sobota, 23 lipca 2016

Manifesty, odezwy i dekrety






22 lipca w samym środku kanikuły, w słoneczne i weekendowe piątkowe popołudnie manifestowaliśmy z Kleszczem poetycko, w czym zechcieli nas wesprzeć liczni słuchacze i czytelnicy. Pozostałe okoliczności okazały się radosnym świętem, które mieliśmy przyjemność spędzić wspólnie z publicznością w sali koncertowej tomaszowskiej MBP, gdzie widnieje wypisany złotymi literami na ścianie cytat z Tuwima: „A może byśmy… do Tomaszowa”. Książki się sprzedały (wiersze zmieniły właścicieli), głośno wybrzmiały spisane fraza za frazą na kartach „Śruby Archimedesa” i „Pańskiego płaszcza” manifesty, odezwy i dekrety… 

środa, 13 lipca 2016

Krzysztof Kleszcz i Piotr Gajda – spotkanie w MBP w Tomaszowie Mazowieckim


Zapraszamy na „Manifesty poetyckie”, które odbędą się w dniu 22 lipca 2016 roku o godzinie 18.00 w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tomaszowie Mazowieckim, Plac Kościuszki 18. Poetycko manifestować będą poeci Krzysztof Kleszcz i Piotr Gajda, którzy skupią się na promocji: Krzysztof Kleszcz – wierszy z projektu książki „Pański płaszcz”; Piotr Gajda – tomu „Śruba Archimedesa” (Dom Literatury w Łodzi, 2016). Prowadzenie: Anna Kot. Wstęp wolny! 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Przewodnik po „prokrustowym świecie”


Tomy poetyckie Macieja Niemca „Stan nasycenia” i „Geranium” to kamienie milowe - jak i w związku ze samobójczą śmiercią poety - kamienie graniczne na drodze jego poezji „silnego wzburzenia” (za Michaelem Deguy), rozciągniętej pomiędzy dwoma skrajnymi, lirycznymi uskokami: klasycyzującym, charakteryzującym się najwyższym sznytem warsztatowego „przetarcia”, ale także i tym porośniętym mrocznym bluszczem, wyrosłym  prosto z bebechów poetów wyklętych. 

Zwłaszcza „Geranium” to dzieło, w które można spaść niczym w bezdenną otchłań. Wystarczy tylko wspomnieć, że wchodzące w jego skład wiersze (podobnie jak i te ze „Stanu nasycenia”, książki wydanej w 2012 roku przez Zeszyty Literackie), ze względu na towarzyszący im nieodwracalny kontekst należy uznać za „głos z zaświatów”, co podkreślał już Maciej Melecki, redaktor i wydawca książki z ramienia Instytutu Mikołowskiego, jak również autor posłowia, w którym objaśniał chronologię wydarzeń: „(…) W 2013 r. okazało się, że istnieje jeszcze jeden tom wierszy Geranium – ukończony pod koniec sierpnia 2011 r., późniejszy nominalnie od Stanu nasycenia. Tom ten zawiera istotne wiersze ostatnie, czyli nowe z lat 2009-2011, jak głosi podtytuł. Niektóre z nich ogłaszane były za życia autora w rodzimej prasie literackiej (…), ale korpus tego tomu nigdy wcześniej nie ujrzał dziennego światła – mowa tu o poematach: Ogrody Tracadero czy Bename lub wierszach traktatowych, wyraźnie aspirujących do wypowiedzi o charakterze filozoficznym (…)”. 

Jak to u nas bywa, dopiero po śmierci tak znamienitego autora jesteśmy mu w stanie poświęcić odrobinę więcej uwagi. Warto tu wspomnieć świetny tekst Macieja Woźniaka „Poeta na obu końcach kładki” opublikowany na łamach „dwutygodnika”, w którym płocki poeta i krytyk nawiązując między innymi do szeroko komentowanych słów Andrzeja Franaszka o współczesnej poezji, sytuuje wiersze z „Geranium” ponad doraźnymi literackimi osądami i opiniami.  

W podobnym tonie wypowiadał się również inny poeta, Robert Rybicki (tym razem na łamach „artpapieru”), który w recenzji o symptomatycznym skądinąd tytule „Tekst przeciw recenzjom” domagał się dla Macieja Niemca należnej mu uwagi:  „Tak na dobrą sprawę tej książce należy się poważny esej, a nie zwykła recenzja, książce należy się wnikliwa analiza, a nie pobieżne prześlizgnięcie się po wierszach na potrzeby rynku księgarskiego, jakie tu czynię. Wiersz przesuwa się w stronę medytacji, a jego poziom duchowy podskakuje do tak wysokich rejestrów, że trudno znaleźć odpowiedniki tego typu praktyki poetyckiej w nadwiślańskim kraju”. Wszystko to prawda, ale też prawdziwa jest opinia o tym, jak łatwo i bez wyraźnej przyczyny z kręgu krytyczno-literackiego zainteresowania wypada coś tak znakomitego jak „Geranium”.  

