wtorek, 31 października 2017

Peter Hruška i „Afront” w IM

 
Instytut Mikołowski zaprasza na spotkanie z Petrem Hrušką związane z promocją tomu wierszy: Darmaty (tłum. z języka czeskiego: Franciszek Nastulczyk, wyd. Instytut Mikołowski, 2017) połączone z promocją drugiego numeru pisma literackiego AFRONT. 

3. 11. 2017, godz. 18.00


O tomie:

Miara rzeczowości w jego poezji zawsze łączyła się z wyczuciem istotnej metafizycznej chwili, niewidzialnego lecz ważnego szwu wewnątrz ludzkiej egzystencji, gdzie spotyka się powszedniość z transcendencją. Rzeczowość Hruški jednak nie wyklucza daru proporcjonalnej, a jednak przenikliwej i oryginalnej obrazowości. Hruška nie jest tylko poetą łagodności, cichych intymnych momentów dochodzących aż do ekstazy zen.  W jego wnętrzu także drży i rośnie pewna złość, Hruška potrafi być zacięty, wydaje sam sobie (czy swojemu otoczeniu?) niezwykle pozbawione wymiaru osobistego nakazy, poprzez piętrzenie surowych, nie podlegających zwłoce infinitiwów, jakby nie chciał, nie śmiał czemuś się podporządkować.  Jakby należało się czemuś sprzeciwiać, zachować sobie swój kawałek nieporuszonego, niedotkniętego ludzkiego kosmosu. Wartością i właściwością określającą Hruškę jest w końcu jego uporczywość; zawsze u niego czujemy, że wiersz jest dla niego ważnym przeżyciem, w stosunku do chwili i jej istoty, nawet jakimś metaforycznym „rozwiązaniem” danej chwili, związku, nagromadzonych uczuć i emocji. Hruška nie wdzięczy się, nie uprawia żadnych zaawansowanych czy groteskowych gier, nie pragnie metapłaszczyzn, aluzji, mistyfikacji, lecz wciąga nas do swojego życia, naturalnie dzieli się tym, czym żyje. Na swój sposób chodzi o wieczny powrót do korzeni i sensu poezji, pisania, sztuki. 
Jan Štolba
 
Ostrawa - miasto specyficzne, postindustrialny krajobraz z wieżami nieczynnych kopalń. Zdewastowane przemysłowe miasto, w którym żyje i tworzy poeta. Nad mętną rzeką Ostrawicą. Petr Hruška zmaga się z niezrozumiałością języka, który traci komunikatywność. Mówi nam, że nie rozumiemy komunikatów przychodzących ze wszystkich stron: gazet, internetu, a nawet z rozmów z najbliższymi. Tytuł „Darmaty” jest słowem zasłyszanym nad rzeką, z daleka, w którym łączy się daremność z dramatem. Tak jak w codziennym życiu, kiedy domyślamy się znaczeń w słowach, krajobrazach i wydarzeniach, dziejących się w tej chwili. Niemożliwość porozumienia jest sednem tej książki. Jest dramatem języka i poezji. Poeta stara się przezwyciężyć i zapisać tę niemożliwość. Ale też precyzyjnie opisać miejsce i osoby tego codziennego dramatu.
Franciszek Nastulczyk

