W lutym otrzymałem e-maila z dramatyczną informacją, że po trzynastu latach
ukazywania się, kwartalnikowi literackiemu „Migotania” grozi likwidacja.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego podjęło bowiem decyzję o
nieprzyznaniu dotacji na wydawanie pisma. Do elektronicznej korespondencji dołączony
został link z petycją-apelem, wyrażającym poparcie dla kwartalnika, a
jednocześnie niezgodę na taki podział ministerialnych środków, wskutek którego upadają
kolejne podmioty kultury. Od pewnego czasu zdarza mi się publikować w „Migotaniach”
własne teksty, ale nie to było głównym powodem podpisania przeze mnie wspomnianej
petycji. Przeważył opór wobec urzędniczej decyzji, która niesie za sobą niepowetowane
straty dla polskiej kultury w postaci odebrania jej miejsca dla literackich
prezentacji i dyskursu. Nie wspominając już o literackiej tradycji; na łamach „Migotań”
w ciągu kilkunastoletniej historii pisma obecnych było wiele znaczących dla
rodzimej literatury nazwisk, m.in. Julii Hartwig, Tadeusza Różewicza i Pawła Huelle. Wszystko na to wskazuje, że akcja poparcia dla kwartalnika okazała się skuteczna (podpisy pod petycją złożyło ponad 350 osób). Właśnie dotarła do mnie informacja zwrotna, iż na stronie MKiDN ukazał się komunikat, że „Migotania” otrzymały wsparcie finansowe na trzy lata!
sobota, 28 marca 2015
czwartek, 26 marca 2015
XI Festiwal Złoty Środek Poezji
XI
Festiwal Złoty Środek Poezji pod hasłem „Poezja wobec
teraźniejszości” odbędzie się w dniach 12 -14 czerwca 2015 roku w Kutnowskim Domu
Kultury. W tym roku organizatorzy wracają do Otwartego Konkursu Jednego Wiersza
im. Pawła Bartłomieja Greca, odbędzie się również XI edycja Ogólnopolskiego Konkursu
Literackiego Złoty Środek Poezji na
najlepszy poetycki debiut książkowy. Tegorocznej edycji towarzyszy także konkurs na projekt statuetki – Nagrody Poetyckiej Złoty Środek Poezji im.
Artura Fryza. Szczegółowe regulaminy ogłoszonych konkursów
znaleźć można na stronie internetowej Festiwalu: www.zlotysrodekpoezji.pl
poniedziałek, 23 marca 2015
Seryjni Poeci – spotkanie w Instytucie Mikołowskim
INSTYTUT
MIKOŁOWSKI zaprasza na spotkanie z cyklu Seryjni Poeci związane z promocją najnowszych książek
poetyckich wydawnictwa WBP i CAK w Poznaniu: Barbara Klicka - Nice (2015); Bianka
Rolando - Łęgi (2015); Adam
Kaczanowski - Happy end.Wiersze zebrane 1993-2013. (2014). Prowadzenie: Maciej
Melecki i Krzysztof Siwczyk.
27.03.2015, godz. 18.00
Barbara
Klicka (ur. 1981 r.) – poetka i animatorka kultury. Debiutowała w
2000 r. W 2012 r. wydała tom same same, który był nominowany do
Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii książka roku 2012. W 2015 r. ukazał się
tom Nice. Jej teksty tłumaczono m.in. na język angielski i
niemiecki. Współtworzyła płytę Czarny war zespołu
Pochwalone. Redaktorka „Cwiszn – żydowskiego kwartalnika o literaturze i
sztuce”. Mieszka w Warszawie.
Adam Kaczanowski
urodził się w 1976 roku. Raczej pisarz, trochę performer. Opublikował trzy
powieści (ostatnio Topless, wyd. Krytyki
Politycznej 2014) oraz sześć tomików wierszy (m.in. Stany, Nowe zoo, Szkielet małpy). Happy end stanowi zbiór wszystkich tekstów poetyckich tworzonych w
latach 1994-2013. Jego debiutancka powieść reprezentowała literaturę polską na
Festiwalu Pierwszej Powieści w Kilonii w 2006 roku. Akcje z pogranicza
literatury i performance przeprowadzał m.in. w galerii Goldex Poldex w Krakowie
oraz BWA Arsenał i Galerii Siłownia w Poznaniu. Przez pewien czas występował
jako Człowiek-Małpa.
Instytut Mikołowski
ul. Jana Pawła II 8/ 5
Mikołów
czwartek, 19 marca 2015
Światowy Dzień Poezji – apel Piotra Groblińskiego
Na
stronie internetowej Kalejdoskopu Kulturalnego „Reymont” ukazał się drukiem apel
Piotrka Groblińskiego na okoliczność zbliżającego się Światowego Dnia Poezji, który rozpoczyna się od następujących słów: „Właściwie ten tekst powinien nosić tytuł Światowy Dzień Poezji - apel poległych, gdyż poezja wymaga już opieki paliatywnej.
Podłączona do zepsutej kroplówki grantowej, dożywa swoich dni”. To jeden z najlepszych (najprawdziwszych) alertów
okolicznościowych – żadnych laurek i drętwej mowy, dlatego też gorąco polecam go
Państwa lekturze!
sobota, 14 marca 2015
środa, 11 marca 2015
Podsumowanie roku 2014 wg Sławomira Płatka
W przedostatni dzień grudnia na
portalu instytutksiazki.pl Anna Kałuża opublikowała
tekst zatytułowany „Raz, dwa, trzy, cztery: 2014 w poezji”, który jest jedną z
nielicznych (a najprawdopodobniej jedyną) próbą podsumowania minionych dwunastu
miesięcy w polskiej poezji: „W
2014 roku ukazało się sporo książek poetów znanych i od kilkudziesięciu lat
obecnych na scenie poetyckiej. Mamy już zatem grono autorów, które przynajmniej
od 1989 roku współtworzy literacki krajobraz, pracując na jego stałe punkty
odniesienia, inne niż – uogólniając – wiersze Różewicza, Miłosza, Herberta i
Szymborskiej” – pisze w nim tytułem
wstępu krytyczka, przytaczając nazwiska i tytuły kilkunastu autorów oraz
tomików poetyckich (link do tekstu).
