sobota, 18 listopada 2017

Werdykt VI OKP im. Ziemowita Skibińskiego w Poddębicach


Protokół z Posiedzenia Jury
VI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Ziemowita Skibińskiego
– „Zaczyna się od słowa”
(XI Festiwal Puls Literatury)

Jury w składzie:

Kacper Płusa (przewodniczący),
Marcin Bałczewski,
Piotr Gajda
i Rafał Gawin (sekretarz)

po przeczytaniu nadesłanych na konkurs zestawów wierszy na posiedzeniu w dniu 30 października 2017 roku postanowiło przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

I nagroda (500 zł):
Dominika Kaszuba z Gdyni, godło „Twarz w rzece”;

II nagroda (400 zł):
Patryk Kosenda z Krakowa, godło „Erysichtona”;

III nagroda (300 zł):
Łukasz Barys z Pabianic, godło „Brutus”;

Wyróżnienia (po 200 zł):
Marek Kucak z Pawłowic, godło „dziesiątajeden”
i Maria Pozniak z Dobrzenia Wielkiego, godło „sterana”

Podpisy członków Jury:

Łódź, dn. 30.10.2017 r.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Spotkanie wokół twórczość Trakla w IM


Instytut Mikołowski i Miejski Dom Kultury w Mikołowie zapraszają na spotkania w ramach Festiwalu TRAKL – TAT 2017 - spotkanie wokół twórczości Georga Trakla z udziałem: Krzysztofa Maćkowskiego, Janusza Miki i Macieja Meleckiego.

17. 11. 2017 r.  
(Instytut Mikołowski, godz. 17.00)

Spektakl na podstawie poezji Georga Trakla
(MDK, godz. 18.00)

 Georg Trakl (ur. 3 lutego 1887 w Salzburgu, zm. 3 listopada 1914 w Krakowie) – poeta austriacki reprezentujący ekspresjonizm.
Przedmiotem jego poezji jest sens istnienia, śmierć, zniszczenie i przemijanie. Reprezentował dekadentyzm i katastrofizm, przewidywał upadek Austro-Węgier. W 1910 zdobył wykształcenie farmaceuty. W tym zawodzie pracował w szpitalu w Innsbrucku, a po wybuchu wojny został wcielony do armii i wysłany na front. Na skutek kontaktu z ciężko rannymi i umierającymi żołnierzami popadł w głęboką depresję. Leczony w szpitalu w Krakowie zmarł wskutek przedawkowania kokainy, prawdopodobnie śmiercią samobójczą. Przez kilka lat po wojnie jego grób znajdował się na cmentarzu Rakowickim, po ekshumacji prochy przewieziono do Austrii.
Trakl jest jedną z najciekawszych postaci niemieckojęzycznej sceny literackiej XX wieku, postrzeganą jako indywiduum kontrowersyjne, którego dzieciństwo i młodość naznaczone zostały skomplikowanymi relacjami z matką poety, jego domniemaną kazirodczą miłością do własnej siostry Grety, nadużywaniem narkotyków i alkoholizmem. Wiersze Trakla wpisują się – formalnie i znaczeniowo – w nurt ekspresjonistyczno-symboliczny i wywarły ogromny wpływ na kolejne pokolenia artystów, głównie ze świata muzycznego (powstały liczne kompozycje ilustrujące utwory austriackiego twórcy). Od 1952 roku rodzinne miasto poety przyznaje nagrodę jego imienia, Georg-Trakl-Preis.

Instytut Mikołowski
ul. Jana Pawła II 8/ 5
Mikołów

sobota, 11 listopada 2017

List otwarty Jerzego Jarniewicza w sprawie łódzkiego środowiska literackiego


Ważne i konieczne słowa o powszechnym lekceważeniu i niedocenianiu kulturotwórczej roli poezji i poetów (jak sądzę, nie tylko w Łodzi). „To, że miasto dopracowało się własnego poetyckiego języka, że stworzyło własne środowisko poetyckie, jest absolutnym precedensem w dziejach literackich Łodzi. Niedocenienie literatury to wyjątkowa krótkowzroczność i szybka ścieżka do degradacji polskiego języka”. List został odczytany podczas wczorajszej konferencji XI. Festiwalu „Puls Literatury”, która odbyła się w łódzkim Domu Literatury. Pełną treść opublikował e-kalejdoskop.pl. – źródło tutaj. Na fotografii powyżej jubileuszowy, XX finał OKP im. Jacka Bierezina.