Petr Hruška - urodził się 07.06.1964 r. w Ostrawie. Czeski poeta, autor scenariuszy, historyk i teoretyk literatury. Ukończył VSB (AGH) w Ostrawie (1987 r., inż.),  Fakultet Filozoficzny Uniwersytetu Ostrawskiego (1994 r., język czeski i literatura, mgr), i Fakultet Filozoficzny Uniwersytetu Masaryka (studium doktoranckie, 2003 r., dr). Pracuje w Instytucie Literatury Czeskiej Akademii Nauk w Brnie, przedmiotem jego badań jest poezja czeska po 1945 roku. Jest nauczycielem akademickim na Uniwersytecie Masaryka w Brnie i na Uniwersytecie Ostrawskim. Współorganizator wielu inicjatyw z pogranicza muzyki, poezji i happeningu. Wydał tomy wierszy: Obývací nepokoje (Mieszkalne niepokoje, 1995 r.), Měsíce (Miesiące, 1998 r.), (2010). Vždycky se ty dveře zavíraly (Zawsze się te drzwi zamykały, 2002 r.),), Zelený svetr (Zielony sweter, dotychczasowe zbiory oraz krótkie prozy poetyckie Odstavce (Akapity, 2004 r.), Auta vjíždějí do lodí (Samochody wjeżdżją do statków, 2007 r.), Darmata (Darmaty, 2012). Drukował w wielu krajowych i zagranicznych antologiach poezji, jego wiersze zostały przetłumaczone na język angielski, francuski, włoski, niemiecki, słoweński i polski. Samodzielne zbiory poezji wyszły w Słowenii (2004 r.), Niemczech (2008 r.) i  Polsce (2011). Brał udział w wielu historyczno-literackich przedsięwzięciach (historia literatury, słowniki pisarzy, pism literackich itp.), wspólnie z Radovanem Lipusem napisał scenariusz teatralny Průběžná O(s)trava krve, okazyjnie pisze eseje, szkice, recenzje i inne teksty. Jest autorem monografii Někde tady. Český básnik Karel Šiktanc (Gdzie tutaj. Czeski poeta Karel Šiktanc). Jego wiersze wykonuje oryginalna i nieuporządkowana grupa muzyczna Norska trojka. Nakładem Instytutu Mikołowskiego ukazał się jego wybór wierszy Mieszkalne niepokoje (2011) w tłumaczeniu Franciszka Nastulczyka. Mieszka w Ostrawie.

Instytut Mikołowski
ul. Jana Pawła II 8/ 5
Mikołów

piątek, 27 października 2017

Permanentnie nijako


Steven Wilson to człowiek niezwykle zapracowany. Wystarczy wspomnieć o jego zespołach, w których realizował własne muzyczne wizje: Porcupine Tree, Blackfield, No-Man, Bass Communion,Storm Corrosion, Incredible Expanding Mindfuck. Na jego osobistym koncie należy  umieścić również wkład, który zaliczył jako multiinstrumentalista, producent i kompozytor współpracujący m.in. z Anathemą, Dream Theater, Opeth, a także z King Crimson, Jethro Tull i Marillion (w roli osoby dokonującej remasteringu ich starych płyt). Trzeba przyznać, że jest to kapitał, który dyskontuje współczesne osiągnięcia rocka neoprogresywnego, haniebnie trącącego myszką (bynajmniej nie komputerową, za to mysim truchłem ze strychu). Kto nigdy nie odnajdywał rockowej progresji w muzyce takich zespołów jak m.in. The Flower Kings, Arena, Pendragon, IQ oraz innych tego rodzaju klonów, koniecznie powinien sięgnąć po coś innego, ale nieco mniej rozczarowującego. Na przykład po najnowszą progresywną (tak, tak) płytę Wilsona To The Bone.

Muzyka ze wspomnianej płyty „Ameryki nie odkrywa” (patrz nagranie tytułowe, rozpoczynające się jak jakiś odrzut grupy Pink Floyd, ewentualnie Supertramp), to porządny „art-rockowy muzak” (określenie poniekąd specjalnie prowokacyjne) do przyjemnego słuchania. Próżno na nim szukać czegoś podobnie inspirującego jak dźwięki zarejestrowane przed laty na Stupid Dream. Zamiast tego otrzymujemy utwór Nowhere Now, muzykę do windy (może nie w rodzaju tej zamontowanej w wieżowcu na moim osiedlu), lecz mimo wszystko przeznaczoną do odtwarzania w kabinie dźwigu pasażerskiego dla maksimum sześciu osób. Ta liczba niech stanie się symbolem jakości usług windziarza, który chciał nas przetransportować w rejony kosmiczne, ale ograniczył go strop szybu. Osiada więc niekiedy na laurach, w piwnicy rozbrzmiewającej melodiami w rodzaju Sussudio (taki żart). A więc klęska? Nie, a nawet wcale nie. Zwłaszcza tam, gdzie Wilson udanie naśladuje pop-rock, na przykład w Pariah, słodko-gorzko-lirycznym, chwytliwym melodycznie duecie z Ninet Tayeb, który naprawdę przyjemnie się słucha. I który stał się jednocześnie przekleństwem To The Bone, zaliczanej z jego powodu przez co niektórych zniecierpliwionych recenzentów do kategorii „muzyki do radia” (niechby spróbowali na jakiejś play-liście umieścić nudnawy, przydługi Detonation).  O ile jednak na poprzednim albumie Hand. Cannot. Erase na czytniku compact playera często pojawiała się liczba „66”, jako wyraz artystowskiego uniesienia (w tej skali „666” to już szał twórczy), tymczasem To The Bone to skromna „6” plus, a to ze względu na ewidentnie wciąż ambitne podejście Wilsona do tworzenia muzyki (co niekiedy obraca się przeciwko niemu, na przykład w kolejnym, tym razem już „poważniejszym”, ale wciąż „bezpłciowym” muzycznie duecie ze szwajcarską wokalistką Sophie Hunger w Song Of I).

