Opowiadam o zestawie, który ukazał się we wspomnianym numerze – link: https://pozalinia.pl/post/authors/piotr-gajda/
Menu
środa, 25 lutego 2026
poniedziałek, 23 lutego 2026
Nowy tom wierszy Marcina Biesa w IM
Nowy tom wierszy Marcina Biesa Osiem minut i dwadzieścia sekund właśnie ukazał się nakładem Instytutu Mikołowskiego.
Szósty tom Marcina Biesa został zilustrowany obrazami Raspazjana, a eskortującyc go tekst napisał Wojciech Fokus Alszer:
„Podobno wszechświat istnieje tylko wtedy, gdy patrzymy. Marcin Bies sprawdza tę teorię, rzucając wyzwanie nicości. Prowadzi nas przez oddziały szpitalne, sterylne sale pachnące lizolem i klatki schodowe, gdzie pali się twarz ze wstydu. Od smrodu spleśniałych ziemniaków po blask krematoryjnych pieców – to podróż przez wszystko, co chcielibyśmy przemilczeć, a co Bies wykrzykuje nam prosto w twarz. Mocna, męska, bezkompromisowa poezja."
Bies po raz kolejny eksponuje w swych wierszach szczątkowe fragmenty poharatnego życia, mocno grawitujące wokół chwilowości, jako jedynego odbieralnego stanu, które są nieustannie komunikowane z perspektywy wyzierającego zewsząd zaniku. Tytuł bowiem odsyła bezpośrednio do czasu, z jakim pokonuje odległość miedzy Słońcem a Ziemią światło, a który nam wszystkim zarazem pozostanie, kiedy Słońce wybuchnie. Owa komunikowalność czyniona jest wielce sardonicznym, cierpkim i do cna przewrotnym językiem, przez co stajemy się świadkami wydobycia licznych pułapek, czyhających nie tylko w lukach najbliższych uwidocznień, ale również w niekończącym się procesie hodowli współczesnego człowieka, o czym, być może, najdobitniej zaświadcza wieńczący tom poemat "Ziemia Cotarda".
piątek, 20 lutego 2026
środa, 18 lutego 2026
Wokół książki P. Matywieckiego „Wiersz po wierszu”
Instytut Mikołowski zaprasza na spotkanie wokół książki Piotra Matywieckiego Wiersz po wierszu (wyd. IM, 2025) z udziałem Janusza Drzewuckiego. Prowadzenie: Maciej Melecki.
20. 02. – godz. 18
Od Autora:
Najserdeczniej
dziękuję Instytutowi Mikołowskiemu za edycję „Wiersza po wierszu”. To kolejna
już moja książka opublikowana w Waszym wydawnictwie, któremu czuję się
wdzięczny i wierny. Dziękuję Iwonie Smolce i Bogusławowi Kiercowi za tak dla
mnie zaszczytne noty na okładce. Dziękuję Januszowi Drzewuckiemu za udział w
tym wieczorze. Nie mogę wiedzieć, czy jakąś korzyść odniosą czytelnicy z
lektury tej książki. Ale chciałbym zwierzyć się dlaczego jest ważna dla mnie.
Niektóre omawiane wiersze towarzyszą mi od wczesnej młodości, chociaż bardzo
długo wstrzymywałem się od pisemnej refleksji na ich temat. Chciałem zachowywać
spontaniczność odbioru, a pisemne utrwalenie mogłoby ją niszczyć. Ale na
starość doszedłem do wniosku, że zaświadczenie, choćby dla samego siebie, jakie
znaczenia moje życie do tych wierszy przywiązywało, będzie sprawiedliwe dla
poetyckich przygód. Jednak pisałem te interpretacje w sposób otwarty, nie
ograniczając sobie jakichś przyszłych kierunków lektury. Inne wiersze
zaskakiwały mnie obcością sensów i domagały się oswojenia. Jeszcze inne
frapowały trudnością, pod którą czai się godna respektu tajemnica. W kilku
przypadkach pokusiłem się o rodzaj syntetycznego ujęcia czyjejś poezji, tak
poprowadzonego, żeby stało się niejako uogólnionym wierszem wyprowadzonym z
całej twórczości autora. Najważniejsze przy wszystkich interpretacjach były dla
mnie lekturowe niespodzianki, kiedy jakaś fraza otwierała mi drogi ku
znaczeniom jakich nie byłem świadomy przy lekturze nawykowej albo wstępnej,
pobieżnej.