piątek, 10 listopada 2017

Wieści z frontu - „Afrontu”


Pierwszy numer Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Afront” zawierał pakiet moich premierowych wierszy. Miałem też przyjemność uczestniczyć w jego promocji w Instytucie Mikołowskim. W drugim numerze pisma zainteresowani czytelnicy odnajdą kolejne ślady mojej aktywności – recenzję najnowszego dzieła muzycznego Rogera Watersa oraz rozmowę, którą przeprowadziłem z Maciejem Meleckim wokół książki Rafała Wojaczka „Nie te czasy. Utwory nieznane”. Najnowszy numer promowany był w Łodzi, 19 października. Zachęcam do zdobycia aktualnego numeru „Afrontu”, w którym znaleźć można wiele innych ciekawych materiałów. Poniżej zaś wyimki z przeze mnie anonsowanych:

„(…) Opuśćmy na chwilę ten muzyczny McDonald’s, żeby przyjrzeć się idei: Is This the Life We Really Want? Waters pokrótce odpowiedział sobie na to pytanie, jeżdżąc po całym świecie z repertuarem The Dark Side of the Moon, a w ramach wielkich, stadionowych widowisk – z The Wall. Wymowa obu dzieł przez wszystkie te lata nie straciła na znaczeniu: nadal nie poradziliśmy sobie z upływem czasu, nieuchronnie przybliżającego nas do śmierci. Nie odpowiedzieliśmy także na pytanie, jak nie zagubić się w bezmyślnej pogoni za iluzorycznym szczęściem, materialnymi dobrami, które w ostatecznym rozrachunku okazują się „prochem na wietrze”? Wciąż oddzielamy się od siebie murem niezrozumienia i nienawiści. Zgorzkniały (ale i proroczy) Waters pojął ten brak wiążącego sposobu na rozwiązanie bolączek współczesnego świata na tyle osobiście, żeby teraz nie przebierać zbytnio w dosadnych słowach. Usłyszymy więc kilka „fucków” (najwięcej tych skierowanych do Donalda Trumpa), poza tym jedno wielkie oskarżenie społeczeństwa, które samo zgotowało sobie taki, a nie inny los, otumanione przez chciwych polityków, wielkie koncerny i chodzące na ich smyczy media (…)”.


„(…) PG: W szesnastu teczkach, które odnalazłeś wspólnie z Konradem Wojtyłą w Bibliotece Ossolineum we Wrocławiu, znalazło się sześćdziesiąt siedem nieznanych wierszy, osiem tekstów prozatorskich oraz pełna wersja „Dziennika dla Teresy” (zapis korespondencji między Rafałem Wojaczkiem a jego miłością i muzą, Teresą Ziomber). Co z tego materiału wnosi najwięcej zaskakującego dla czytelnika od lat zapoznanego z twórczością pisarza?

MM: Mamy w naszej książce sporą część wierszy Wojaczka z jego pierwszego okresu twórczości – bardzo bezpośrednich, gwałtownych, oddających silne turbulencje wywołane stanem narastającego lęku, w których remedium na jego złagodzenie okazuje przemożna potrzeba schowania się w drugim człowieku, co wiąże się bezpośrednio z naruszaniem tabu i przekraczaniem konwencjonalnych norm. Wiersze z późniejszych lat odznaczają się potęgowaniem barokowej wyobraźni, służącej poecie do wyłaniania szerszej perspektywy, w której podmiotowe zestrojenia wizji ziemskich losów osamotnionej jednostki kontaminowane są z głodem religijnym i jednocześnie z dotkliwym poczuciem znikliwości samego życia. Frapujące są też wiersze z ostatniej fazy twórczości – jak np. wiersz Mirecka, podany w formie monodramu. Same wiersze z pewnością bardzo mocno dookreśla właśnie Dziennik mikołowski pisany w 1966 r. dla Teresy Ziomber. Jest tam przedstawiony proces powstawania dla niej wiersza, z jednoczesnymi zapisami - urywkami odnoszącymi się do stanu psychicznego i mentalnego jego autora. Innymi słowy, jest to spory tygiel różnych sekwencji przybliżających czytelnikowi spektrum zajmujących Wojaczka naonczas spraw. Całość dopełnia nieznana wcześniej proza… 
    