Nowy solowy album Steve Wilsona posiada jakby dwa bieguny tej samej przeciętności. Na jednym znajduje się kompletnie nieistotny, akustyczny Blank Tapes, na drugim brit-popowy, gitarowy i hałaśliwy People Who Eat Darkness. Wartością dodaną jest to, co pomiędzy: podniosły, emocjonalny, i nareszcie progresywny Refuge, z partią harmonijki ustnej Marka Felthmana (wcześniej udzielającego się na płytach Talk Talk i w utworze Archive Again), czy wzbogacony chóralną partią Song Of Unborn. Tak więc, co? Pospolity pop? Nie, ambitny rock (The Same Asylum as Before), ale chwilowo totalnie zagubiony (Permanating).

Steve Wilson, To the Bone. Caroline International, 2017

wtorek, 24 października 2017

Jerzy Plutowicz w IM

 
Instytut Mikołowski zaprasza na spotkanie autorskie z Jerzym Plutowiczem związane z promocją tomu wierszy KRĄG (wyd. IM, 2016). Prowadzenie: Michał Piętniewicz.  

27. 10. 2017, godz. 18.00
O tomie:
Dwunasty tom wierszy Jerzego Plutowicza pt. „Krąg” posiada postać kolistego poematu - rozpisanego na pięćdziesiąt pięć solowych partii numerowanych wierszy - wizualnie odpowiadającego linearnej wędrówce po kręgu mieszącym w swej bliskości i oddaleniu zestrój tematycznych wykładni, wywoływanych tytułami. Wiersz Plutowicza, wprawiony w ramy dystychu, kojarzącego się z dwupłatową konstrukcją, operuje językiem wyrastającym z poznawczej sensualności, poddawanej stopniowo pracy wyobraźni, która - uruchamiana coraz bardziej – zawłaszcza wyjściową naoczność, ażeby podstawowe rzeczy (miłość, ból, przemijanie, chwila) mogły zostać przedstawiane w ich meandrującym ruchu i kształcie.  Plutowicz, dzięki nieustannym przemieszczeniom wątków, ich otwarciu na asocjacyjny przebieg, osiąga rzadko spotykaną dynamikę wypowiedzi w planie wiersza, stanowiącego ogniwo w łańcuchu poematu – wiersza, dodajmy, jawiącego się zarazem autonomicznie, jako niepodległy byt – nieuchronnie skazanego na figurę błędnego koła, ową prasę miażdżącą każdą intuicję, uchodzącą, subiektywnie, za chwilowy pewnik. Jednakowoż,  jak zauważa autor w swoim Po słowie – będącym mikro esejem, zamieszczonym na końcu tomu, na temat filozoficznego stosunku do jego własnej istoty poezji -Nie wszyscy przemyśliwujący to i owo z kołem błędnym godzą się. Wyruszają  na poszukiwanie  celu, kresu - dzielni Kolumbowie, nieustraszeni Argonauci - rzeczy-pewnej-niezniszczalnej, choćby za podszeptem platoników trwałej Idei, choćby Absolutu, niepodlegającego wszechogarniającej przemianie - przemiana towarzyszy strumieniom Czasu. (Czas jest rzeczywisty – stwierdził Bergson, a stwierdzenie to jest tylko na pozór banalne). Ci zdobywcy popadają jednakże w sytuację naszego żeglarza Jana z Kolna, który ponoć przed laty – jako pierwszy w świecie - odkrył krainę Ultima Thule, jeśli nie Amerykę -  niestety ścigają, uganiają się  zwykle za własnym cieniem. Plutowicz - świadom niemożności ziszczenia żadnego, poetyckiego celu, rzekomo przyległego do wiersza – postrzega celowość tylko w tym, co wydarza się w drodze samego wiersza, nawet, kiedy podejmuje on próbę oddania dokładnego przywołania materialnych przestrzeni, w których może tkwić początkowy, acz wielce ruchomy, sens naszego jestestwa. Mówi o tym dobitnie choćby w wierszu 41. To, co konieczne: Czyżby ten dom był fragmentem absolutnej/ przestrzeni – ten biedny liszaj, zaciek na suficie?// Ta szyba w oknie na ogród - zaklejona gazetą./Ta wskazówka zegara niczym nóż do krajania// bytu. Ta kromka chleba niczym półksiężyc./ To, co  konieczne - jest ulotne: dopisać zdanie//na marginesie rękopisu, chwycić się gwoździa/we framudze, gdy przekraczasz próg; wrzucić// do kosza ręcznik z plamami krwi. Usłyszeć słowo,/ które odsłania, zamiast osłaniać; gdy przysięgasz,//że nasz świat jest w stawaniu się, w wiecznej/ przemianie. Gdy  mylisz się; gdy śnisz. Kto nie// umie żyć w kłamstwie - żyje w wiecznym świetle./ W oku drapieżnika, bestii. Tom Krąg jest tedy rodzajem poetyckiej medytacji o mandalicznej strukturze;  medytacji wywiedzionej wprost z doskwierającego poczucia otchłanności czasu i efemerycznego trwania, a każdy wiersz, będący jej upostaciowieniem, spełnia rolę czułego sejsmografu skrupulatnie rejestrującego najmniejszy wychył wyobraźni w stronę – paradoksalnie – niewiadomego świata doznań i odczuć.
Maciej Melecki

