W nowym numerze gdańskiego kwartalnika
Gazeta Literacka „Migotania” /4 (45) 2014/ pod redakcją Zbigniewa Joachimiaka, znaleźć
można – obok m.in. wierszy Marty Fox, Beaty Patrycji Klary, Karola
Maliszewskiego i Kazimierza Brakonieckiego, prozy Macieja Meleckiego i
Grzegorza Kociuby, eseju o Stanisławie Barańczaku Anny Łozowskiej-Patynowskiej
/fragment/, listów Witolda Wirpszy do Marii Kureckiej i wielu innych interesujących
pozycji – dwa moje teksty: felieton zatytułowany „Sfrustrowany poeta w dryfie” /str.
2/ oraz recenzję z książki Krzysztofa Kleszcza „Przecieki z góry” (Wydawnictwo
Kwadratura, Łódź 2012) - /str. 50/. Anonsowany numer „Migotań” w formacie PDF
do pobrania tutaj.
środa, 11 lutego 2015
niedziela, 8 lutego 2015
Recenzja „Golema” w „Migotaniach”
W
najnowszym numerze gdańskiej Gazety Literackiej „Migotania” (Nr 4 /45/ 2014)
opublikowano recenzję „Golema” autorstwa Grzegorza Kociuby. Tekst zatytułowany „Gorzki
smak świata” znalazł się na stronie 48 pisma. Zainteresowanych zapraszam do lektury.
Grzegorz Kociuba, GORZKI SMAK ŚWIATA, [w:] „Migotania” Nr 4 (45) 2014
Świat był sklejony
ale sie rozdarł.
Piotr Gajda
Wiersz Abdykacja,
otwierający najnowszy tom Piotra Gajdy zatytułowany Golem, to niewątpliwie
jedna z bardziej poruszających i uczciwych autocharakterystyk, jakie ostatnio
czytałem w najnowszej polskiej poezji. Ten wiersz nie tylko jednak przenikliwie
diagnozuje naszą duchową i egzystencjalną sytuację, ale także zapowiada tonację
oraz tematykę utworów składających sie na Golema.
Podmiot wyznaje wprost:
(…) Oto jestem –
produkt i odpad ze wszystkich
garbarni planety,
struga przemierzająca wszerz i
wzdłuż
wszechświat dyzenterii. Cząstka
pozbawiona
stempla na powłokach ukrytych pod
martwica dni.
Znieruchomiała pośród materii i
gazu jak latawiec
z dzieciństwa w próżni wieku
męskiego.
Sytuowanie
siebie po stronie odpadów wskazuje na jednostkową ale też kulturową klęskę dzisiejszego człowieka, którego przecież uczono, że
jest „na podobieństwo Stwórcy”. Najwyraźniej z tej godności zostało niewiele
albo zgoła nic, skoro jest się tylko anonimowym „produktem i odpadem”, skoro
istnieje się w rzeczywistości permanentnie chorej, zdegradowanej, ogołoconej z
duchowości i sensu.
Bez
mała w każdym wierszu z Golema znajdziemy obrazy, metafory, sformułowania,
które trafiają w sedno naszej dzisiejszej kondycji, które zapisują naszą
szamotaninę w poszukiwaniu sensu, racji, celu. Bohater wierszy Gajdy przeżywa
świat jako permanentną prowizorkę, jako strukturę chwilową i płynną, w której
niczego nie można ustalić i utrwalić. Porównuje rzeczywistość do „powypadkowej miazgi”,
w której nie sposób odnaleźć życia i rozeznać kształtów. Jakie są przyczyny tak
pożałowania godnego stanu rzeczy? Jest ich zapewne niemało, ale dwie od razu
rzucają sie w oczy: erozja tradycji i wiary. W wierszu Ziemia jałowa podmiot
powiada o swoich przodkach:
(…) Od żadnego z nich
nigdy nie dostąpiłem daru, łyku
ożywczego soku, wszyscy byli jak
wielki, usychający baobab. Zajęci
niby
mrówki, subtelni jak korniki
drążące
korytarz w umierającym żywicielu,
ruchliwi niczym muchy na
usychającym
łajnie.