Literaturoznawcza wiedza, której na moje możliwości jestem świadomy, niewiele mi pomagała. Nie chciałem, żeby naukowe metodologie krępowały ryzyko samodzielnych poszukiwań, dlatego mieszałem inspiracje z najróżniejszych, nawet sprzecznych tradycji. Najbliższe były mi ujęcia fenomenologiczne, najdalsze – strukturalistyczne. Zapuszczałem się też ścieżkami lektury poza jakąkolwiek poznawczą rutynę. Książkę kończę trzema porównawczymi próbami – rozważam w nich wspólnotę motywów, która pozwala na sugestię niedostrzeżonych dotąd toposów. A czy cały ten zbiór interpretacji nie jest próbą ustanowienia mojego prywatnego toposu toposów, w którym poszczególne wiersze wielu poetów tworzą intymny kosmos znaczeń? Sądzę, że każdy czytelnik poezji taki topos toposów dla siebie wypracowuje. Chciałem być jednym z takich osobnych i powszechnych czytelników.
Piotr
Matywiecki
O książce:
Niezwykła, fascynująca książka eseistyczna zawiera kilkadziesiąt wierszy poddanych interpretacji. Już przy lekturze „Pieśni” Jana Kochanowskiego widzimy dwa poziomy interpretacji. Pierwszy, podstawowy, wyjaśnia o czym traktuje wiersz, jaka jest jego forma, itd. Poziom drugi – eseistyczny, głęboko erudycyjny, filozoficzny, szuka tego, co ukryte pod spodem utworu, co stanowi o jego tajemnicy, o najważniejszym przesłaniu. Oba poziomy interpretacyjne splatają się ze sobą, tworząc, tak jak na przykład przy omawianiu wiersza „Prześliczna rudowłosa” Apollinaire a , niezwykłą opowieść o źródle poezji i o mocy twórczej. Twórcza moc, owa tajemna siła decydująca o drodze wiersza, jest wiodącym tematem w eseju o wierszu Rilkego, czy Aleksandra Wata. To w tych analizach pojawia się pojęcie amor fati. Piotr Matywiecki pisząc o miłości losu , o konieczności wciąż ponawianego trudu mierzenia się z rzeczywistością realną i psychiczną, znajduje pokrewieństwo duchowe między poetami różnych epok i różnych języków. Są to poeci- poszukiwacze wymiaru sakralnego, odkrywcy nieznanych przestrzeni metafizycznych. Wybór tych wierszy i tych poetów jest absolutnie osobisty, tu wystarczy kilka nazwisk, żeby uświadomić sobie jak rozległa jest wiedza autora. Obok Kochanowskiego – Norwid i Mickiewicz, Seifert i Aleksander Wat, Stanisław Piętak i Elisabeth Bischop , Octavio Paz i Baudelaire, Rilke i Piotr Mitzner i dziesiątki innych – poetów losu. Niektóre interpretacje są zaledwie dwu stronicowe, inne bardziej rozszerzone. Przy czym niezwykła jest umiejętność dostrzegania ukrytych, istotnych znaczeń w najprostszych wierszach, np. księdza Jana Twardowskiego, czy Wisławy Szymborskiej. Ten zbiór esejów jest wielką przygodą poznawczą. Piękne i mądre, często zaskakujące interpretacje mogą również stanowić nieocenioną pomoc dydaktyczną dla tych, którzy obcują z poezją.
Iwona Smolka
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.
wtorek, 17 lutego 2026
„Radio Bla Bla” w radio
„Przypadki słowa” to audycja literacka emitowana na antenie Programu Drugiego Polskiego Radia (Dwójki), prowadzona przez Dorotę Gacek, Katarzynę Hagmajer-Kwiatek i Iwonę Smolkę. Program koncentruje się na tematyce literackiej, często przypominając sylwetki pisarzy, poetów oraz rocznice literackie. Audycja ta wpisuje się w kulturalny profil Dwójki.
poniedziałek, 16 lutego 2026
Książka Olgi Ptak w Fundacji Kultury „Afront”
Jeszcze w 2025 roku ukazała się, wydana nakładem Fundacji Kultury AFRONT, najnowsza książka Olgi Ptak pt. „Subtelnostki. Katalog portretów niedopamiętanych”.