Warto na zasadzie kontrapunktu stworzyć wobec tej opinii własną, zgodną
albo polemiczną, po prostu alternatywną, która w głuchej ciszy niewyartykułowanych
omówień odnoszących się do poezji w roku 2014, stanowiłaby oczywistą wartość
dodaną, by „dać odpór” monopolowi jedynego wskazania, które może zostać
potraktowane jako obowiązujący projekt zagospodarowania przestrzeni
poetyckiej minionego roku. Aby to sobie ułatwić, należy stawiać pytania. Oto
one:
Jakie książki poetyckie zrobiły
na Was największe wrażenie w ubiegłym roku i dlaczego? Najważniejsze debiuty
ubiegłego roku? Najbardziej niedocenione książki poetyckie, które ukazały się w
minionych 12 miesiącach? Którzy autorzy zdecydowanie zawiedli, a ich książki
rozczarowały? Jakie są Wasze prognozy na nadchodzący sezon nominacji 2015?
________________________________________________________________
Sławomir Płatek
To miał być wpis blogowy, ale zanim skończyłem, napisał
Piotrek Gajda z pytaniem do paru osób, czy nie chcieliby zrobić subiektywnych
podsumowań 2014 i podesłać mu, żeby puścił wszystkie w ramach cyklu. Jestem
jedną z tych osób. To nawet lepsza opcja niż rozproszone głosy.
Niewiele książek do mnie dotarło,
choć też nie tak mało. Sporo przyszło pocztą, część pożyczałem. Nie kupuję
tomików, bo mnie nie stać, a to co dostaję lub pożyczam i tak „zjada” mi dużo
czasu. Niektóre pomijam w opisie, bo albo nic z nich nie zrozumiałem, albo
musiałbym się wyrazić nieładnie, czego nie chcę (chociaż wrzuciłem tu bardzo
skrótowo kilka umiarkowanie nieprzychylnych opinii, ale tylko tam, gdzie można
to było zrobić bez zjadliwej krytyki). Wspomnę też o siedmiu tomikach z naszej
serii SL, ale bez komentarza o jakości, to po prostu sygnał o obecności tych
autorów.
Debiuty:
ukazał się dwujęzyczny tomik Tomasza Mielcarka
Obecność. Każdy werdykt Bierezina
jest krytykowany, to już tradycja, a wierszy Mielcarka nie znałem wcześniej,
więc pozostawało mi słuchać, co mówią inni i czekać. Passa konkursu im.
Bierezina nie była ostatnio najlepsza. Debiutom Kulbackiej, Krawiec i Tomanka
trudno coś poważnego zarzucić, ale trudno też uznać je za szczególnie
obiecujące. Raczej „bezpieczne”, które wygrały z lepszymi nominowanymi. Na tej
fali być może wyrosła przedwczesna krytyka Obecności,
bo książka w żaden sposób nie potwierdziła obaw. Tom jest jednorodny, może nie
wywrotowy, ale świetnie napisany, charakterystyczny i dojrzały – wcale nie
wygląda na debiut. Przywodzi skojarzenia z prozą, a jeszcze bardziej z poezją
Andrzeja Stasiuka. Powstaje na pewno kilka recenzji, jedną z nich widziałem w
zarysie – jest bardzo celna, a ja nie mam po co się rozpisywać. Autorowi i
wydawcom gratuluję.
Rafał
Różewicz – Produkt placement.
Bardzo udany zbiór, któremu, mam nadzieję, niedługo sklecę recenzję. Chwilami
nierówny, być może też niepotrzebnie nacechowany ideologicznie na potrzeby
sporu z innymi nurtami poetyckimi, ale to wszystko są rzeczy na drugim planie.
Najważniejsze jest, że Różewicz ma pewną rękę, prowadzi teksty świadomie i
pomysłowo. Książka jest dobrym otwarciem, jest czym się cieszyć przy czytaniu,
a jeszcze bardziej jest na co czekać w dalszym rozwoju decyzji pisarskich tego
autora.
Mariusz
Jagiełło – nie tyle rozczarował mnie jego Człowiek z brudnopisu, co raczej potwierdził oczekiwania. Tomik
jest napisany poprawnie, widać, że autor pracował nad warsztatem (miał dobrych
doradców w tym względzie, zwłaszcza kilka spostrzegawczych poetek). To
wszystko. Po kilku wierszach książka robi się przewidywalna i dość monotonna.
Trudno się zmotywować do przeczytania całości. Jej neutralność odbiera jej
widoczność. Zwraca uwagę passa wydawnictwa (część książek to te, których
obiecałem nie komentować).
Anna
Grabowska - Migotanie gwiazd
i przedsionków. Tomik jest nagrodą w konkursie im. Janusza
Różewicza. W najlepszych momentach są to błyskotliwe wiersze, dobrze
spuentowane, raczej bezkompromisowe w wymowie. W słabszych punktach są nazbyt
deklaratywne, przesiąknięte „mówieniem wprost”, co wyraźnie osłabia całość. To
nie pierwszy wydany w tym konkursie tomik, w którym jest za dużo „kawy na ławę,
co autorowi leży na sercu”. Możliwe, że zawiodła selekcja materiału, który
nieco uszczuplony i przesiany, byłby świetnym debiutem. W każdym razie warto
czekać na drugi zbiór.
Z przyjemnością czytałem pożyczony
tomik Marty Kapelińskiej. Wydaje mi się, że
autorka jest o krok od otwarcia nowych obszarów dla swojej poezji i być może
tego otwarcia właśnie mi trochę brakowało. Podobnie, jak u Różewicza czuję
zawahanie przed dociśnięciem gazu do dechy. Jeśli jednak pominąć gdybanie i
skupić się na tym co jest – to udana, przyjemna w czytaniu liryczna książka,
którą warto polecić.
Patryk
Nadolny zadebiutował zbiorem Wyławianie
Atlantydy. Jest to zbiór ładnych i szczerych wierszy, które jednak
mają dość mały ciężar. Chwilami też jest nazbyt „poetycko”. Dobrze, że autor
nie porywa się z motyką na słońce, jego czas może jeszcze nadejść. Książka
raczej jest sygnałem, że kolejne mogą być naprawdę niezłe – ale na razie to
wszystko.