A w wierszu Vaterland pyta:
(…) Z kim mamy unię? Ten żałosny
pakt w imię przyszłości naszych
miotów. Przymierze
krain jałowych niby rzeźnie. I
niechęć ludu do noża
Redukcja
przodków do insektów i owadów to nie tylko wyraz osobistego rozczarowania,
najczęściej mitologizowana i infantylizowana, spuścizna, ale przede wszystkim kwestionowanie
języka tradycji, ciągłości jako skutecznego międzypokoleniowego przekazu. Ten
przekaz nie spełnia swej roli, gdyż w miejsce realnej prawdy nieustannie
podstawia iluzje, złudzenia, chwilowe i doraźne interpretacje, klecone
pospiesznie na takie czy inne polityczne albo społeczne zapotrzebowanie. Ten
przekaz odbywa się w sferze niskiej, przyziemnej, horyzontalnej, już go nie
stać na wertykalną, metafizyczną perspektywę.
Gajda
nie ma także złudzeń co do kondycji dzisiejszej Europy wytrawionej z ideałów i
dalekosiężnych wizji, pogrążającej się w instytucjonalnej i proceduralnej
stagnacji. Znowu, niestety, aktualna okazuje sie metafora „ziemi jałowej”, z tą
wszakże różnicą, że dzisiaj jest to jałowość konsumpcji, wygody, hedonizmu, a
zarazem strachu przed ryzykiem wielkich wyzwań i decyzji.
Z
religią i wiarą sprawa również nie wygląda dobrze:
(…) Zaprawdę wielu tym, co
niegdyś
uwierzyli w loterie zbawienia,
zostały okruchy
rozsypane pod naciągnietą
sprężyną.
(Zdradzic sól)
Wiara, która zwycięża, nieuchronnie staje się instytucją, a ta, formalizując wiarę, wytrawia ją/może wytrawiać z najważniejszego;
autentyzmu indywidualnego doświadczenia. Nie ma już niezawodnego kompasu
pokazującego kierunek. Nic wiec dziwnego, że „Dni są zdezorientowane jak
notatki z domu/ obłąkanych”, że „nadchodzą czasy błędnych obliczeń/ sporządzanych
w oparciu o ekonomiczne filary lub/ zwichnięte palce opatrzności”.
W
wierszach Gajdy rzeczywistość zdaje sie już sama w siebie nie wierzyć, raz po
raz łapie sie na tym, że siebie udaje, próbując sprostać czemuś, czego nie
potrafi określić, rozpoznać, zdefiniować. Sacrum, w tego rodzaju rzeczywistości,
pojawia sie jako bóstwo zdegradowane, jako „Golem, Morlok”.
Nie
jest sprawą przypadku, że w Golemie po Abdykacji pojawia się Morfem;
jeden z najważniejszych wierszy tego tomu. Wiersz, dodajmy, badający relację
pomiędzy językiem, władzą, siłą. Zestawmy ze sobą trzy frazy z tego wiersza: „Nasz
alfabet leży w gruzach”, „język, gestykulując,/wydaje rozkazy”, „Siła nadal
jest przed prawem”.
Nieszczęście zaczyna się zawsze na poziomie elementarnym! Dla autora Demoludów
tym nieszczęściem jest degradacja języka jako gwaranta
znaczeń i wartości. Jeżeli z językiem można zrobić wszystko, to i ze światem, z
wartościami… „wszystko wolno”. Na rezultaty nie trzeba długo czekać! Ich imię –
„marsz ku nicości”. Ważność, żeby nie powiedzieć wielkość, wiersza Morfem polega
również na tym, że uzmysławia nam, co dzieje sie z nami i naszym światem, gdy
nie pilnujemy RÓŻNICY; gdy nie rozróżniamy juz pomiędzy: istotnym a doraźnym,
uczciwym a kłamliwym, szlachetnym a cynicznym, banalnym a odkrywczym,… Tam
gdzie „alfabet leży w gruzach” ustanawia swą dyktaturę cyniczna siła, która
definiuje siebie jako „jedynie słuszne prawo”. I nie oszukujmy sie, że to
„prawo” obowiązuje wyłącznie w systemach autorytarnych!