Na książkę składa się 60 portretów ludzi, jakich mijamy każdego dnia. Historie sięgające XIX-wiecznej kresowej Polski, dotykające wojennej rzeczywistości, peerelowskich absurdów i nie mniej groteskowej współczesności widocznej za naszymi oknami. Jaworowska kuchmistrzyni czekająca o poranku aż ksiądz zakasze rewerendę i zacznie śpiewać godzinki, nastolatek z Weltschmerzem udręczony kosmiczną tęsknotą, sprzedawca obwarzanków wypełniający pustkę w życiu młodej matki, klienci barachołki i uwięziona za kasą hipermarketu kobieta, bileterka z kina „Podhalanka” zabita bez wyraźnego powodu przez rosyjskiego żołnierza – wszyscy oni tworzą strumień zdarzeń, podwalinę dyskusji o granicach pamięci. Pytania i próby odpowiedzi skonfrontowane z mechanizmami wyparcia, celowego zapominania. Co wiem? Przed czym uciekam? Jak bym się zachował(a) w takiej sytuacji? Jak wiele mnie omija w konsekwencji moich wyborów?
Olga Ptak – terapeutka, logopedka, asystentka rodziny, założycielka i prezeska Fundacji „Kto ukradł jutro?”, autorka książek, edukatorka teatralna pracująca z dziećmi przedszkolnymi i szkolnymi oraz dziennikarka, scenarzystka, krytyk teatralna od 2008 roku publikująca w „Dzienniku Teatralnym”. Jej artykuły ukazały się w czasopismach takich jak „Quarterly Polish Culture”, „Tygiel kultury”, „Splot”, „Pan Slawista”, „Teatr(L)al”.
sobota, 14 lutego 2026
Nowy numer „Tygla Kultury”
Jest już gotowy nowy numer „Tygla Kultury” Nr 2 (243) 2025 z tematem przewodnim „W realu i postindustrialu”. Pismo niebawem trafi do dystrybucji w sieci „Empik”.
piątek, 13 lutego 2026
XXXIV Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Rafała Wojaczka
Warunkiem uczestnictwa jest nadesłanie zestawu trzech niepublikowanych wcześniej wierszy w czterech egzemplarzach, opatrzonych godłem, z dołączoną kopertą (posiadającą takie samo godło) zawierającą: dane autora (imię, nazwisko, adres, tel. kontaktowy, adres e-mailowy), i odcinek wpłaty 35 PLN na konto Instytutu Mikołowskiego (Mikołowski Bank Spółdzielczy: 33 8436 0003 0000 0000 1573 0001) za jeden zestaw - stanowiącej podstawę uczestnictwa w konkursie - do dnia 30 kwietnia 2026 r. (liczy się data stempla pocztowego), na adres:
Instytut Mikołowski
ul. Konstytucji 3
Maja 18
43 – 190 Mikołów
Ogłoszenie wyników konkursu i przyznanie nagród (2000 PLN do podziału) nastąpi 8 maja, 2026 r. o godz. 18.00 w siedzibie Instytutu Mikołowskiego.
Jurorami tegorocznej edycji konkursu będą: Szymon Kantorski (przewodniczący), Tomasz Hrynacz i Michał Krawczyk.
Dodatkowych
informacji udziela się pod nr tel.: 698 718 953
lub adresem e – mailowym: sekretariat@im.mikolow.eu
środa, 11 lutego 2026
Spotkanie z Arturem Madalińskim w IM
Instytut
Mikołowski zaprasza na spotkanie z Arturem Madalińskim wokół książki
"Feliks Netz. Przewaga rozpaczy. Bioeseje" (wyd. Śląsk, 2025)
połączone z promocją książek Feliksa Netza: "Urodzony w święto
zmarłych" (wyd. II, Biblioteka Śląska, 2025) i "Dysharmonia
caelestis" (wyd. II, Śląsk, 2025) z udziałem Dariusza Pohla – wydawnictwo
Śląsk. Prowadzenie: Maciej Melecki i Krzysztof Siwczyk.