Pokazał się też zbiór pod
pseudonimem Alx z Poewiki. Tomik Kto? jest zbiorem rymowanych
zagadek. Ta forma ma, jak wiadomo, długą i wdzięczną tradycję, ale nie
traktowałbym tego epizodu jako poezji, raczej jako żart, może udany (to zależy
od poczucia humoru). Ostatecznie jest to bliżej krzyżówki czy jakiejś gry
towarzyskiej niż poezji i szczerze nie rozumiem decyzji o wydaniu takiego
tomiku.
Maciej
Filipek, Rezystory.
Kolejna książka, przy której nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pozoruje bunt,
pozoruje off, „alternatywnego poetę”. Może problem jest w pomyleniu
ekshibicjonizmu obliczonego na efekt z prawdziwą, mocną ekspresją (patrz –
Domagała-Jakuć). Mimo wszystko, z książek serii SŻP z zeszłego roku, które
wpadły mi w ręce, ta jest wyraźnie najlepsza. To nie jest zły tomik, ale...
Poza opisanymi debiutami dotarły
do mnie jeszcze trzy, które wolę przemilczeć. Może w ogóle niewiele ich w tym
roku? Nasze stowarzyszenie wydało za to aż pięć debiutanckich zbiorów i każdy
jest inny. Są to tomiki Rafała Derdy, Dominiki Kaszuby, Roberta
Kani, Marcina Kleinszmidta i Anny Mochalskiej.
Nie-debiuty:
Instytut Mikołowski wypuścił jeden tomik (Podgląd zaniku), czy arkusz – trudno to określić – Macieja Meleckiego. Zawartość jest kontynuacją jego
wcześniejszych książek i koncentruje się na języku jako świecie autonomicznym,
immanentnym. Do czytania wyłącznie w pełnym skupieniu. Trudno się wypowiedzieć
szerzej o takiej poezji, od roku próbuję napisać recenzję i jestem permanentnie
w połowie – ilekolwiek bym nie napisał. Warte jednak polecenia, tego jestem
pewien.
W podobnym kierunku od czasu Demoludów zmierza Piotr Gajda (także od roku walczę z recenzją i
także odkąd pamiętam jestem w połowie). Jego najnowszy Golem – jak się zdaje – jest w podobnej relacji do Demoludów, jak Zwłoka była do Hostelu.
Nie jest to ani próba kontynuacji (w znaczeniu pogoni za własnym ogonem), ani
pójścia o krok dalej. Najlepszym słowem byłaby chyba „eksploracja”. Wymaga
więcej niż jednego czytania i jest dla mnie za wcześnie, żebym powiedział coś
więcej.
Warto przeczytać też Geranium nieżyjącego już Macieja Niemca oraz Pocztówki dźwiękowe Macieja Woźniaka.
Ta druga książka potwierdza talent i solidne doświadczenie autora, chociaż nie
dorównuje Ucieczce z Elei,
przynajmniej w moim przekonaniu. Ucieczce
z Elei zresztą niewiele książek poetyckich może dorównać, więc nie ma też
sensu wszystkiego do niej porównywać. Jednak na drugi „pik” Woźniaka przyjdzie
nam jeszcze trochę poczekać.
Nowa książka Krzysztofa Siwczyka wyłamuje się z nudnej tradycji
wydawnictwa A5, w którym kultywowano dotąd próby dowiedzenia, że epigoni
Miłosza i Różewicza są tak dobrzy, jak oryginały. Robi się więc ciekawie.
Siwczyk, który przyznaje się do konwersji na miłosza, rzeczywiście trochę się
przeformatował poetycko, zachował jednak to, co było dla niego
charakterystyczne. Jest więc i wilk syty, i owca nienaruszona. Jeśli ten ruch
wydawnictwa A5 miałby być sygnałem zbliżającego się końca „zagajewszczyzny”,
byłby Dokąd bądź tomikiem może nawet
bardziej „ważnym” niż „dobrym”, choć oczywiście tej „dobrości” nie można mu
odmówić. Co prawda osłabia go końcowy poemat. Nic więcej ciekawego w A5 się nie
zdarzyło moim zdaniem w 2014.
Z książek Zaułka wydawniczego
„Pomyłka” zwróciłem uwagę na dwie: Wiersze
na kartki Agnieszki Tomczyszyn-Harasymowicz
i Ostatnia przeprowadzka Leszka Żulińskiego. Obie mają potencjał, który
ginie z powodu zwyczaju – jak się wydaje – panującego w tej oficynie. Jest to
tradycja braku redakcji wydawanych tomików. Odczuwa się to we wszystkich
pozycjach tego wydawnictwa, jednak szczególnie dotkliwie w tych, które mogły
być bardzo dobre, gdyby tylko usiadł przy nich upierdliwy, kompetentny i
odważny redaktor. Oddzielnym problemem pozostaje tam rozróżnienie wartościowej
literatury od przebieranek. Wracając: wymienione książki odbieram raczej jako
szanse na dobre tomy niż jako gotowe produkty. Za to nieodmiennie bardzo
zadbana (i najczęściej udana) jest szata graficzna.
Po różnych próbach dotarłem do
drugiej książki Jakobe Mansztajna.
Przeczytałem, niestety, bez szczególnego zainteresowania. O ile pierwszy tomik
ze swoją „chłopięcością” i umiejętnością tworzenia nastroju był w swojej
kategorii znakomity, o tyle nie czuję kontynuacji. Mansztajn jest
pierwszorzędnym felietonistą. Ostre pióro, spostrzegawczość, humor – to znika w
wierszach z niedostatkiem treści, zwłaszcza przy wyraźnej zależności (to nie
tylko moje spostrzeżenie) od języka Grzebalskiego i Tkaczyszyna-Dyckiego.
Autor, pomimo pięcioletniego milczenia, chyba wydał się jednak za wcześnie, nie
zebrawszy materiału wykraczającego poza wspominki i ładnie ubrane, choć
niewiele wnoszące, bieżące spostrzeżenia.