Z tego, co mi wiadomo, do dnia dzisiejszego nie powstał przywoływany przez Rybickiego esej. Czyżby wiersze o podobnej wadze i znaczeniu nie były nikomu już dzisiaj do niczego przydatne? To przecież nieprawda. Tom wydany w roku 2014 zwrócił na siebie uwagę, z tym, że jest to uwaga nie dosyć skupiona, a tylko taka ma szansę zostawić po sobie ślad w naszej nieuważnej rzeczywistości. Zatem wracajcie do tej książki niejednokrotnie, nurzajcie się w oczyszczającej grozie tych wierszy, wpiszcie ją sobie w folder o nazwie „kanon”. Z „Geranium” w ręku, zatrzymajcie się na chwilę gdziekolwiek los was rzucił (i porzucił) w tym pędzie ku nicości. Nie znajdziecie lepszego przewodnika, przydatniejszego kompendium po tym „prokrustowym świecie”.

Maciej Niemiec, „Geranium”. Instytut mikołowski, 2014

Wiersze z tomu

TYSIĄC I JEDEN DROBIAZGÓW

Kobieta z głową pustą z powodu rozpaczy oraz
Spotykania wyłącznie członków jakichś partii,
Mężczyzn, weszła do sklepu tysiąc i jeden drobiazgów
By kupić niewielki prezent dla przyjaciółki.

Minęła wychodzącego ze sklepu czterdziestoletniego
Chłopca z głową pustą z powodu rozpaczy oraz
Tysiąca i jeden drobiazgów; każdy jeszcze mniejszy
Od drugiego, a jednak wciąż rośnie.

Ponieważ bajka nie powinna kończyć się źle
Kobieta wstąpiła do jakiejś partii a chłopiec
Ożenił się z inną, której głowa była pusta z powodu
Rozpaczy, i miał z nią tysiąc i jeden drobiazgów.


DOM

Ten zniszczony dom, który się śni w spokojnej nocy
To przeszłość; ani twoja ani moja – ta, w której mocy
Pozostają sny; ta farba płynąca głęboko pod krwią.

Ta krew, która płynie po białej tkaninie południa
Nie jest ani moja ani twoja; przelana w nocy jakiegoś grudnia
Albo listopada i rodzice naszych rodziców o niej wiedzą.

Czysty dom będzie zawsze sprzątany, bowiem brudy
Na jego podłodze i ścianach narosły przez trasy i trudy
Tak odległe, że dzisiejszy dzień z nich drwi.

Dzisiejszy dzień chciałby być dzisiaj sobą samym,
Niczym innym, a jednak to, co wiemy i czego nie znamy
Nie pozwala mu być sobą samym dłużej niż kilka chwil.


Maciej Niemiec (ur. 7 października 1953 w Warszawie, zm. 25 stycznia 2012 w Paryżu) − polski poeta, pisarz, tłumacz. Od 1987 mieszkał w Paryżu. Otrzymał m.in.: Nagrodę Karla Dedeciusa, Nagrodę im. Zygmunta i Marii Zaleskich oraz Nagrodę Kościelskich (1994). W Polsce publikował w kwartalniku Zeszyty Literackie, we Francji w kwartalniku PO&SIE (Paris), którego był stałym współpracownikiem. W przekładach drukowano jego wiersze m.in. w pismach niemieckich, przekł.: Renata Schmidgall, w Bułgarii (przekł.: Kiril Kadiski) i innych. Urna z jego prochami spoczęła na cmentarzu Père-Lachaise w Paryżu.