No właśnie. Na okładce teczki, w której znalazła się odkryta przez Wojtyłę oraz Ciebie proza, znajduje się odręczny – jak wiemy to dziś z wydanej właśnie książki – w swojej indywidualnej ocenie bardzo mylący zapisek jej autora, który brzmi: „Bardzo zła proza – Rafał Wojaczek”. Tymczasem jej zawartość zaskakuje nie tylko z powodu oczywistej literackiej jakości…

Zaskakuje – tak sądzę – przede wszystkim sam fakt, że w archiwum spuścizny literackiej Wojaczka znajdowała się proza w postaci ośmiu opowiadań, która – do momentu naszej kwerendy – w ogóle nie była przeglądana, więc o jej istnieniu właściwie nie wiedział nikt, choć jej obecność w zasobach Biblioteki Ossolineum jest wyszczególniona w książce – wydanej przez BO w 2001 r. - zawierającej pełen inwentarz zbiorów rękopiśmiennych autorów, których spuścizna jest zdeponowana we wrocławskiej Bibliotece. A więc nikt po to nigdy nie sięgnął. Kiedy zaczynaliśmy przeglądać owe opowiadania, wiedzieliśmy już, że jesteśmy niemal sensacyjnego odkrycia, albowiem fakt jej istnienia ewidentnie podważa utrzymywaną od 40 lat tezę, że Wojaczek był tylko autorem tomu opowiadań pt. „Sanatorium”. Był to dla nas oczywisty sygnał do podjęcia wzmożonych prac redakcyjnych nad owym opowiadaniami i poważny zaczyn pomysłu wydania ich – wraz z nieznanymi wierszami – w jednym tomie. Jakość tych próz jest – jak większość tego, co stworzył Wojaczek – zdumiewająca. Ich skupiony, a zarazem wielce wyrafinowany język, tematyczna ekspozycja związana z dbałością o dobywanie egzystencjalnego anturażu , narracja oparta częstokroć na monologu wewnętrznym lub na konceptualnym toku opowieści  i swoisty klimat wywiedziony z radykalnego, transgresyjnego ruchu oscylującego wokół gwałtownego naruszania sacrum – to - w telegraficznym skrócie – kwintesencja prozatorskiego stylu Wojaczka, ufundowanego na bardzo precyzyjnym, skrupulatnym odmalowywaniu poczynań jego bohatera, uwikłanego w szereg zdarzeń, posiadających silne zakotwiczenie w biografii autora. 

Wspomniane rękopisy zostały zdeponowane przez brata poety Andrzeja Wojaczka już w 1986 r., a ich dokładny spis zawartości znajdował się w opublikowanym przez bibliotekę inwentarzu rękopisów z 2003 r. Jak to możliwe, że tak długo musiały czekać na swoje odkrycie, pomimo, że już w roku 2014 wydany nakładem Biura Literackiego tom „Wiersze i proza 1964-1971” zapowiadano jako „najpełniejszy zbiór utworów Rafała Wojaczka”. Jak to świadczy o jakości dotychczasowych badań nad spuścizną autora „Sezonu”?

Kwestia ta jest dla mnie też zagadką. Nie wiem, dlaczego tak się stało, że w szeregu wydań twórczości Wojaczka opierano się tylko na tym, co jakoś było już dostępne, na przykład w innych publikacjach książkowych, natomiast nie sięgano po rzeczy, chociażby, rozproszone lub rozsiane, nie mówiąc już o rzeczach spoczywających w archiwach. Myślę, że właśnie nasza książka uświadamia ów rozziew bardzo mocno, ponieważ wykazuje wręcz wielość zaniechań, mankamentów i przeoczeń w opracowywaniu owych książek, które – intencjonalnie – miały uchodzić za działa zamknięte. Podejrzewam też, że cała ta sytuacja jest pochodną pewnych zawierzeń – szczególnie ma to miejsce w przypadku prozy.