Jedną z najlepszych pozycji
ubiegłego roku jest Fantom Magdy Gałkowskiej i pomimo że upłynął rok od
wydania (luty 2014) niewiele zbiorów z tych, które ukazały się przez pozostałe
miesiące, oceniłbym równie wysoko. Mam wrażenie, że ten tomik jest trochę
zapomniany właśnie dlatego, że tak dawno się ukazał. Nie jestem zwolennikiem
dzielenia poezji na tworzoną przez kobiety i mężczyzn, to nie piłka nożna (choć
feminizująca krytyka – zupełnie to niezrozumiałe – dokonuje takich podziałów).
Gdybym jednak miał ulec modzie i tak uczynić, byłaby to dla mnie jedna z trzech
najlepszych książek napisanych przez poetki w ubiegłym roku, nie licząc
debiutów.
Bardzo dobrze czytało mi się
pożyczony egzemplarz Ba! Wojciecha Kassa. Książka raczej nietypowa, zresztą
sam autor siedzi poza głównymi i niegłównymi nurtami, konsekwentnie od lat
robiąc swoje. Robi to dobrze, a jego dialog z Gałczyńskim jest zdecydowanie
wart nie tylko odnotowania, ale właśnie – przeczytania.
Marcin
Orliński wydał aż dwie książki w jednym roku. Pierwsza to zbiór krótkich
próz, druga z wierszami (pod pretekstem biegania). Bo cóż można robić, jak się
tak biegnie przez godzinę co dzień? Wraca się z przewietrzoną głową i pomysłem
na wiersz. Tomik nie ma z pewnością ambicji stawiać na głowie polskiej poezji
współczesnej, ale – jak sądzę – miał być po prostu dobry w czytaniu. Wciąż
jeszcze poezja może pełnić taką rolę i tu spełnia. Jest raczej lekko, czasem
dowcipnie, czasem nawet melancholijnie. Jeśli taka była intencja, to udało się.
Zdarzyła się w tym samym
wydawnictwie książka Agaty Ludwikowskiej.
Przyzwoicie napisana, chociaż mam poczucie, że czegoś tu brakuje. Być może
problemem jest pewna monotonia tonu i kameralność niemal „samo wsobna”.
Drugi zbiór Urszuli Kulbackiej (tanzen, tanzen) jest kontynuacją pierwszego. Poetka pisze
to samo, tylko sprawniej, pewniej, zupełniej. Utrzymuje się w obszarze pomiędzy
wyobraźnią Roberta Miniaka i Romana Honeta z mocnym akcentem na somatyzm.
Znajdziemy więc tam ponownie mnóstwo dzieci w wielu wierszach, trochę
fizjologii, makabry, trochę realizmu magicznego.
W serii SL ukazały się dwa tomy
autorek po debiucie. Są to piąty zbiór Doroty Ryst
(Część planu) i czwarty Teresy Radziewicz (rzeczy pospolite).
Mam raczej rzadki kontakt z
książkami BL, ale też nigdy szczególnie go nie szukałem. To oczywiście nie
zmienia faktu, że tomy Sośnickiego, Tkaczyszyna-Dyckiego czy Honeta trzymają
poziom i zapewne „z urzędu” będą punktowane już na starcie w różnych
rankingach. Trafiłem też na dość mało książek WBPiCAK (wyszło kilka
teoretycznie mocnych pozycji) oraz z Formy. Niestety nie czytałem też nic ze
Stowarzyszenia Baczyńskiego, a miewają czasem świetne pozycje. Kilka mniejszych
oficyn – albo nie trafiłem na ich książki, albo były bardzo słabe (i nie chcę
się o tym rozpisywać). Łącznie czytałem w 2014 około – tak liczę – 50 zbiorów
poezji. To ułamek tego, co się ukazało, a powyżej napisałem o ułamku tego
ułamka. Staram się śledzić, a z drugiej strony, jeśli obiecam autorowi lub
wydawcy, że przeczytam, to czytam. Napisałem o tym, o czym czułem, że mam coś
do powiedzenia.
Piotr pytał też o typy do
nominacji w krajowych nagrodach. Myślę, że wszyscy zdają sobie sprawę, że takie
typowanie na nic się nie przekłada, a werdykty są kapryśne. Skoro więc wszyscy
to wiemy, potraktuję odpowiedź na to pytanie trochę jak zabawę, a trochę jak
zestaw moich prywatnych nominacji. Alfabetycznie –
Debiuty: Kaszuba, Kleinszmidt,
Mielcarek, Mochalska, Różewicz.
Po debiucie: Gałkowska, Kass,
Ryst, Siwczyk.
W moim odczuciu wydawcą numer
jeden w 2014 jest Instytut Mikołowski i to nie z powodu moich upodobań
czytelniczych. Jako czytelnik i jako wydawca wolę inną poezję niż Instytut. To
jednak nie odbiera wysokiej zwykle jakości książek, a poza tym podoba mi się
ideowy, niekomercyjny charakter ich działań. Skuteczność w zdobywaniu dotacji,
konsekwencja w podejściu do materii literackiej, solidna praca na polu poezji,
która nie ma szans zdobyć popularności równej Szymborskiej - to też zalety.
Odznacza się także działalność Instytutu na polu przypomnienia lub utrwalenia
mniej znanych, czasem nieżyjących postaci. Nie zawsze jest to wybitna poezja,
ale zawsze godna upamiętnienia. To nie jest robota rynkowa, to jest robota w
kulturze i oby więcej takich ośrodków.
poniedziałek, 9 marca 2015
Promocja dwóch numerów „Arterii”
Dom Literatury w Łodzi oraz redakcja Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Arterie” zapraszają na promocję numeru 18
– hipsterskiego i numeru 19 – zielonego. Prowadzenie:
Przemysław Owczarek i Rafał Gawin.