Jerzy Plutowicz (ur. 30 stycznia 1947 w Bielsku Podlaskim) – polski poeta, eseista. Ukończył filologię rosyjską na UW. Mieszka w Białymstoku. Debiutował w 1967 roku na łamach "Współczesności". Potem jego wiersze ukazywały się m.in. w "Poezji", "Twórczości", "Kulturze", miesięczniku „Charaktery”. Pierwszy tom poetycki Niegdyś to znaczy nigdy ukazał się w 1975 r. Trzykrotny laureat nagrody im. W. Kazaneckiego. W roku 2006 ukazał się debiut prozatorski Plutowicza - eseje Nagle, w świecie. W 2013 roku otrzymał nominację do Nagrody Poetyckiej Orfeusz za tom "Miasto małe jak łza".
Zajmuje się też tłumaczeniem, przełożył m.in. powieści Sokrata Janowicza, Bazylego Pietruczuka.
Wydał tomiki poezji:
·         "Niegdyś to znaczy nigdy" (1975)
·         "Zasłyszane do końca" (1981)
·         "Pusty zegar" (1987)
·         "Motyl i Kamień" (1992)
·         "Rzeka. Cienie na wodzie" (1996)
·         "Kotlina" - wybór wierszy (1998)
·         "Zapomniana wojna (Okno na sad)" (2000)
·         "Zapomniana wojna (Europa po deszczu)" (2002)
·         "Zapomniana wojna (Sierpień, kołysanka)" (2008)
·         "Miasto małe jak łza (Klucz, sny)" (2012)
·         „Jesień 2014” (2015)
·         „Krąg” (2016)

Eseje:

·         "Nagle, w świecie" (2006)

