niedziela, 13 lipca 2025

Młodości! Ty nad poziomy wylatuj!

Tak było drugiego dnia Festiwalu Młodej Literatury w Łodzi 2025. Udział brali: Patryk Kosenda, Piotr Burzyński, Magdalena Lachman, Marcin Bałczewski, Olga Niziołek, Anna Szumacher, Inga Iwasiów, Marcin Jaworski, Miłosz Biedrzycki i Przemysław Owczarek. Dzień zwieńczył open mic.




















sobota, 12 lipca 2025

Wyciąg (In Through the Out Door)

 

Mam już swoje lata, poważną pracę, dom i rodzinę. A jednak wciąż coś mi doskwiera, jakiś rodzaj społecznego niedopasowania, który nie pozwala mi żyć w spokojnym, drobnomieszczańskim rytmie. Nosi mnie. Po poezjach, ciemnych zaułkach, dworcach otwartych w środku nocy, wagonach w spóźnionych w chuj pociągach, bazarkach, szczerych polach gdzie nie ma nic, po wiatrach, deszczach, chłodzie i głodzie. Bliscy pukają się w czoło, kiedy wychodzę z domu i mówię, że wrócę mniej więcej za dobę, bo będę znów z uporem pielgrzymował do bazarkowej mekki. 

Na przykład noc z piątku na sobotę spędziłem na dworcu w Koluszkach. Niestety, nie na tym z filmu Filipa Bajona „Bal na dworcu w Koluszkach”, ponieważ jest on tylko mitem (zdjęć do obrazu nie kręcono w Koluszkach, ale w okolicach Jakuszyc oraz Spały, a za dworzec posłużył odpowiednio przygotowany plan zdjęciowy w studio). Zresztą starego dworca już nie ma, został niedawno wyburzony; w jego miejscu znajduje się dziś nowoczesny kontenerowiec dworcowy. I to tam spędziłem noc w oczekiwaniu na pociąg, który tego akurat dnia zanotował spóźnienie 310 minut (słownie: trzysta dziesięć minut). Jednym zdaniem nie pozostało mnie i trzem innym podróżnym, nic innego jak odnotowywanie stale rosnących minut spóźnienia naszego środka transportu (na początku było to tylko dziesięć minut). O godzinie 5.27 wsiadłem do innego pociągu, tak więc od 22.40 moim domem był oświetlony białym światłem i strzeżony przez monitoring i panią z ochrony dworca obiekt infrastruktury kolejowej, którą ze względu na ponad pięciogodzinne spóźnienie odnotowane na rozkładzie nie nazwę „dumą Polski”. 

Na bazarku miałem i strzały i jedną porażkę. Kupiłem muzykę Nymana do filmu The Piano oraz dwie płyty Sophie Zelmani. Kilka innych kompaktów, koncertów na DVD i jeden podwójny longplay. Pewien znajomy drań podkupił mi trzy płyty Ten Years After. Do domu wróciłem z tarczą po czternastu godzinach od wyjścia.

piątek, 11 lipca 2025

O płytach Gabriela, Cave’a, Gilmoura i The Cure w „Afroncie”


Na łamach ostatniego, historycznego numeru „Afrontu” nr 1-2 (20-21) 2024 r. krótko omawiam płyty: Peter Gabriel I/O, David Gilmour Luck and Strange, Nick Cave Wild God oraz The Cure Songs of a Lost Worlds. Zainteresowanych zapraszam do lektury pisma.


środa, 9 lipca 2025

Jakub Sęczyk – premiera poetycka SPP o/ w Łodzi i DL w Łodzi

Nakładem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi i Domu Literatury w Łodzi ukazała się książka Jakuba Sęczyka Kwaśne obole. Tom ukazał się w ramach serii Szumy, zlepy, ciągi, tom 80.




wtorek, 8 lipca 2025

Wzrusz


Pożegnalny koncert Ozyy’ego Osbourne’a i Black Sabbath „Back to the Beginning!” już za nami. To było historyczne wydarzenie. Schorowany, cierpiący na Parkinsona Ozzy, posiwiały jak gołąb Butler, trzymający się dziarsko Iommi, który kilka lat temu musiał pokonać raka oraz półnagi, z obnażonym torsem Ward to bohaterowie mojej młodości. Wszystkich, oprócz Warda widziałem na żywo w katowickim Spodku, prawie trzydzieści lat wstecz. Ward miał wtedy atak serca, na koncercie w Polsce zastąpił go inny legendarny perkusita – Vinny Appice. Dla mnie prawdziwym bohaterem wydarzenia w Villa Park w Aston, w rodzinnym dla muzyków Black Sabbath Birmingham, jest Bill Ward. Z niejasnych powodów biznesowych wcześniej wykluczony z reunion grupy w roku 2011 pod pretekstem rzekomego braku zdrowia i obawy, iż z tego powodu nie podoła koncertowemu tournée. Black Sabbath na albumie „13” bez Bill’ego Warda to (z całym szacunkiem dla Brada Wilka) już nie to. Bo to Ward odpowiada za jazzowy feeling zmiękczający toporne, ciężkie riffy Iommiego i galopujący bas Butlera. To nigdy nie był perkusista tła, ale pełnoprawny melodyk. Ozzy, uziemniony w fotelu, śpiewający na siedząco, dał oczywiście radę, Iommi i Butler zagrali bardzo dobrze, ale to Bill rządził niepodzielnie na perkusji (narzekania o wykonawczych wpadkach i niedostatkach prawie osiemdziesięcioletnich muzyków uważam za paranoiczne). 77-letni Ward, z obnażoną, zapadłą i pomarszczoną klatą, już bez bujnych włosów na głowie i wąsów, udowodnił, jak niesłusznie przez dwadzieścia lat był odsuwany od chwalebnej historii grupy. Legenda, bohater, dzięki któremu mój ukochany zespół powrócił do należytej mu formuły.

PS. Chwała Guns’N’Roses i Metallice za covery z mojej ulubionej płyty „Never Say Die!” (uznawanej przez muzycznych krytyków-lamerów za najgorszą w dyskografii) – „Juniors Eye’s” (Gunsi) i „Johnny Blade” (Hetfield). Oryginałów nie przebili, ale szacun!

*foto Warda z koncertu ukradzione z sieci (sorry!).