12.03.2015 r. (czw.) godz.1900
ul. Roosevelta 17
90-056 Łódź
tel. 42 636 68 38
tel./fax 42 636 06 19
e-mail: kontakt@dom-literatury.pl
90-056 Łódź
tel. 42 636 68 38
tel./fax 42 636 06 19
e-mail: kontakt@dom-literatury.pl
niedziela, 8 marca 2015
Rozstrzygnięcie XXIV KP o Nagrodę im. K.K. Baczyńskiego
Prowadzący XXIV Finał Baczyńskiego: Monika Kocot i Julian Czurko.
|
„(…) Na razie nie istnieje przyszłość. Są jednak
pewne plany i domysły. Na mapie
w twoich rekach, targanej lekkim wiatrem,
wyznaczone cele,
do których powoli zmierzamy”. – Robert Feszak.
|
Grupa Concrete Hills udanie połączyła to, co pozornie nie jest możliwe: odrobinę melancholii z energetycznym rockiem, którego rodowód wywodzi się z brit popu,
alternatywy, indie i shoegaze.
|
sobota, 7 marca 2015
Nowy numer „Arterii” (19)
W numerze 19
(„ekologicznym”) Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Arterie”:
Nie leń się, zieleń się
Klimat
zmienia się z każdym tekstem. „Coś się kończy, coś się zaczyna”, jak napisał pewien
mistrz fantasy z miasta Łodzi. Śnieżyca okazuje się ulewą, a gwałtowny i ciepły
wiatr odzwyczaja nas od zimowych prognoz, w których wszystko zlewa się w jedno:
kultura z naturą, miasto z lasem, człowiek ze zwierzęciem. Próbkę tej dziwnej
substancji można wyhodować w akwarium języka. Dlatego w postczłowieczej nie-ludzkiej
refleksji odkrywamy sprawiedliwość, którą uwiecznili graficiarze z jaskiń:
wieczne koło obiegu materii i równoprawnych form. Wyrodził się z niego jakiś
chciwy humanoid, trzebiący od dwustu z górą lat wszystko, co rośnie i się
rusza. W imię potrzeb. Żyjemy w syntetycznym świecie, generujemy własny
ekosystem oparty o prawa ekonomii, podaży i popytu, odkrywamy nowe narzędzia,
żeby dorwać się do każdego biotopu i przetworzyć go w produkt. Tymczasem śmierć
oddaje nas ziemi i wracamy do koła, w którym krąży niezgłębiony do końca
hipertekst cząstek i genotypów.
A to
przypomina nam, że natura przekształca każde życie, jest odpowiedzialna wobec
samej siebie, sama się reguluje i dba o zrównoważony rozwój. Niech zieleni się
nowa opowieść, bo nadzieja żywej różnorodności jeszcze nie nabrała zgniłego
odcienia. Jest ekolirycznie i bioprozodycznie. Łodygi snują się esejowato,
galeria osiąga nowe formy, stałe rubryki obrastają w podszyt, a gąszcz diagnoz
wydaje dzikie owoce. Co prawda, gdzieś w przecince miga czarne słońce
apokaliptycznej wizji: na Ziemi lądują zielone ufoludki i w morzu pustyni
odnajdują ostatnie uschnięte drzewo. Weźcie to w nawias i zieleńcie się z nami
w żywym krajobrazie tego numeru. Ale nie powiemy wam, ile zmarło drzew, ile
zużyto ropy, a także prądu, żebyście mieli tę stronicę w ręku. Nie mamy
specjalisty od statystyki.
Na
poezji się nie oszczędza. Wiersz potrzebuje sporo białej, pustej przestrzeni. Dlatego
do numeru dołączyliśmy trzy książki poetyckie: Niemców Marcina Badury, Sezon
w sobie Agaty Ludwikowskiej i Całego w słońcu Marcina Zegadły. I
bynajmniej nie uważamy, że to marnotrawstwo papieru. W poezji drzewo wydaje
słowo.
Redakcja „Arterii”
(Uwaga:
nowy layout!):
Proza: Bartłomiej Król, Marta Pycior, Marcin Bałczewski, Karolina
Sałdecka, Ian Kemp, Barbara Wierzbicka i Jolanta Jarmołowska (bajki).
Poezja: Tytus Żalgirdas, Mariusz Partyka, Janusz
Radwański, Maciej Froński, Kazim Ali (przekład Miłosz Biedrzycki i Ewa
Chruściel), Kacper Bartczak, Izabela Kawczyńska, Karol Maliszewski,
Urszula Honek, Tatiana Judycka, Piotr Gortat, Piotr Przybyła, Michał Pranke, Dominika
Kaszuba, Wit Pietrzak, Marcin Niewirowicz, Piotr Machul, Przemysław Wolski,
Radosław Sączek.
Felieton: Przemysław Owczarek „Moje najlepsze bezkrwawe polowanie”.
Esej: Michał Kasprzak „Jak lizać rany celnie
zadane”… i trzymać się niektórych przedrostków „eko-”, Agnieszka Anna Wołodźko
„Nie-ludzkie materie radości –
Bioart oraz dynamika afektu w sztuce Michała Brzezińskiego”, Marta Motyl „Surrealistyczna
wycinanka”, Karol Maliszewski „Natura i naturalność. Trzy dygresje.”, Katarzyna
Knapik-Gawin „Przekażmy sobie linguem pokrzywy, czyli czym jest ekolingwistyka”.
Wywiad/rozmowa: Wiesław Myśliwski,
Tomasz Bocheński „Piszę zdaniami w cuglach”,
Wojciech Kłosowski, Marta Madejska, Przemysław Owczarek „Co Zieloni mają do
zaproponowania samorządowcom?”, Ośrodek
Działań Ekologicznych „Źródła”, Marta Zdanowska „Ekologia to mainstream
myślenia o mieście!”, Piotr Wypych,
Przemysław Owczarek „Sadźmy drzewa, bądźmy uważni, dążmy do szczęścia…”,
Wioletta Grzegorzewska „Czuję
się pisarką polską z krwi i kości”.
Reportaż: Przemysław Owczarek „Rezerwat w środku Łodzi. Polesie
Konstantynowskie”, „Termy Uniejów – gorący biznes”.
Galeria: malarstwo: Karolina Matyjaszkowicz.
Ilustracja: Kosma Woźniarski, Marta Horodniczy.
Grafika: Ewa
Mikuła, Piotr Skrzypczyk; Mielonek Tyrolski.