13. 02 – godz.
18
O książce:
(…) W
mijającym roku przypadła dziesiąta rocznica śmierci Feliksa Netza. Z tej okazji
wyszły dwie ważne książki. Jedna to wznowienie "Urodzonego w Święto
Zmarłych" - fundamentalnej dla tożsamościowego wątku pisarstwa Feliksa
powieści. Druga natomiast książka to esej - a ściślej, jak chce autor, bioesej
- Artura Madalińskiego zatytułowany „Feliks Netz. Przewaga rozpaczy". Nie
ukrywam, że podszedłem do lektury jak do jeża, zakładając mylnie spotkanie z
dysertacją akademicką. Tymczasem dostałem żywy dyskurs pisany tyleż przez
akademika, co pisarza, który swój własny los postanowił rozczytać w dziele
Netza. Madaliński skupił się na pięciu powieściach Feliksa, dokonując ich
inspirującej reinterpretacji, ale zainwestował i zaryzykował w to pisanie
walutę rzadką: konfesję. Pisząc o bohaterach Netza wplata dyskretnie wątki
własnej biografii, rozszczelniając tym samym schłodzony dukt pisania
akademickiego na rzecz podwyższonej temperatury egzystencjalnej. Tajemnicą
mocnej literatury jest tworzenie przestrzeni, w której autorski kamuflaż - w
tym przypadku akademicki - rozpęka się i nagle czytelnik współtworzy niemal
cieleśnie głębokie sensy lektury, uczestnicząc w dotkliwym procesie bólu. Pal
sześć jak go nazwiemy. Niech będzie to ból egzystencjalny. Madaliński ewidentnie
pracuje po stronie rozlicznych rozpaczy, a w sukurs przychodzi mu spoza świata
żywych Feliks Netz - mistrz Śląska w obcości. Ten urodzony w roku wybuchu
drugiej wojny światowej pisarz dla Madalińskiego jest dokładnie tym, kim dla
Netza był Sándor Márai - przewodnikiem w Tartarze życia. Jak wiadomo, Netz był
najwybitniejszym polskim tłumaczem dzieł wielkiego Węgra, jego zagorzałym
popularyzatorem, chociaż jest to określenie nieledwie zabawne. Być
popularyzatorem Máraia to jak być promotorem samobójstwa w przedszkolnej grupie
„Poziomek". Ewidentnie młodzież należy trzymać z dala od Máraia, jeżeli
zależy nam na demograficznej progresji. To pisarz dla zaawansowanych w
zwątpieniu w sens egzystencji. Spokojnie można go czytać gdzieś przed
osiemdziesiątką. Wcześniej nie polecam. Zresztą z samym Netzem przegadałem
godziny o jego ulubionym śledzienniku znad Balatonu. Artur Madaliński natomiast
"przegadał" w swoim bioeseju znacznie głębsze kwestie, począwszy od
złożonej tożsamości Ślązaków, przez polityczne uwikłania pisarzy w pisanie
socjalistycznych produkcyjniaków, po rzeczy tak dyskretne jak filmowa natura
spojrzenia na rzeczywistość, której Netz jako zapamiętały kinoman był
literackim rewelatorem. Ale nade wszystko wniknął do litego dna w cielesną,
sensualną i ranliwą naturę utraty, dla której pisarstwo Netza stanowi
estetyczną ekspozyturę. Wystarczy nadmienić świetne, właśnie bioeseistyczne
medytacje nad rytuałami pożegnania zmarłych. Czytając Madalińskiego, można
poczuć ten charakterystyczny, duszny, śląski habitat, jaki zawiązywał się nad
łożem umarlaka. (…) Dzięki Madalińskiemu przypomniałem sobie również, jak
ważnym człowiekiem w moim własnym życiu był Felek. Pozwalam sobie na tą
fraternizację, bo po prostu się kumplowaliśmy. W Instytucie Mikołowskim wychodziły
ważne tomu wierszy Netza, a także sylwa „Ćwiczenia z wygnania", do której
Madaliński często się odwołuje. Artur po prostu napisał mi Feliksa na nowo, tak