Golem
to czwarta książka poetycka w
dorobku Piotra Gajdy. Z perspektywy czterech tomów widać ewolucje tej poezji.
Autor Hostelu zaczynał od wierszy,
które zdawały sie sprawdzać, badać własne możliwości imaginacyjne i artykulacyjne.
Te wiersze, operujące zaskakującymi asocjacjami, szybkimi przekserowaniami
znaczeń, nieprzewidywalna metafora i nieobliczalną frazą, zbliżały się do języka
hermetycznego, który – tak przynajmniej odczytuje zamysł poety – stanowił przeciwieństwo
banalnego, trywialnego, zużytego znaczeniowo języka codziennej komunikacji, ale
też społecznego dyskursu. Poeta próbował w ten sposób ocalać podmiotowość widzenia
i wypowiadania swej rzeczywistości.
Poczynając od Demoludów wkracza
do poezji Piotra Gajdy świat w jego konkretnych przejawach. Wiersze stają sie
coraz bardziej z a a n g a ż o w a n e w nasze tu i teraz, nic więc dziwnego,
że mają wiele z protestu, diagnozy, demaskacji, oburzenia. Nie tracąc nic ze
swej poetyckiej świeżości, gdyż Gajda umiejętnie łączy ze sobą różne tonacje,
estetyki, dykcje, zyskują na poznawczej wiarygodności i etycznej wyrazistości,
bowiem sytuują siebie bliżej konkretnego życia, stając sie nierzadko gwałtowną
reakcją na dotkliwe przypadłości nas samych i świata jaki codziennie pitrasimy.
Nie ukrywam, że bardzo mi to jako czytelnikowi odpowiada, gdyż wiersz –
przynajmniej dla mnie – powinien być nie tylko… CZYMŚ, w sensie jego
literackiej jakości, ale także winien być… O CZYMŚ, w sensie rangi przeżyć,
doświadczeń, rozpoznań jakie podejmuje i nazywa. Nie muszę dodawać, że wiersze
autora Golema spełniają powyższe wymogi świetnie i przekonująco.
Grzegorz Kociuba -
Urodzony 19.02.1963
roku w Tarnowcu k. Jasła. Poeta, krytyk literacki, pedagog. Opublikował książki poetyckie: Obserwacje (1991), Budzenie twarzy (1997), Ślady i znaki (2001), Widoki i widzenia (2005), Powiększenia.
Wiersze 1991-2006 (2009), Stonka i inne wiersze (2011), prozę Ktoś (2003)
oraz pracę krytycznoliteracką Maski/Twarze. Eseje, szkice, recenzje o
poezji (2009) oraz Twarze rozbitka. Poezja i eseistyka Krzysztofa Karaska (2013). Członek
SPP. Stypendysta Ministra Kultury. Jako krytyk zajmuje się głównie polska
poezją współczesną i najnowszą. Współpracuje m.in. z „Twórczością”,
„Toposem”, „Arteriami”, „Migotaniami”. Polonista w LO im. M. Kopernika w
Tarnobrzegu. Jego wiersze były tłumaczone na: angielski, czeski, serbski,
ukraiński, włoski. Mieszka w Tarnobrzegu.
piątek, 6 lutego 2015
Walentynkowa Kawiarnia Literacka w Łodzi
Dom
Literatury w Łodzi zaprasza
w dniu 12.02.2015 roku o godzinie 19.00 na spotkanie autorskie Agaty
Ludwikowskiej, autorki tomu poetyckiego Sezon
w sobie (SPP Oddział Łódź/Dom Literatury w Łodzi, 2014) oraz Piotra
Gajdy, autora tomu Golem
(Instytut Mikołowski w Mikołowie, 2014), które odbędzie się w ramach imprezy Walentynkowa
Kawiarnia Literacka (w programie: Turnieju Wiersza Erotycznego). Prowadzenie Rafał Gawin.