Zdjęcia: Przemysław Owczarek, Marcin Bałczewski, Ne_Dva ( Ajk Piercc + Tee Kho ! )
Stałe rubryki: MASECZKI: Paulina Ilska „Nie taki krytyk
straszny; NÓŻ W PŁYCIE: Piotr Gajda „Muzyka z…” (Uncle Acid and the Deadbeats, Blood Lust, Metal Blade, 2012.); JESZCZE ZDARZAJĄ SIĘ WIERSZE: Robert Rutkowski (M. Robert „Przez
jakiś czas”); CO DO JOTY: Jerzy Jarniewicz, Zdzisław Jaskuła „Literatura to
słaby ekosystem”, ŁOWIENIE SPOD KORKA: Sławomir Płatek „Chloro-fil”, SŁÓW
GORĄCZKA PANA STRĄCZKA: Andrzej Strąk „Zielona viagra”; PIÓREM W OKO: Magdalena
Szkoda „Miłosne przygody części samochodowych czyli o wzajemnym lizaniu się po
tyłkach i wspólnym ruszaniu w (nie tylko) literacką drogę”.
Recenzje: Ewa Mikuła „Zbrodnia wybawienia” (Tatulo, Joyce Carol Oates); Marek Olszewski „Beat zza grobu” (A hipopotamy
żywcem się ugotowały, William S. Burroughs, Jack Kerouac); Tomasz Baudysz
„Wszyscy jesteśmy hejterami” (Nienawiść, Michał Zygmunt); Dagmara Pawlik
„Gulasz zamiast magdalenki” ( Czardasz z mangalicą, Krzysztof Varga);
Janusz Radwański „O świecie, w którym wszystko zostało już zważone i odmierzone”
(Madafakafares, Paweł Podlipniak); Marcin Bałczewski „Od A do Ż…” (Albert
i Alina, Guy Dlisle).
Szczegóły, pytania, wątpliwości: arterie.spp@gmail.com
środa, 4 marca 2015
Podsumowanie roku 2014 wg Macieja Meleckiego
W przedostatni dzień grudnia na portalu instytutksiazki.pl Anna Kałuża
opublikowała tekst zatytułowany „Raz, dwa, trzy, cztery: 2014 w poezji”, który
jest jedną z nielicznych (a najprawdopodobniej jedyną) próbą podsumowania
minionych dwunastu miesięcy w polskiej poezji: „W 2014 roku ukazało się
sporo książek poetów znanych i od kilkudziesięciu lat obecnych na scenie
poetyckiej. Mamy już zatem grono autorów, które przynajmniej od 1989 roku
współtworzy literacki krajobraz, pracując na jego stałe punkty odniesienia,
inne niż – uogólniając – wiersze Różewicza, Miłosza, Herberta i Szymborskiej”
– pisze w nim tytułem wstępu krytyczka, przytaczając nazwiska i tytuły
kilkunastu autorów oraz tomików poetyckich (link do
tekstu).
Warto na zasadzie kontrapunktu stworzyć wobec tej opinii własną, zgodną
albo polemiczną, po prostu alternatywną, która w głuchej ciszy
niewyartykułowanych omówień odnoszących się do poezji w roku 2014, stanowiłaby
oczywistą wartość dodaną, by „dać odpór” monopolowi jedynego wskazania, które
może zostać potraktowane jako obowiązujący projekt zagospodarowania przestrzeni
poetyckiej minionego roku. Aby to sobie ułatwić, należy stawiać pytania. Oto
one:
Jakie książki poetyckie
zrobiły na Was największe wrażenie w ubiegłym roku i dlaczego? Najważniejsze
debiuty ubiegłego roku? Najbardziej niedocenione książki poetyckie, które
ukazały się w minionych 12 miesiącach? Którzy autorzy zdecydowanie zawiedli, a ich
książki rozczarowały? Jakie są Wasze prognozy na nadchodzący sezon nominacji
2015?
________________________________________________________________
Maciej Melecki
Trzy typy
Jerzy Górzański, Wszystko
jest we wszystkim (Biblioteka Toposu, Sopot, 2014) – opasły tom
wierszy i próz poetyckich - czyli wielce charakterystycznych form wieloletniej
aktywności literackiej Górzańskiego - uderza mnogością wizji i światów autora,
zestrajanych z ulotnych odłamków świata realnego, uruchamiających – niejako
automatycznie – potężne, autorskie imagintorium, które, niewątpliwie, jest
energetyczną turbiną dla treściowych wykładni. Górzański – szczególnie w swych
prozach – zaciekle upomina się o nieustające nad widzenie osaczającej go
dookolności, postulując – dzięki sugestywnym obrazom – odbiór rzeczywistości,
jako nieprzewidywalnego i nieprzeniknionego wymiaru, ruchomego i płynnego
procesu ujawniającego lotność sensu, mogącego przydarzyć się tylko wtedy, kiedy
patrzymy na świat i siebie w sposób narastająco przewrotny. Nie ma więc cienia
przesady w porównywaniu Górzańskiego do jego wielkich poprzedników – Michauxa i
Ponga. Jego najnowsza książką jest tego kolejnym potwierdzeniem, gdyż, jako
jeden już z nielicznych, hołduje konsekwentnie duchowi paradoksu i makabreski,
dobywając iście oksymoroniczne środki artykulacji dla swego poetyckiego pisma.
Krzysztof Siwczyk, Dokąd bądź
(a5, Kraków, 2014) – od czasu bodaj Faetonu Witolda Wirpszy
polska poezja nie została zasilona tak przeogromnym dziełem. Siwczyk z
niebywałym szwungiem, animuszem i przepotężną wyobraźnią językową stworzył swoje opus magnum, w którym
zawarł najistotniejsze składowe swojej poetyki, wyostrzone meandrującym i
medytacyjnym tokiem rozpleniającej się narracji, osiągając, dzięki temu,
niespotykaną – jak na warunki polskie – temperaturę wypowiedzi. W przepastnych
tyglach poszczególnych segmentów poematu (wyodrębnionych tytułami) rozgrywa się polichromatyczna konfrontacja ze światem
dookolnym - dławiącym poprzez swoją wielopostaciową obecność – w której
następuje radykalny demontaż jego miazmatycznych postaci i kompromitacja
fatamorgan, jakimi szermuje wykładnia społecznego dyktatu. Byłby to tedy poemat
zawierający opowieść o stałej potyczce – walce, która bardziej jest miotaniną i szamotaniną, niż ruchem bitewnym,
gdzie zatrata obu stron konfliktu wyraźnie eskaluje, ale pismo okazuje
się – a jakże! - tą jedyną stancją, która daje schronienie na długo, ale też
okowami przetrwania przed zalewem życiowego szlamu.