jakbym zobaczył go z puklami siwej czupryny raz jeszcze, dajmy na to w redakcji
miesięcznika „Śląsk", którego był wice-naczelnym i ostro tam promował nas
- młodych na przełomie wieków "poetów śląskich". Ach te ciepłe puszki
piwa "Tyskie", którymi Felek z Tadeuszem Kijonką częstowali po
spotkaniach autorskich, jeszcze dziś odbijają mi się czkawką. Był to duet
zaiste fantastyczny. Ci ludzie, pokoleniowo mi odlegli, odgrywali niebagatelną
rolę formacyjną w moim życiu, pomagali z drukiem wierszy, ale nade wszystko
byli całkowicie wyzbyci egocentryzmu. Zresztą w "uciekaniu z
towarzystwa" Feliks był mistrzem Śląska. Faktycznie jest tak, jak pisze
Madaliński, tak właśnie pamiętam Netza - jako obecnego własną nieobecnością,
pogrążonego w ciągłej pracy przekładowej i pisarskiej faceta, o którego
twórczej wielkości bardziej dowiadywałem się od innych pisarzy niż od samego
zainteresowanego. Bohdan Zadura, wybitny poeta z Puław i mój srogi autorytet
dawno temu nakazał mi przeczytanie tomu wierszy "Wir" Netza. Pamiętam
własne osłupienie w spotkaniu z tymi wierszami. Było mi zwyczajnie żal, że ktoś
napisał już wszystko, co sam chciałbym napisać. To nie było uczucie zawiści czy
zazdrości. Raczej przeczucie, że pole zostało zaorane. Że nie mam czego szukać
w literaturze, skoro na Śląsku pisze się na takim poziomie. A potem przyszły
tłuste lata znajomości z Felkiem i radość obcowania z gościem, który uczył jak
bardzo można oddać się literaturze, zwłaszcza – jak w przypadku Máraia – że
stawka jest wysoka, że może tu chodzić o życie, nie o hobby zaczerniania
słowami papieru. Coś z tej postawy maksymalnego pisania blisko życia
przeniknęło do eseju Madalińskiego. Odnoszę wrażenie, że został napisany w
poczuciu tej ciągłości rytuału przejścia pewnego fatum z jednego pisarza na
drugiego, a które to fatum streszcza się w jednym, programowym zdaniu Artura:
"zostawić oswojone, by wystawić się na niepewne". Madaliński
faktycznie tworzy eseistyczną przewagę na szali rozpaczy egzystencjalnej, która
była najniższym, wspólnym mianownikiem biografii literackich i ściśle życiowych
wielkiego Węgra i wielkiego Ślązaka, którym przecież przez długi czas Netz się
nie czuł. Zawsze nie u siebie, zawsze gdzieś między utopijnym powrotem do
Lubania czasów dzieciństwa i twardą rzeczywistością "czerwonych"
Katowic, które były jeszcze Stalinogrodem, kiedy osiadł w nich szesnastoletni
syn Niemca i Polki. (…)
Krzysztof Siwczyk
(Gazeta Wyborcza, 10.01.2026).
poniedziałek, 9 lutego 2026
sobota, 7 lutego 2026
Książka Jonáša Zbořila w Domu Literatury w Łodzi
Nakładem Domu
Literatury w Łodzi ukazała się książka Jonáša Zbořila Nowa głusza. Przekład z języka czeskiego Zofia Bałdyga. Publikacja
ukazała się w serii Biblioteki Domu Literatury w Łodzi, tom 10.
czwartek, 5 lutego 2026
Książka Nadżwana Darwisza w Domu Literatury w Łodzi
Nakładem Domu Literatury w Łodzi
ukazała się książka Nadżwana Darwisa Nic więcej do stracenia. Przekład z
języka arabskiego Aleksandra Lasota.
wtorek, 3 lutego 2026
A. Wiedemann w DL
Dom Literatury zaprasza na spotkanie z Adamem Wiedemannem, autorem książki Jedzmy, zwracajmy. Wydawca: Dom Literatury w Łodzi / Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi.
5 lutego (czwartek), 18:00, Dom Literatury w Łodzi, ul. Roosevelta 17.
Prowadzenie: Agnieszka Skolasińska. Wstęp wolny.
Są książki, które się czyta. Są takie, które się przeżywa. I są też takie, które po prostu ma się ochotę… zjeść. Jedzmy, zwracajmy Adama Wiedemanna to zdecydowanie książka do smakowania. Do otwarcia „na chwilę”, która niepostrzeżenie zamienia się w długą ucztę złożoną ze wspomnień, drobnych anegdot, myśli rzuconych mimochodem - a jednak trafiających dokładnie tam, gdzie trzeba.
Pod pozorną lekkością kryje się coś więcej: cicha, inteligentna refleksja o literaturze i o tym, dlaczego wciąż jej potrzebujemy. Bo bez niej codzienność byłaby jak posiłek bez przypraw - sycący, ale bez smaku.
niedziela, 1 lutego 2026
Korespondencja (74)
Do „Hostelu”, dzięki uprzejmości Maćka Meleckiego, dotarła wydana w Instytucie Mikołowskim książka Marka Hłaski Prozy rozproszone. Zbiór zawiera utwory napisane w latach 1952-1956, a więc są to i juwenilia i teksty rozproszone pochodzące z okresu, w którym pisarz ciężko pracując nad swoimi tekstami dopiero szlifował charakterystyczny dla niego idiom pisarski, tak charakterystyczny dla wydanego w roku 1956 Pierwszego kroku w chmurach. To proza nieco jeszcze odległa od późniejszych dzieł Hłaski wyrastających z brutalnego realizmu i egzystencjalnego niepokoju, prozatorsko oszczędnych, opartych na dialogu i potocznej frazie, która brzmi jak mowa ulicy, barów i dworców. Hłasko celowo odrzucał psychologiczną głębię na rzecz gestu, sytuacji i napięcia między bohaterami; czystych emocji, gwałtownych, często wyrażanych półsłówkami. Świat przedstawiony przez dojrzałego pisarsko pisarza to przestrzeń moralnego absolutu: dobro i zło nie podlegają negocjacji, a kompromis oznacza klęskę. Bohater Hłaski — młody, zbuntowany, samotny — jest figurą outsidera, który przegrywa, ale nie kapituluje wewnętrznie.
Najpełniej ten idiom wybrzmiewa w opowiadaniach Pierwszy krok w chmurach i Cmentarze, gdzie codzienność PRL-u zostaje odarta z ideologii i pokazana jako przestrzeń upokorzenia i niespełnienia. W Ósmym dniu tygodnia Hłasko tworzy przejmujący portret miłości skazanej na porażkę przez społeczną i egzystencjalną ciasnotę, a w autobiograficznych Pięknych dwudziestoletnich mitologizuje własną legendę pisarza przeklętego. Późniejsze utwory emigracyjne, jak Sowa, córka piekarza, zachowują ten sam ton rozczarowania i gniewu, potwierdzając, że idiom Hłaski to nie tyle styl epoki, ile konsekwentna postawa wobec świata.
Marek Hłasko, niezapomniany pisarz mojej młodości, absolutny top prozatorski, którego w latach siermiężnego PRL-u byłem zdeklarowanym czytelnikiem. To były czasy, w których to, co nie udało się o kilka dekad wcześniej socrealizmowi, zakończyło się powodzeniem w przypadku mojego pokolenia — roczników sześćdziesiątych XX wieku: ukształtowaniem późniejszych postaw życiowych, w tym wyznawanych wartości ideowych i estetycznych. Marek Hłasko, Ireneusz Iredyński, Andrzej Brycht, Edward Stachura (prozaik) — to była literacka szarża przez przełęcz Somosierry. Oddałbym wiele, by i dziś poczuć takiego „kopa” jak wówczas przy lekturze Opowiadań, Palcie ryż każdego dnia Hłaski, Dancingu w kwaterze Hitlera, Wycieczki do Auschwitz-Birkenau, Zmiennej ogniskowej, Hubrisa Brychta, Manipulacji, Dnia oszusta Iredyńskiego czy Całej jaskrawości, Siekierezady Stachury.