W tej samej bibliotece wrocławskiego Ossolineum rok wcześniej Radosław Młynarczyk odnalazł trzy rękopisy „Wilka”, zaginionej powieść Marka Hłaski. Zrobił się wtedy wielki szum medialny podobny temu, jaki pojawił się przy okazji wydania „Kronosa”, intymnego dziennika Gombrowicza. Do dzisiaj nie wiem, czy jego opublikowanie to było wielkie wydarzenie, czy raczej literacki humbug? „Nie te czasy. Utwory nieznane” humbugiem z pewnością nie są, a jednak waszemu odkryciu nie towarzyszy choćby zbliżona do tamtych obróbka medialna…

Trudno byłoby się spodziewać jakiejś poważniejszej obróbki medialnej względem takiej książki jak ta, chociażby z racji tego, że posiada ona absolutnie niekomercyjny charakter. To książka dla „wtajemniczonych”. Aczkolwiek sama „obróbka medialna” – co warto chyba podkreślić - nie jest wynikiem przeogromnego zaaferowania daną książka, tylko sumami pieniędzy, jakie dane wydawnictwo przeznacza na jej promocję, chcąc nagłośnić daną pozycję jak najszerzej. My takich kwot bynajmniej nie mieliśmy, ale i też nigdy nie myśleliśmy o reklamowaniu naszych wydawnictw w ten sposób. Po paru tygodniach od publikacji Nie tych czasów ukazały się trzy recenzje w styczniu 2017 r. (Instytut Książki, Dwutygodnik i Newsweek), niezliczona ilość informacji o tym, że książka się ukazała, i odnotowujemy bardzo dobrą jej sprzedaż. A to dopiero początek drogi.  

Czy w czasach, w których społeczeństwu od wielu już lat serwuje się politycznego „zakalca”, a w niewielkim tylko stopniu niezależne od polityki kulturalnej państwa samorządy realizują ustawę o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej głównie metodą „igrzysk”, poszukiwanie literackiego świętego Graala ma jeszcze sens? Czy właśnie – ma sens tym bardziej?

Zdecydowanie to drugie. Ma sens tym bardziej, i to w poprzek tego, co zaczyna się gwałtownie wdzierać do życia literackiego. Od parunastu miesięcy obserwujemy tępe, toporne i ręczne wygaszanie kultury literackiej w tym kraju, wygaszanie – dodajmy  - oparte na nie dotowaniu wydawnictw i przedsięwzięć literackich, które nie zawierają w sobie czynnika narodowo- katolickiego, czyli jedynie słusznego, uznawanego i preferowanego przez brunatnie obecnie rządzących. Tak więc dobywanie działań wszelakich – już niezależnie od ich charakteru – które będą zawierały w sobie i kontynuowały zarazem wolność i swobodę artystyczną, niezależnych od suto opłacanych realizacji pod kątem ustanawianych wymogów, może okazać się jedyną szansą ocalenia przed tym dyktatem. Świętym Graalem może, po prostu, za niedługo stać się wydanie tomu wierszy czy książki, które nie będą miały nic wspólnego z takimi aspektami, które są tak stanowczo lansowane przez rządową politykę kulturalną. Brzmi to przerażająco. Ale tak właśnie się obecnie dzieje (…)”.

wtorek, 7 listopada 2017

Nieznana powieść W. Wirpszy – spotkanie w IM


Instytut Mikołowski zaprasza na spotkanie poświęcone premierze nieznanej powieści Witolda Wirpszy Sama niewinność (Wyd. IM, 2017). Udział wezmą: prof. Dariusz Pawelec (redaktor tomu) i prof. Adam Poprawa. Prowadzenie: Maciej Melecki.