O książce Agaty Ludwikowskiej:
„Napisać dobry tytuł
wcale nie jest łatwiej niż napisać resztę. Szczególnie przy takich wygadanych
wierszach, które musi trzymać w ryzach deklaracja trójzwrotkowości. Lecą te
prostokąciki strof niby klatki filmu, ale przeważają nie ujęcia w atelier
siebie, tylko w plenerach. Wbrew tytułowi. Bo czyż konotacje Rimbaudowskie,
albo anty-Sartre’owskie (skoro w sobie, a nie w innych) nie robią się papierowe
– w zetknięciu z papierówkami ze strony 31?”.
O książce Piotra Gajdy:
„Poczynając od Demoludów wkracza
do poezji Piotra Gajdy świat w jego konkretnych przejawach. Wiersze stają sie
coraz bardziej z a a n g a ż o w a n e w nasze tu i teraz, nic więc dziwnego,
że mają wiele z protestu, diagnozy, demaskacji, oburzenia. Nie tracąc nic ze
swej poetyckiej świeżości, gdyż Gajda umiejętnie łączy ze sobą różne tonacje,
estetyki, dykcje, zyskują na poznawczej wiarygodności i etycznej wyrazistości,
bowiem sytuują siebie bliżej konkretnego życia, stając sie nierzadko gwałtowną
reakcją na dotkliwe przypadłości nas samych i świata jaki codziennie pitrasimy”.
Grzegorz Kociuba
Więcej informacji tutaj.
Więcej informacji tutaj.
DOM LITERATURY
ul. Roosevelta 17
90-056 Łódź
tel. 42 636 68 38
tel./fax 42 636 06 19
e-mail: kontakt@dom-literatury.pl
90-056 Łódź
tel. 42 636 68 38
tel./fax 42 636 06 19
e-mail: kontakt@dom-literatury.pl
środa, 4 lutego 2015
XXIII edycja OKP im. Rafała Wojaczka
Instytut Mikołowski ogłasza XXIII edycję
Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Rafała Wojaczka. Warunkiem uczestnictwa jest
nadesłanie zestawu trzech niepublikowanych wcześniej wierszy w czterech
egzemplarzach, opatrzonych godłem, z dołączoną kopertą, posiadającą takie samo
godło, zawierającą dane autora ( imię, nazwisko, adres, tel. kontaktowy, adres
e -mailowy), i odcinek wpłaty 20 PLN na konto
Instytutu Mikołowskiego (Mikołowski Bank Spółdzielczy: 33 84360003 0000 0000 1573 0001), za jeden
zestaw - stanowiącej podstawę uczestnictwa w konkursie - do dnia 2 maja
2015 r. (liczy się data stempla pocztowego), na adres:
Instytut Mikołowski,
ul. Jana Pawła II 8/5,
43 – 190 Mikołów.
Ogłoszenie wyników konkursu i przyznanie
nagród (1800 PLN do podziału), nastąpi 8 maja, 2015 r. o godz. 17, w
siedzibie Instytutu Mikołowskiego.
Jurorami tegorocznej edycji konkursu
będą: Waldemar Jocher, Piotr Gajda (przewodniczący) i Konrad Wojtyła.
Dodatkowych informacji udziela się pod
nr tel.: (032) 7336193 lub adresem e – mailowym: instytutmik@poczta.onet.pl
niedziela, 1 lutego 2015
Podsumowanie roku 2014 wg Rafała Gawina
W przedostatni dzień grudnia na
portalu instytutksiazki.pl Anna Kałuża opublikowała
tekst zatytułowany „Raz, dwa, trzy, cztery: 2014 w poezji”, który jest jedną z
nielicznych (a najprawdopodobniej jedyną) próbą podsumowania minionych dwunastu
miesięcy w polskiej poezji: „W
2014 roku ukazało się sporo książek poetów znanych i od kilkudziesięciu lat
obecnych na scenie poetyckiej. Mamy już zatem grono autorów, które przynajmniej
od 1989 roku współtworzy literacki krajobraz, pracując na jego stałe punkty
odniesienia, inne niż – uogólniając – wiersze Różewicza, Miłosza, Herberta i
Szymborskiej” – pisze w nim tytułem
wstępu krytyczka, przytaczając nazwiska i tytuły kilkunastu autorów oraz
tomików poetyckich (link do tekstu).