Marcin Sendecki, Przedmiar
robót (Biuro Literackie, 2014, Wrocław) – najnowsza książka poetycka
Marcina Sendeckiego bez wątpienia jest kontynuacją jego poprzedniej książki
poetyckiej Farsz (2011) w sensie uradykalniania wypowiedzi, nakierowanej na
eksplorację takiego języka poetyckiego, w którym mamy do czynienia z atomizacją
prezentacji, gwałtownym zderzaniem obrazu i kolażową strukturą narracji. W
Przedmiarze robót da się dość mocno wyczuć element trawestacji stabilnych kodów
poetyckich, zadomowionych niemalże trwale w świadomości czytelniczej, przez co
– dokonując sporych w nich naruszeń – następuje odłowienie resztek z
niegdysiejszych poetyk i stylów, wzięcie ich pod językową lupę i zagnanie w
alternatywne gospodarstwo poezji. Sendecki po raz kolejny udowadnia w swoich
wierszach konieczność innego ułożenia literackiego kompasu: tradycją okazuje
się bowiem bardziej ruch awangardowy, niż klasyczne formy fasonowania języka, a
potrzebą taki język, który bardziej adekwatnie, niż czyni to tradycyjny sposób
opisu, oddaje tzw. współczesność – pozbawioną już wszak jakichkolwiek pewników
– poprzez charakter językowych zerwań,
montażowych cięć i olśniewającą, mocno surrealizującą metaforykę.
niedziela, 1 marca 2015
Poezja polska po roku 2000. Diagnozy-Problemy-Interpretacje
W Toruniu
właśnie ukazała się publikacja zatytułowana Poezja polska po roku 2000.
Diagnozy-Problemy-Interpretacje pod redakcją Tomasza Dalasińskiego,
Aleksandry Szwagrzyk i Pawła Tańskiego, której wydawcą jest „Inter-.
Literatura-Krytyka-Kultura”, Zakład Antropologii Literatury i Edukacji
Polonistycznej Instytutu Literatury Polskiej. Książkę opublikowano jako tom 1 serii
krytycznej Biiblioteki „Inter-”. Pozycja została wydana na zasadach Open
Access, a dostęp do niej znajduje się pod tym linkiem.
W jednym
z rozdziałów zatytułowanym „Rola grupy literackiej po roku 2000. Przykłady,
omówienia”, którego autorką jest Teresa Radziewicz, zawarto fragment (str. 65)
odnoszący się do „mŁodzi Literackiej”:
„Na
arenie ogólnopolskiej życia literackiego szczególną uwagę w pierwszej dekadzie
XXI wieku zwracała „mŁódź literacka” – działające przy Oddziale Łódzkim SPP
Koło Młodych, którego początki sięgają 2003 roku, jednak oficjalnie
sfinalizowane zostało jesienią roku 2007. Wówczas to z inicjatywy Andrzeja Strąka,
prezesa Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, odbył się szereg
spotkań, w czasie których zredagowano Regulamin i dokonano wyboru
kierownictwa Koła. W Regulaminie jako cele Koła określono tworzenie ram
merytorycznych i organizacyjnych dla projektów i imprez współkształtujących
życie literackie w Łodzi, regionie i kraju, pogłębianie umiejętności twórczych
i świadomości artystycznej poprzez inicjowanie i uczestniczenie w rozmaitych
formach warsztatów, seminariów i dyskusji, występowanie z inicjatywami
wydawniczymi i ich realizowanie, działanie na rzecz popularyzacji literatury,
czytelnictwa i książki, współuczestnictwo w pracach i przedsięwzięciach SPP.
Kolejne zebranie Koła Młodych związane było z prezentacją pisma, którego
pierwszy numer ukazał się w grudniu 2007 (pod nazwą „Nieregularnik mŁodzi
Literackiej przy Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi Arterie”). Na
początku 2008 r. ukonstytuował się ostateczny skład pisma i serii wydawniczej,
planowanej przy piśmie, które w ostateczności przyjęło oficjalną nazwę
„Kwartalnik Artystyczno-Literacki Arterie”. Osoby związane z tą grupą, to,
między innymi: Michał Murowaniecki, Przemysław Owczarek, Monika Mosiewicz,
Krzysztof Kleszcz, Izabela Kawczyńska, Tomasz Bąk, Piotr Gajda, Rafał Gawin. Widoczna
jest różnorodność członków, zarówno wiekowa, jak i związana z dorobkiem
literackim. Przykładowo, Tomasz Bąk (rocznik 1991) to debiutujący w 2011 roku
tomikiem wierszy Kanada poeta, natomiast Przemysław Owczarek czy Piotr Gajda
(roczniki 70.) są autorami kilku książek poetyckich.
W
odróżnieniu od Teresy, nie nazwałbym „mŁodzi literackiej” grupą literacką w
ścisłym dla tego określenia znaczeniu. Raczej ciałem, które stanowiło wówczas
pre-skład redakcyjny późniejszych „Arterii” (Przemysław Owczarek, Agnieszka
Kowalska-Owczarek, Rafał Gawin oraz kilku stałych współpracowników pisma:
Krzysztof Kleszcz, Piotr Gajda, Michał Murowaniecki, który przez kilka lat
również był członkiem redakcji), a także późniejszy skład personalny Domu
Literatury w Łodzi (Andrzej Strąk i Rafał Gawin). Grupę literacką łączy przede
wszystkim wspólnota programowa, która nigdy nie była cechą „mŁodzi”, choćby
dlatego, że tworzyli ją poeci już w znacznej mierze ukształtowani, a ponadto
niekompatybilni ze sobą rocznikowo (roczniki 60., 70., a nawet 80.).