10. 11. 2017, godz. 18.00

 O książce:

„Sama niewinność” – taki tytuł nosi powieść ukończona w roku 1975 przez Witolda Wirpszę, ostatnie duże prozatorskie dzieło pisarza, dotąd nie ogłoszone drukiem. Jej maszynopis odnalazł w Bibliotece Muzeum Polskiego w Rapperswilu w Szwajcarii profesor Dariusz Pawelec z Uniwersytetu Śląskiego (edytor także innych dzieł Wirpszy), który przygotował dzieło do druku i opatrzył posłowiem.
         Powieściowa akcja rozgrywa się pod koniec lat 50. w PRL-owskiej rzeczywistości. Zapis spotkań pary głównych bohaterów: „socjalistycznego milionera” (przedstawiciela tzw. „czerwonej burżuazji”) i studentki socjologii rozwija się w duchu psychothrillera, stając się przy tym pretekstem do odsłaniania grozy i absurdów ówczesnej rzeczywistości. Co ważne, nie jest to powieść, której lekturę ogranicza wymiar historyczny. Zarówno nowoczesny zdialogizowany język, dowcip, ironia, jak i wciąż aktualne przesłanie, mają charakter uniwersalny. Niezliczone barwne anegdoty, zapisy zeznań i donosów, stają się podstawą paraboli, opowiadającej o kłamstwie i strachu. Ujawniane są tu stałe mechanizmy zawłaszczania Państwa przez polityków. Groteska Wirpszy, w opinii Przemysława Czaplińskiego, pokazuje jak komunizm „kusił społeczeństwo ofertą niewinnej demoralizacji (ważne okaże się tu połączenie seksu z gospodarką)”. Świat powieści, według krytyka, jest „zarazem groźny i śmieszny, obrzydliwy i żałosny”.
         Publikacja „Samej niewinności” uzupełnia obraz polskiej literatury emigracyjnej. Witold Wirpsza (ur. 1918), wybitny poeta kojarzony z „lingwizmem”, znakomity tłumacz z niemieckiego (np. „Doktora Faustusa” Tomasa Manna), po publikacji za granicą eseistycznej, legendarnej już książki „Polaku, kim jesteś?” (1971), musiał pozostać na emigracji. Zamieszkał w Berlinie Zachodnim, gdzie zmarł w roku 1985. Instytut Mikołowski od 2005 r. wydaje dzieła Wirpszy. Powieść Sama niewinność jest piętnastą pozycją w edytowanej kolekcji dzieł zebranych pisarza.


WITOLD WIRPSZA - ur.  4.12. 1918 r. w Odessie, zm. 16.09. 1985 w Berlinie, gdzie został pierwotnie pochowany (obecnie grób pisarza znajduje się w Warszawie przy. ul. Wałbrzyskiej). Poeta, prozaik, krytyk, tłumacz z j. niemieckiego. Mąż Marii Kureckiej. Szkołę średnią ukończył w Gdyni (1936). Debiutował poetycko w „Kuźni Młodych” (1935). Studiował na Wydziale Prawa UW oraz, równocześnie, pianistykę w Wyższej Szkole Muzycznej. We wrześniu 1939, po obronie Oksywia, osadzony w oflagu Neubrandenburg, następnie w Grossborn. Po wojnie zamieszkał w Krakowie, gdzie w roku 1945 odbył debiutancki wieczór autorski. W latach 1947-1956 mieszkał w Szczecinie. W latach 1956-57 pracował w redakcjach „Po prostu” i „Nowej Kultury” w Warszawie. Po pobytach na stypendiach w Berlinie (1967-68 i 1970) oraz w Lucernie (1970) zamieszkał w roku 1971 w Berlinie Zachodnim. Po odmowie przedłużenia paszportu w roku 1972 podjął wraz żoną decyzję o emigracji. Autor wielu zbiorów poezji, książek eseistycznych, a także zbiorów opowiadań i powieści: Na granicy (1954), Stary tramwaj i inne opowiadania (1955), Pomarańcze na drutach (1964), Morderca (1966), Wagary (1970).

Instytut Mikołowski
ul. Jana Pawła II 8/ 5
Mikołów