – wątków autobiograficznych. To obraz człowieka zanurzonego w świecie, oddany poprzez ciągi paradoksalnych obrazów, zderzanych ze sobą zwrotów z różnych obszarów współczesnej mowy publicznej, utartych, lecz tutaj wywróconych na nice związków frazeologicznych, kryptocytatów i aluzji – czasem czytelnych, czasem zaszyfrowanych. W tym świecie „fragmentaryczna pascha to cała nasza podróż w głąb księgi wyjścia, / z której zostały wióry po przejściu digitalizacji i nie ma, że boli istnienie / sentymentów, leżenie krzyżem bez dostępu do sieci wzmaga osteoporozę”... Wizja to nieco apokaliptyczna – przy czym mowa o apokalipsie, która dzieje się tu i teraz”. 

Krzysztof Siwczyk, który jako jeden z ostatnich poetów (albo ostatni?) – laureatów konkursu im. Jacka Bierezina – wdarł się do literatury pierwszą, świetnie przyjętą i głośną książką poetycką, na przestrzeni niemal dwudziestu lat od tamtego spektakularnego sukcesu, ugruntowanego kilka lat później główną rolą w filmie Lecha Majewskiego „Wojaczek”, odrzucił w całości powierzchowny środowiskowy splendor na rzecz bycia dziś poetą uznanym, autorem dziesięciu tomów wierszy oraz dwóch zbiorów felietonów i szkiców krytycznych, popełnionych w ramach konsekwentnie realizowanej strategii pisarskiej. „Głośny start potrafił przekształcić w systematycznie i poważnie uprawianą sztukę” – trudno nie zgodzić się z prof. Piotrem Śliwińskim, mając na uwadze dotychczasowy dorobek autora „Godów”. Od siebie pragnę dodać (a właściwie tylko powtórzyć za wieloma innymi głosami), że „Dokąd bądź” to kolejny krok gliwickiego poety na drodze jednego z wyrazistszych projektów polskiej poezji, któremu patronuje świadoma zmiana języka (wybór) - odwrót od potocznego konkretu (tak dziś hołubionego nominacjami do nagród poetyckich) oraz dalsze egzystencjalne przewartościowania z wyraziście zaznaczonymi toposami domu (jako azylu wobec reszty świata) i dziecka (którego przyjście na świat zwiastuje nowy porządek rzeczy). Moja wewnętrzna struktura nie pozwala mi patrzeć na świat inaczej niż z własnego okna" - powiada Krzysztof Siwczyk.
 
Z kolei nakładem Instytutu Mikołowskiego ukazał się arkusz poetycki Macieja Meleckiego zatytułowany „Podgląd zaniku”, zawierający dziewięć wierszy, które w kontekście świadomego wyboru i programowego tworzenia poezji, stanowią bliźniaczy przypadek wobec postawy Siwczyka. To świadomy „restart” debiutanckiego konceptu sprzed lat na rzecz poezji, której blisko jest do dylematów postmodernizmu z ich sporem o niewyrażalne, doświadczaniem daremności, deficytem sensu oraz relatywizacją poszczególnych znaczeń. Na tle innych dykcji, wyjątkowy projekt poetycki mikołowskiego poety i dyrektora Instytutu im. Rafała Wojaczka, charakteryzuje skłonność pogłębiania charakterystycznego idiomu poetyckiego o wciąż nowe i wielowymiarowe konteksty. Wierszami zamieszczonymi w „Podglądzie zaniku”, autor ubiegłorocznych „Pól toku zdaje się w pełni potwierdzać słowa Grzegorza Kociuby, krytyka stale towarzyszącego jego dotychczasowym dokonaniom: „Wiersze Macieja Meleckiego (…) wyróżnia skrajnie demaskatorskie podejście do rozmaitych wiar, przekonań, koncepcji i mód, ale także doraźnych i ułatwionych opisów oraz wartościowań, jakimi zwykliśmy posługiwać się w codziennej praktyce życiowej. Melecki zdaje się uważać, że, na dobrą sprawę, nie ma żadnych trwałych pewników intelektualnych i moralnych. Wszystko, co tworzymy, nosi w sobie nieusuwalny atrybut nietrwałości i przygodności, który próbujemy tuszować, używając pocieszeń religijnych, intelektualnych, moralnych estetycznych, pragmatycznych. Skuteczność masek okazuje się jednak coraz mniejsza, gdyż coraz mocniej wyziera spod nich nasza nieuleczalna nagość i bezbronność”.

Obie książki polecam Państwa lekturowej uwadze.