Warto na zasadzie kontrapunktu stworzyć wobec tej opinii własną, zgodną
albo polemiczną, po prostu alternatywną, która w głuchej ciszy niewyartykułowanych omówień odnoszących się do poezji w roku 2014, stanowiłaby
oczywistą wartość dodaną, by „dać odpór” monopolowi jedynego wskazania, które
może zostać potraktowane jako obowiązujący projekt zagospodarowania
przestrzeni poetyckiej minionego roku. Aby to sobie ułatwić, należy stawiać
pytania. Oto one:
Jakie książki poetyckie zrobiły
na Was największe wrażenie w ubiegłym roku i dlaczego? Najważniejsze debiuty
ubiegłego roku? Najbardziej niedocenione książki poetyckie, które ukazały się w
minionych 12 miesiącach? Którzy autorzy zdecydowanie zawiedli, a ich książki
rozczarowały? Jakie są Wasze prognozy na nadchodzący sezon nominacji 2015?
________________________________________________________________
Rafał Gawin
Wiele pustych pól i średnich zbiorów
Pieśń nuci i nudzi, jeśli
wie, że warto
zamęczyć ich zgiełk
Andrzej Niewiadomski
Na początek
errata: skupiłem się na książkach, w których powstawaniu nie brałem udziału.
1. Jakie książki poetyckie zrobiły na Was
największe wrażenie w ubiegłym roku i dlaczego?
Wielu autorów
pisze wiersze, a potem i tak wszystkich dystansuje Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki.
Nic się nie zmieniło: popularny Dycio kontynuuje pisanie tego samego wiersza
(choć jakby krótszymi frazami i zdaniami), jednakże jego poziom nie spada; a
wprost przeciwnie – pojawia się w nim więcej ironii i dystansu do osoby
mówiącej, którą nawet trzeba utożsamić z autorem. Więcej – wręcz rozprawia się
z katarynkowymi (ale jaka to katarynka!) pomysłami na wiersze w poprzednich
książkach, pastiszuje swoje nieśmiertelne „zajawki”. Heja hej!
Pozytywnie
zaskoczył mnie Piotr Janicki, do tej pory kojarzący mi się przede wszystkim
tylko z poetyckim żartem (choć jego debiutancką książkę swego czasu studiowałem
dość dokładnie). Wyrazy uznania za Wyrazy
uznania! Wdzięczność z mojej strony za tego typu lekkie i dynamiczne
podejście do banalizmu, łączenie niskiego z niskim, by wskutek zabiegów
interpretacyjnych powstało wysokie albo przynajmniej takie, które można by nazwać
akuratnym: bez zbędnych uniesień, zabiegów formalnych i puentowania za wszelką
cenę.
Jakobe Mansztajn utwierdził mnie w przekonaniu, że
w poezji, jak w mało której sztuce, można w sposób wiarygodny i pełny zrobić
coś z niczego. I to jeszcze w taki sposób, że pojawią się
uniwersalne konteksty, że gdzieś w tle załopocze flaga zredefiniowanej Polski,
pod którą – niekoniecznie z okazji uroczystego obiadu – usiądzie zredefiniowana
rodzina. Ale jednak najbardziej brakuje mi udziału Dariusza, bohatera
lirycznego powołanego na potrzeby tego tomu, jak się później okazało – tylko
epizodycznego. Dawno nikt tak pięknie nie mówił, że się boi powiedzieć coś
ważnego – i tę trawestację kieruję do duetu D.J.