Wydał zbiory wierszy:

• Cokolwiek, ponieważ (1989)
• O tej porze świata (1989)
• Kwiaty akacji (1993)
• Małe wiersze (1994)
• Ulica Wód (1996)
• Świat widzialny (1998)
• Dance or die (2002)
• Stan nasycenia (2012)
• Geranium (2014)


Oprócz nich wydał cztery tomy wierszy w przekładach francuskich, m.in. Le quatrième roi mage raconte (L'extrême contemporaine, Belin, 2002), Trente poèmes pour une femme (Atelier la Feugraie, 2001). Ten ostatni ukazał się w tłumaczeniu Fernanda Cambona przy współpracy poety. Przełożył tom prozy: Michel Deguy, Temu co się nie kończy. Tren (Biblioteka Tegle, 2002), oraz wiersze współczesnych poetów francuskich opublikowane w pismach (m.in. Dekada Literacka, Bliza, Zeszyty Literackie).

piątek, 1 lipca 2016

Nowy numer „Migotań”

Po dłuższej przerwie ukazał się kolejny numer Gazety Literackiej „Migotania” (1 [50] 2016), w której życzliwy czytelnik natrafi na dwa moje teksty: felieton zatytułowany „Czy na światło każą panu coś dopłacać?” oraz recenzję tomu Krzysztofa Siwczyka „Dokąd bądź” (wyd. A 5) zatytułowaną „Dom na ruchomych piaskach”. Poniżej krótkie wyimki ze wspomnianych tekstów. Zainteresowanych zapraszam do lektury (zwłaszcza na łamach papierowego wydania pisma).
Zapomniany tomik wierszy sprzed prawie pięćdziesięciu lat (napisać, że przez świat byłoby ogromnym nadużyciem). Pół wieku w literaturze to szmat czasu. Autorzy, na których nigdy się nie poznano w nieco melodramatyczny sposób współtworzą areopag z demencją. Żadne tam polis, omówione, opisane i skatalogowane przez naukę; ich skromny udział zamyka się w drobnym epizodzie jaki nigdy nie doczekał się wzmianki, która miałaby szansę zainteresować także i współczesnych. Natomiast dzieło przetrwa, odnalezione w dalekiej przyszłości w szafie pośród sterty nieaktualnych materiałów reklamowych i brudnopisów, których nie pozbyto się we właściwej chwili tylko dlatego, że po prostu o nich zapomniano. Danina dla moli żerujących w skupiskach starego papieru. Odkryte przy okazji przeprowadzki związanej z gruntowną reorganizacją, przeprowadzaną przez nową ekipę, która po wygranych wyborach zmieniła tę starą a przy okazji zmieniała i resztę rzeczy, żeby wszystko było inaczej gdyż każda władza robi zawsze to samo: dzieli i rządzi. Trzeba przyznać, że i tak miało wyjątkowe szczęście. Natknął się na nie urzędnik, przypadkowo także i poeta, nie trafiło więc na stertę śmieci, lecz do jego kieszeni. Teraz jako artefakt – wyraziciel daremności literatury, która z góry bywa skazana na rozgwar życia monotonny (za Puszkinem), zaś w najlepszym przypadku na świat (który) pójdzie swoją drogą (za Asnykiem) – powróciło jakby z zaświatów (…)”.

„(…) Czyżbyśmy mieli do czynienia z zapętlonym, egzystencjalnym magnum opus autora Centrum likwidacji szkód? Dlaczego akurat egzystencjalnym, a nie na przykład składniowym, alegorycznym, polisemicznym, lub asocjacyjnym? Napotykamy w nim na co najmniej dwa arcyważne dla autora idiomy, które ukierunkowują ten anarchistyczny potok słów: dom i dziecko (topos narodzin). Cóż jednak z tego, skoro ich finalne wykorzystanie nie przynosi wielkiej ulgi ani pomysłodawcy ich wykorzystania w procesie poetyckiej kreacji, ani tym bardziej odbiorcy końcowego dzieła jeżeli oba na wskroś przenika „groza detalu”, postrzeganego jako rozumne trwanie zaoferowane nam bez niczego w zamian. Niejako „po drodze” mamy więc do czynienia ze strofami diagnozującymi słabość i ułomność relacji międzyludzkich, brak komunikacji miedzy światem a jednostką, przepełnionymi tym, co u tego autora wydaje się od pewnego czasu najbardziej wyróżniające – nicością i swoistą bezsilnością (…)”.

piątek, 24 czerwca 2016

Pierwszy obrót „Śruby”


„Pięć łódzkich odsłon” – Karol Maliszewski o najnowszych tomach Biblioteki Arterii i Domu Literatury na łamach stron Literackiej Polski (link). W tekście, obok omówienia książek Renaty Senktas „Clarity”, Tytusa Żalgirdasa „MITYfikacje”, Krzysztofa Gryki „rezonans” , Przemysława Owczarka „Stojąc na jednej nodze”, niezwykle miła opinia Karola o „Śrubie Archimedesa”. Zainteresowanych zapraszam do lektury.