O ile
różnice pokoleniowe nie stanowiły tu przeszkody w zakresie wspólnej lokacji
środowiskowej, to już zupełnie odmienne doświadczenia (w roku zawiązania się
„mŁodzi” miałem 41 lat, jak więc mogłem być młodym pisarzem?) spowodowały
znaczące różnice, jeśli chodzi o uprawiane dykcje, które swojego czasu krytycy chętnie nadużywający liczmanów nazywali łącznie (do wyboru: błędnie lub
złośliwie) „dykcją łódzką”. Wydana w 2008 roku antologia łódzkich debiutantów Na
grani tylko wyeksponowała te różnice. Z udowodnieniem istnienia
„dykcji łódzkiej” nie poradził sobie nawet Kacper Bartczak (a ściślej
przeprowadzenie takiego dowodu nie było jego głównym zamiarem), autor posłowia
do antologii, która pokazywała w zasadzie tylko jedno – Łódź dla wymienionych
poetów to miejsce typowo geograficzne, a nie endemiczne.
Grupa
literacka powinna też posiadać swojego lidera, który ustawiałby jej wewnętrzną
hierarchię oraz rozsyłał w świat wiersze, manifesty i komunikaty. „mŁódź
literacka” nigdy takiego nie miała, posiadała za to w swoich szeregach kilka
indywidualności poetyckich, które do dzisiaj z powodzeniem kontynuują własną
twórczość. I nie jest tak, i nigdy nie było, że wszystko zaczęło się od
Bierezina dla Przemysława Owczarka (po latach trzeba wreszcie dokonać
tej demitologizacji), jak swojego czasu pisali różni niedoinformowani krytycy,
ponieważ w roku 2006, kiedy to Przemek otrzymał nagrodę główną, Krzysztof Kleszcz był do niej nominowany już po raz drugi (wcześniej w 2004 roku) a potem
jeszcze w 2007. Monika Mosiewicz również była nominowana w 2006, a jako
rozpoznawalna w sieci poetka funkcjonowała już od ładnych kilku lat. Mój
dzisiaj zapomniany debiut prasowy miał miejsce dziewiętnaście lat wcześniej, w
1987 roku (drugi w 2002). Z tego też powodu konstytuowanie „mŁodzi Literackiej”
wyłącznie wokół Przemysława Owczarka było równie prawdziwe jak czynienie tego
samego wokół Mosiewicz, Gajdy czy Kleszcza.
Bliższe
prawdy jest to, że „mŁódź” zawiązała się w Poleskim Ośrodku Sztuki wiosną (lub
latem) 2007; na spotkaniu obecny był także Andrzej Strąk, Zdzisław Jaskuła (to
on telefonicznie ściągnął do Łodzi Kleszcza, a ten zabrał mnie tam ze sobą) i
Agnieszka Kowalska – późniejszy grafik „Arterii” oraz ludzie, dla których było
ono pierwszym i zarazem ostatnim w tym składzie – Krzysztof Łużyński, Michał
Świątek i Rafał Maurin. Rok 2007 to także rok łódzkich nominacji w Bierezinie,
konkursie, który w tej edycji w znacznym stopniu opanowali członkowie „mŁodzi”
(5 z 13 nominacji). To również data mojego powtórnego debiutu prasowego (na
spotkaniu przekazałem Zdzisławowi wiersze, które niedługo później ukazały się w
„Tyglu Kultury” - zadebiutowałem po raz trzeci, nareszcie jak należy).
Dalej już
poszło, w czym olbrzymią zasługę ma redakcja „Arterii” (tu ciekawostka: w
trakcie wspomnianego spotkania najpierw ustalono, że redaktorem pisma będzie
Konrad Ciok) i Dom Literatury w Łodzi, które nadal stanowią (przynajmniej dla
mnie) ważną środowiskową „bazę”, ale nie są już jedyną alternatywą. Każdy z
dawnych członków „mŁodzi” wydaje dziś swoje wiersze w dalekich od Łodzi
miejscach (co nie znaczy, że do Łodzi nie wróci), a w ramach Biblioteki
„Arterii” czy serii wydawniczych Domu Literatury „rdzenni łodzianie”
wydają poetów z całej Polski. Ogromną pracę wykonuje w tym zakresie Rafał
Gawin, Przemek Owczarek, Magdalena Nowicka, Maciej Robert, Marcin Bałczewski i
Andrzej Strąk, przyjaciele, znajomi, ale na pewno nie członkowie tej samej
falangi / dykcji literackiej.
Tyle
pobieżnej historii. Zdaję sobie sprawę, że w zasadzie „nie ma o co kruszyć
kopii”, a ta errata ma jedynie wartość porządkującą pewne fakty. Teresa
Radziewicz zresztą o tym wspomina, pisząc, że tego rodzaju grupę można jedyne
zdefiniować jako zespół bezprogramowy, działający od wielu lat,
skupiający autorów o różnorodnym dorobku i dojrzałości poetyckiej. Nie
przeceniałbym jednak jej wpływu na samą twórczość skupionych wokół niej
autorów, a w końcu to ona konstytuuje chęć zawiązywania podobnych grup
literackich przeważnie w jakimś określonym celu.
Oddajmy
jednak Cesarzowi to, co cesarskie. Gdyby nie hasło „mŁódź”, moje nazwisko, jak
i kilka innych, prawdopodobnie nigdy nie znalazłoby się w tej publikacji. Ale
to już kwestie rozpoznawalności (niewątpliwie najbardziej rozpoznawalnym poetą
z rodowodem „mŁódzkim” jest Przemysław Owczarek), uwagi czy też nieuwagi
krytyków, albo po prostu pijaru, które razem wzięte tak naprawdę średnio mnie
dziś zajmują.
Na koniec
drobna korekta: Izabela Kawczyńska nigdy nie była formalnie członkinią
„mŁodzi”, podobnie jak i Tomek Bąk, za to tę przynależność deklarował Robert
Miniak, niewymieniony w artykule. Z kolei moja skromna osoba to, niestety,
roczniki 60., a nie 70…
Subskrybuj:
Posty (Atom)