Izabela
Kawczyńska przywróciła mi wiarę w literackie wzruszenia. Chłopcy dla Hekate wręcz przerażają pełnią ujętego w nich
doświadczenia. Praktycznie każdy głos, któremu autorka udostępnia możliwość
opowiadania w pierwszej osobie, wybrzmiewa mocno i dotkliwie. Zatrzymują i bolą
powtórzenia, wielokrotne i w swoim wydźwięku daremne jak odmawianie litanii dla
nieistniejącego boga. Rozpędziłem się, OK. Ale jeśli wiersze mają tyle gadać,
niech robią to właśnie w taki sposób.
2. Najważniejsze debiuty ubiegłego roku?
Długo szukałem
debiutów, które by ze mną i we mnie zostały na dłużej. I w końcu dotarł do mnie
Log out Dawida Staszczyka, swego
rodzaju poetycki coming out warszawianina (zresztą tytuł nie ma nic z
przypadku), jego credo, pełne długich
fraz i krótkich szczerych wyznań, składających się na przekonywującą opowieść o
ciele i walce ze stereotypami. I konsekwencja formalna (nie licząc jednego,
zresztą mniej udanego wiersza „rodzinnego”) nie zabija różnorodności pomysłów na
ujęcie, wydawałoby się, tendencyjnego głosu w sprawie polifonii odbioru
rzeczywistości.
Drugi, który
mnie w jakiś sposób usidlił, to Michał Kozłowski, który krótko i
bezpretensjonalnie rozprawia się z codziennością. Owszem, jego wiersze zyskują
wtedy, gdy odpuszcza sobie gry językowe oparte na zmianie pojedynczych
samogłosek czy spółgłosek, zwłaszcza gdy opierają się o dość łatwowpadalne, a
przez to wtórne pomysły. Ale to, na szczęście, tylko dekoracje, w wersjach
mocno opatrzonych pojawiające się jedynie w kilku wierszach.
3. Najbardziej niedocenione książki
poetyckie, które ukazały się w minionych dwunastu miesiącach?
Księga meldunkowa Macieja Roberta.
Jeżeli w kraju, w którym czytelnictwo dogorywa (choć nie we wszystkich
segmentach rynku wydawniczego, co potwierdza pozytywne nastawienie do niego np.
Andrzeja Pilipiuka; tyle że my poruszamy się po merkantylnych obrzeżach), jeden
z prężniejszych recenzentów wydaje książkę i praktycznie nie spotyka się ona z
odzewem, echo słychać na puszczy i nikt nie podejmuje dialogu, mimo że przy
pisaniu wierszy do tego zbioru autorowi przyświecała ułatwiająca do nich dostęp
definicja poezji: pisanie o tym, co proste, w prosty sposób, to wiedz, że nic
się nie dzieje. Zjada nas nisza i nawet nie wypluwa naszych resztek.
Golem Piotra Gajdy. Pierwsze recenzje
pojawiły się dopiero niedawno, a próżno szukać wzmianki o tym tomie w mediach
choćby zbliżonych do głównego nurtu, choćby i biorąc pod uwagę tylko prasę
środowiskową. A jeszcze na domiar złego autor wychodzi z inicjatywą
podsumowania, więc jako gospodarz debaty zostanie pewnie w niej zmarginalizowany.
To się nazywa talent do autopromocji.
4. Którzy autorzy zdecydowanie zawiedli, a
ich książki rozczarowały?
Rozczarowały
mnie kolejne propozycje poetyckie Przemysława Dakowicza, którymi definitywnie
udowodnił, że należy przede wszystkim do świata ideologii (już abstrahuję od
tego, na ile skrajnej), a nie do świata poezji. Sprawność warsztatowa niewiele
zmienia w moim odbiorze podobnych światopoglądowo-wyznaniowych agitek. Przecież
o poezję przestało tutaj dawno chodzić, liczą się interpretacje gęstości mgły i
wysokości sosny, która mogła być iście szatańska.
Już po raz
kolejny rozczarował mnie Bohdan Zadura, tym razem zbiorem Kropka nad i. Od czasu Kopca
kreta, czyli już od dłuższego czasu, serwuje książki nierówne, jakby miały
zmieścić wszystko (vide: zbiór Wszystko),
co w danym okresie napisał naprawdę ważny poeta, punkt odniesienia dla
najmłodszej poezji, który rozmienia się na drobne.
Julia Szychowiak
wydała Intro, zbiór fragmentów i
anegdot, które równie dobrze mogłyby zostać opublikowane – jako dopiski do
linków bądź innych odnośników – na portalach społecznościowych typu Facebook. I
nawet tytuł tutaj niczego nie zmienia, bo z tego typu skrawków i ujęć nie da
się skonstruować nawet porządnej zajawki potencjalnego tomu autorki Wspólnego języka w przyszłości. Czyżby
jednak winę za tego typu przedsięwzięcie ponosił wydawca, który słynie z
narzucania terminów wydawania następnych książek swoim autorom?
5. Jakie są Wasze prognozy na nadchodzący
sezon nominacji 2015?
Rok 2014
obfitował w nowe książki żelaznych kandydatów do nominacji. Dlatego
uwzględnienie na skróconej liście jurorów najnowszych tomów Eugeniusza
Tkaczyszyna-Dyckiego, Justyny Bargielskiej, Bohdana Zadury, Adama Wiedemanna,
Romana Honeta czy – w przypadku Nike – Adama Zagajewskiego i Krystyny
Dąbrowskiej w ogóle mnie nie zdziwi. W Silesiusie pojawi się pewnie Julia
Szychowiak, w Gdyni – Jakobe Mansztajn, w Nike – ponadto, a raczej w końcu –
Krzysztof Siwczyk (biorąc pod uwagę zmianę wydawnictwa na bardziej nobliwe i
nowy wymiar funkcjonowania tego poety na scenie literackiej po otrzymaniu
Nagrody Fundacji Kościelskich). Po cichu liczę na nominację, choćby w jednej z
trzech głównych nagród, dla Macieja Roberta i Samanthy Kitsch, tym bardziej że
ta druga wydała aż dwie książki. Nie wspominam o Piotrze Gajdzie, ponieważ w
prywatnej rozmowie już dawno skazał się na nominacyjny niebyt.
Rok 2014
powinien jednak należeć przede wszystkim do Dariusza Sośnickiego, ten autor,
biorąc pod uwagę jego dorobek, zdecydowanie za długo czeka na splendory. Duże
szanse na docenienie ma jubilat, świętujący swoją pierwszą pięćdziesiątkę
Andrzej Niewiadomski. Postawiłbym też na Krzysztofa Jaworskiego, mimo słabszej
książki, w kontekście starego jak nagrody literackie zwyczaju przyznawania
pojedynczych laurów „za całokształt”.
Na osobny akapit
zasługuje Orfeusz i jego zmieniona kapituła. Możliwe, że to ten moment, kiedy –
w ramach uwiarygodnienia nagrody kojarzonej do tej pory ze środowiskami
literackimi zbliżonymi do „Toposu” – wśród nominacji pojawią się autorzy
reprezentujący szersze spektrum poetycko-światopoglądowe, niekoniecznie
wcześniej publikujący we wspomnianym czasopiśmie.
W przypadku
debiutów łupy podzielą pewnie Marta Kapelińska, Michał Książek i, co piszę z
pewnym zabobonnym zawahaniem, Tomasz Mielcarek. Ten rok był wyjątkowo ubogi,
jeśli chodzi o dziewicze propozycje poetyckie, a te moim zdaniem najciekawsze,
niestety, ukazały się z rzadziej uwzględnianych, mniejszych wydawnictwach. Oczywiście
nie licząc Złotego Środka Poezji, gdzie mogą zaistnieć i Michał Kozłowski, i
Dawid Staszczyk, a prawie na pewno zostaną uwzględnione Dominika Kaszuba i
Kapelińska.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




