Są książki, które jednocześnie zamykają i otwierają pewien etap twórczości. Stają się drogowskazami pozwalającymi zobaczyć drogę, jaką poeta już przeszedł, i tę, która wciąż pozostaje przed nim. Przyrost strąceń Macieja Meleckiego należy właśnie do tej kategorii. Tom obejmuje utwory z czterech książek: Inwersji (2016), Bezgruntu (2019), Druzgów (2021) oraz Przeciwujęć (2024). To dekada konsekwentnie rozwijanej poetyki, w której autor buduje własny, rozpoznawalny idiom – gęsty, wymagający, pełen napięć, świadomie wymykający się jednoznacznym interpretacjom. Jest to poezja, która nie podsuwa gotowych odpowiedzi, lecz zmusza do zatrzymania się i ponownego przyjrzenia światu, w którym doświadczenie utraty, kruchości i przemijania staje się jednym z najistotniejszych tematów. Każdy z wierszy składających się na ten autorski wybór wyrastał z czasu szczególnie trudnego dla poety – naznaczonego stratą, zwątpieniem, poczuciem rozpaczy i rozpadu. Równocześnie jest świadectwem nieustępliwego poszukiwania języka zdolnego unieść bolesne doświadczenie, oddać jego niejednoznaczność i fragmentaryczność.
Dla mnie Przyrost strąceń nie jest jedynie wyborem najważniejszych czy najbardziej reprezentatywnych wierszy z ostatnich lat. To świadectwo twórczej odwagi i wewnętrznej uczciwości. Książka układa się w swoisty liryczny kanon refleksji nad przemijaniem, utratą i niestabilnością świata, odsłaniając proces stopniowego zaniku dotychczasowych znaczeń i wartości. Pokazuje, że prawdziwa poezja nie rodzi się z chęci przypodobania się komukolwiek ani nie jest efektem starannie skalkulowanego projektu. Powstaje z konieczności mówienia własnym głosem – nawet wtedy, gdy prowadzi on przez najciemniejsze rozdziały naszej „ludzkiej komedii”. Filozoficzny wymiar tej poezji skłania do odczytywania rozpadu nie tylko jako destrukcji, lecz również jako nieodłącznego elementu nieustannej przemiany egzystencji.
Myślę więc o słynnych sienkiewiczowskich słowach: „…dwóch jest prawdziwych żołnierzy w tej Rzeczypospolitej: Kuklinowski w Koronie, a Kmicic na Litwie...”. Parafrazując je, powiedziałbym, że dwóch jest poetów mojego pokolenia prawdziwie autentycznych w swojej indywidualnej dykcji, a zarazem wciąż niedocenionych przez środowiskową bańkę: Grzegorz Wróblewski i właśnie Maciej Melecki…
Wybór został opatrzony posłowiem Przemysława Koniuszego. To uważna i wnikliwa analiza tej poezji, odsłaniająca wiele jej ukrytych warstw, a zarazem pozostawiająca czytelnikowi przestrzeń dla własnych interpretacji. Wraz z wierszami i notą wydawcy tworzy integralną część poetyckiej wiwisekcji rozgrywającej się na kartach Przyrostu strąceń. Gorąco polecam!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz