Wiersz
Limbus pochodzi z tomu Demoludy wydanego w 2013 roku przez
Instytut Mikołowski. „Demoludy” to potoczna nazwa państw obozu
socjalistycznego, czyli grupy państw sprzedanych przez Zachodnią Europę i Stany
Zjednoczone, rosyjskiemu imperium ze wschodu. Demoludy w istocie były obozem,
wielce nawet podobnym do niemieckich Konzentrationslager, a szczególnie do
sowieckich łagrów. Ale demoludy Piotra Gajdy to także perły wśród mszyc. W
wierszu Wiosna demoludów podmiot
liryczny w ich imieniu – bo demoludy nie chcą lub nie mogą „widzieć” – dokonuje
spowiedzi „dziecięcia wieku”, wieku totalitarnej opresji, ale także spowiedzi z
czasu swojego życia od pierwszych widzeń po najbliższe wczoraj oraz dzisiaj.
Lecz nie jest tak, że poeta zniża się do narodu skarlałego (a może tylko jego
„perłowej” części …) w „kolonię mszyc na liściu”. Językiem Mickiewicza nie
sposób opisać naszej rzeczywistości. Słynne „Nazywam się Milijon – bo za
milijony / kocham i cierpię katusze” – jest przesłaniem o nieodzowności
sprzeciwu wobec każdego urządzenia świata, bo żadne nie było nie jest i nie
będzie doskonałe, a szczególnie wobec takiego, które zostało narzucone obcą
siłą. Jest przesłaniem o roli i powinności poety, także sensie i bezsensie
poezji. W wierszu Morfem (z tomu Golem, Instytut Mikołowski 2014) poeta
dosadniej od nuworyszów krytyki banialuk o końcu historii stwierdza: „Siła
nadal jest przed prawem”. A z tego wniosek, że poezja winna czuwać, gdy inni
śpią. Mickiewicza trzeba „przekładać” na język mszyc, przekładać z przyszłości
w dzisiaj. „Hodowałem ból” – tak prosto, zwyczajnie rozpoczyna Piotr Gajda Wiosnę demoludów. Zaś wiersz tytułowy Demoludów mógłby mieć też tytuł Jesień demoludów: mszyce żyją krótko,
często też stają się – w larwalnej postaci – niewolnicami pszczół, tworzących
przecież totalitarne organizacje. Poza tym: „życie w wysokich temperaturach /
płynie błyskawicznie, bo wówczas dotykasz / powierzchniowej prawdy jedynie po
to // żeby się sparzyć”. Lecz kto – szczególnie spośród pereł – chce pamiętać,
że karnawał trwa krócej niż post?
Każde
kolejne pokolenie jest echem poprzedniego. Wszystko się zmienia i równocześnie
pozostaje takie samo. Czy my, tu i teraz jesteśmy tym echem najsłabszym, czy
tylko daliśmy się na chwile zagłuszyć? Wierszem Demoludy Piotr Gajda odpowiada gwałtownie: „niech diabli wezmą /
ofiary poprawności głoszonej przez archaniołów / apokalipsy. Bo zbyt głośno
szlocha się nad // wykipianym mlekiem z sutek ojczyzny-matki, / gdy za ścianą
anorektyczka sąsiadka mówi tak cicho, / że nie słychać, iż wzywa pomocy”. Echo
najsławniejszego wiersza Władysława Broniewskiego dźwięczy tu mocno: „Są w
ojczyźnie rachunki krzywd …”. Jeszcze mocniej dochodzi dudnienie zew schodu.
Ale Lucyfer stamtąd, zarządca otchłani, nie niesie światła …
W
pierwszych dwóch tomach wierszy Piotra Gajdy, w Hostelu (łódź, 2008) i Zwłoce
(Łódź, 2010) podmiot liryczny kontemplował swoje jątrzące się otarcia i ranki,
na które narażała go rzeczywistość, gdy przeciskał się do „widzenia” jej
istoty. Przeciskał się, też do istoty języka, nicując schematy frazeologiczne i
tradycyjne porządki metaforyczne. I niewątpliwie znamienny jest pierwszy wers w
jego debiutanckim tomie: „Pisałem ze zrozumieniem, że potem niczego się nie
wyprę”. Jakże to odbiega od kłamstw i zaparć pereł! W Demoludach Piotr Gajda – dodajmy, że z pasją moralisty, kierującego
swe przemyślenia do modelowego adresata, którym może być też on sam lub jego alter ego – rozpoznaje rzeczywistość
jako limbus, limbus patrum infantylizujące się w limbus puerorum. Temperatura tych wierszy rośnie – Grochowiakowskie
„Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia” zastępuje myślą nie sformułowaną
wprost, że faktycznie, bunt nie przemija, ale się wzmaga. Jakby nawiązywał do
wcześniejszej deklaracji autora Świętego
Szymona Słupnika: „Powołał mnie Pan
na bunt”. Nota bene w niektórych aspektach estetycznych wcale mu do Grochowiaka
nie jest daleko. Głos poetycki Piotra Gajdy to – czy tego chcemy, czy nie –
nasz głos, to dla nas hodował swój ból”.
Piotrek, ta nagroda ma największe znaczenie bo.......bez szanownej kapituly i całej otoczki towarzyszącej, a widzimisię pana Suchanka jest podbudowane wiedzą i kompetencją - czego więcej trzeba?
OdpowiedzUsuńJerzy, podobnie to odbieram...A cała chwała i tak należna jest Jurkowi Suchankowi, który Otoczakiem z rzeki własnego dzieciństwa, z Soły, zechciał się ze mną wspaniałomyślnie podzielić:)
OdpowiedzUsuń