Instytut Mikołowski
ul. Jana Pawła II 8/ 5
Mikołów

niedziela, 22 października 2017

Radosław Sączek i ZAHLADA w Domu Literatury


Dom Literatury w Łodzi – Kawiarnia Literacka zaprasza w dniu 27.10.2017 r. o godz. 19.00 na wieczór autorski Radosława Sączka promujący jego książkę poetycką Późny debiut, na którą złożyły się dwa tematyczne zbiorki: Wiersze do biur oraz chory rozsądek.
Na spotkaniu zobaczymy też:
Wystawę ilustracji do Późnego debiutu autorstwa: Justyna Parfianowicza, który jest artystą plastykiem, absolwentem Wydziału Sztuki UMCS, w dorobku ma kilka wystaw indywidualnych w Warszawie i wiele wystaw zbiorowych.
Na zakończenie wieczoru odbędzie się koncert zespołu ZAHLADA, którego wokalistą jest gość wieczoru autorskiego Radosław Sączek.
Radosław Sączek, ur. w 1975, poeta i muzyk. Publikował w ‘Akcencie’, 'Studium', 'Arkadii', 'Nowej Okolicy Poetów', 'Opcjach', 'Arteriach', ‘Gazecie Wyborczej’. ‘Kulturze Miasta’ oraz tzw. prasie artzine’owej. Pochodzi z Puław, mieszka w Warszawie.

Jest także autorem tekstów, wokalistą zespołów:
• DHM (dwie płyty długogrające na koncie)
• Chaplin&Chapman (płyta w realizacji),
• Zahlada (dwie płyty długogrające na koncie).

piątek, 20 października 2017

Foks, Olszański, i „Afront” w Domu Literatury

 Słynne i świetne wejście do łódzkiego Domu Literatury. Porzućcie prozę życia wszyscy, którzy tam w(y)stępujecie.
Woda jako element zasilający zdrowy organizm poezji polskiej. Frontem do publiczności redakcja „Afrontu” w składzie: Agnieszka i Olgerd.


Spotkanie wokół nowego numeru pisma zaliczam w poczet najlepszych spotkań w jakich miałem okazję w DL uczestniczyć…

…do tej samej kategorii zaliczam rozmowę Rafała z Darkiem Foksem i Grzegorzem Olszańskim.
Dzbanek z wodą znowu w akcji, chociaż nie było żadnego lania wody. Słowo harcerza, którym nigdy nie byłem.
Takie dobre chwile należy uwieczniać. Uwiecznieni, tam i wtedy. 

środa, 18 października 2017

Życie wewnętrzne (15)


„(…) Co Stachura sądził o twórczości Wojaczka – możemy się tylko domyślać. Wiele wskazuje na to, że cenił jego wiersze. W liście z Meksyku prosi Bogusława Żurakowskiego, aby z pomocą Czopika – dosłał dziesięć wierszy i biografię artystyczną nieżyjącego już wtedy Rafała Wojaczka, bo przygotowuje prezentację polskich poetów w antologii organizowanej przez czasopismo La Palabra El Chombre. Po powrocie do kraju uzupełnia prośbę: zamawia u Żurakowskiego wstęp do meksykańskiej prezentacji i sugeruje, aby w tym wstępie znalazły się nazwiska poetów, których wiersze wytypował do zaprezentowania w Meksyku. <<W tym małym wyborze są wiersze: Babińskiego, Wojaczka, Twoje, Żernickiego, Czopika, Roszewskiego, Tkaczuka i Różańskiego”. Zauważmy: tylko Rafał Wojaczek w tym gronie nie należy do kręgu przyjaciół Stachury>> (…).

Stachura i Wojaczek spotkali się w relacji oko w oko, chyba tylko raz: podczas wieczoru autorskiego Stachury we wrocławskim Klubie Związków Twórczych. Istnieją dwa teksty nawiązujące treścią do tego zdarzenia, ale oba to proza artystyczna, więc należy je traktować jako wariacje, nie relacje.

Pierwszy to fragment powieści Józefa Łozińskiego Statek na Hel: <<Spotkaliśmy się  (…) na czwartku literackim z Edwardem Stachurą. Przybyli wszyscy młodzi poeci (…), żeby zobaczyć nowe objawienie polskiej literatury. Stachura był pięknym chłopcem i czytał swoje wiersze w skupieniu, które udzieliło się także uczestnikom wieczoru (…). Nawet Rafał Wojaczek siedzący przy drzwiach przymknął zmęczone życiem oczy, na jego dziecinnej twarzy pojawił się życzliwy uśmiech. Więcej. Cała jego długa postać wyrażała nieokiełznaną miłość do poezji, która obdarowywała nas takim zjawiskiem jak Stachura. A wart był tego ten piękny chłopiec ze słonecznym blaskiem w męskim spojrzeniu, ze swoją francuską przeszłością i z klasycznym usposobieniem, o którym pisał z czułością trampa. Dopiero wiele lat później stał się wielojednią z przyrodniczą pełnią, uśmiechniętym Dostojewskim, idolem i mitem młodzieży, którą tę nadzwyczajną wielojednię potraktowała jak proroczy sen w cieniu Fabryki. Wtedy było do tego daleko, siedzieliśmy zasłuchani w hulającą po ogrodzie szarańczę i czuliśmy naprawdę jej groźny szum. Wydawała się straszną bronią w rękach tak uzdolnionych ludzi jak Stachura, niszczącą miary czasu, którym podporządkowane jest życie ludzkie, spychającą elan vital w ponure rejony wyobraźni. Widziałem, jak Rafał Wojaczek wyciągnął kartkę i coś pisał, objęty szelestem metafor bohatera wieczoru, widziałem stężoną uwagę Jasia Czopika, którego oddanie dla Stachury było bezwzględne i jedyne>>.

Drugi ślad (a raczej echo) tego spotkania autorskiego Stachury we Wrocławiu zawarty jest w – podzielonej na Pieśni – prozie Rafała Wojaczka zatytułowanej Sanatorium. Bohaterem Pieśni czwartej i alter ego autora jest Piotr G. Sobecki (Sobecka to panieńskie nazwisko matki Rafała). Odbywający spotkanie z czytelnikami poeta nazywa się Toruński. Występują tu też dwaj wrocławscy poeci, obsadzeni przez Wojaczka w roli totumfackich. Sobeckiemu życzenia czyta z oczu Januszek (wrocławskie środowisko zobaczyło w nim Janusza Stycznia), a gotowy nieba przychylić Toruńskiemu nazywa się Zatyczka (czyli Jan Czopik)”.

Marian Buchowski, Buty Ikara. Biografia Edwarda Stachury. Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014.

niedziela, 15 października 2017

Seryjni Poeci i promocja „Afrontu” w DL

Dom Literatury w Łodzi – Kawiarnia Literacka zaprasza w dniu 19.10.2017 r. (czw.) godz.19.00 na spotkanie w ramach cyklu Seryjni Poeci z Darkiem Foksem i Grzegorzem Olszańskim, autorami książek poetyckich Kronsztad i Biały album oraz promocję 2 numeru Kwartalnika „Afront” z udziałem redaktorów: Olgerda Dziechciarza i Agnieszki Zub



Grzegorz Olszański – kurator słów (Wydział Filologiczny Uniwersytetu Śląskiego), akwizytor dźwięków (szef działu muzyki kwartalnika „Opcje”), poeta (od wielu lat na placówce lirycznej). Opublikował trzy książki prozatorskie (Śmierć udomowiona, Apelacje, Wiek męski) oraz pięć tomów poezji (Tamagotchi w pustym mieszkaniu, Sztuka mięsa, Kroniki filmowe, Wolny wybór, Starzy nieznajomi). Za pierwszy z nich otrzymał Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny, ostatni z kolei znalazł się w finałowej siódemce Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius”. Czyta, słucha, pisze. Głównie jednak skreśla.

Darek Foks (ur. 1966), pisarz. Ostatnio opublikował książki Wołyń Bourne’a (2016) i Café Spitfire (2017).

 
W nowym numerze „Afrontu” m.in.:


POEZJA: Krzysztof Karasek, Ewa Sonnenberg, Wojciech Bonowicz, Jerzy Suchanek, Petr Hruška, Sławomir Elsner, Izabela Kawczyńska, Karina Stempel, Kacper Płusa, Kinga Weronika de Walla, Anita Katarzyna Wiśniewska, Michał Domagalski, Jacek Durski, Miłosz Biedrzycki.


PROZA i inne: Marcin Bałczewski, Piotr Gajda, Kamil Pietrzyk, Jarosław Nowosad, Roman Nowosad, Magdalena Boczkowska, Erazm Furman, Jacek Majcherkiewicz, Mirosław G. Majewski, Marcin Pilis, Sławomir Płatek, Olgerd Dziechciarz, Grzegorz Krzymianowski, Marek K.E. Baczewski, Wojciech Kozielski.


WYWIAD: Krzysztof Kowalewski, Maciej Melecki.


KOMIKS: Paweł Garwol.


GALERIA AFRONTU (oraz okładka): Beata Ewa Białecka.