Hłasko. Pierwszy kontakt: szkoła średnia, rok 1983, i wydane w „Czytelniku” w 1976 roku Opowiadania. Kilkakrotnie wypożyczałem je z biblioteki — podobnie jak zapewne wielu innych czytelników — bo za każdym kolejnym razem wypożyczony egzemplarz coraz bardziej rozpadał mi się w rękach. Zawsze omijałem pierwsze z nich, Bazę Sokołowską, ponieważ pachniała mi nieprzyjemnie wspomnianym już socrealizmem. Za to Pierwszy krok w chmurach, Śliczna dziewczyna, Namiętności, Krzyż na zawsze wryły się w moją pamięć. Jakiś czas później, dzięki znajomościom w lokalnej księgarni, w której mogłem kompulsywnie przeczesywać ukryte na zapleczu półki (tak zdobyłem m.in. Song of Myself Whitmana, WL 1992), kupiłem w 1989 roku „spod lady” pięciotomowe Utwory wybrane Czytelnika. Boże, cóż to było za szczęście! Tom 1: Opowiadania. Tom 2: Ósmy dzień tygodnia. Cmentarze. Następny do raju. Tom 3: Wszyscy byli odwróceni. Brudne czyny. Drugie zabicie psa. Tom 4: Felietony. Listy. Palcie ryż każdego dnia. Tom 5: Piękni, dwudziestoletni. I chociaż część tych utworów znałem już wcześniej, ich ponowna lektura była jedną z najprawdziwszych i najbardziej ekscytujących przygód czytelniczych w moim życiu. Uważam, że właściwa literatura powinna trafiać na swojego czytelnika we właściwym czasie. Jako dziecko zaczytywałem się w baśniach i bajkach z różnych stron świata, w okresie nastoletnim — w powieściach Z. Nienackiego, A. Fiedlera, A. Szklarskiego, E. Niziurskiego, N. Szczepańskiej, M. Tomaszewskiej, K. Maya, B. Mrówczyńskiego, J. Szczygła, I. Jurgielewiczowej i wielu innych. Potem przyszedł najwłaściwszy czas na Hłaskę. Choć najbardziej jarałem się prozą Brychta, Hłasko również był dla mnie bardzo ważny. Razem z kumplem z klasy, Igorem — podobnie jak ja uczniem Technikum Mechanicznego o specjalności mechanik maszyn i urządzeń przemysłu chemicznego — mieliśmy inklinacje stricte humanistyczne i mocno zaczytywaliśmy się w obu tych autorach. Po latach, nic nie wiedząc o Brychcie (to były czasy „przedinternetowe”), napisałem dla Igora kilkustronicowy list, niby to od Brychta. Nawiązywałem w ten sposób do jego autentycznego listu, napisanego na adres wydawnictwa do autora Zmiennej ogniskowej, który kończył się pytaniem: „Kim pan jest, panie Brycht?”. Mój kolega nigdy nie uzyskał na ten list odpowiedzi, więc nawet po latach czułem się zobowiązany.
Miało być o Hłasce... Otóż po trzydziestce już go nie czytałem. Kiedy jednak pewnego razu wpadła mi w ręce jego ostatnia wydana za życia powieść, Sowa, córka piekarza, okazała się nadal znakomitą prozą. Muszę się przyznać, że do Wilka, jego zaginionej i odnalezionej po wielu latach książki, nawet nie zajrzałem. Zniechęciła mnie wiedza, że Hłasko rozpoczął nad nią prace po ukończeniu Sonaty marymonckiej, nieukończonej powieści, której fragment opublikował później jako swój debiut — Bazę Sokołowską (dlaczego ją zawsze pomijam, już wyjaśniłem). Karma wraca — a ja głęboko w to wierzę. Wiele lat później los sprawił, że zaprzyjaźniłem się z Agnieszką Czyżewską, znakomitą malarką, której obrazy można podziwiać na okładkach książek poetyckich wydawanych w Instytucie Mikołowskim. Agnieszka jest córką Andrzeja Czyżewskiego — znanego architekta, nauczyciela akademickiego, fotografa i rysownika, a zarazem kuzyna Marka Hłaski (ściślej: jego ciotecznego brata — ich matki były siostrami). W czasach wrocławskich (w historii rodziny Marka Haski) Andrzej Czyżewski spędzał z Hłaską wiele czasu. Zmarły niestety w 2016 roku, był spadkobiercą pisarza oraz autorem biografii Piękny dwudziestoletni. Wiem z dobrego źródła, że Agnieszka posiada w swoim domu artefakty związane z autorem Pętli, które — mam nadzieję — kiedyś dane mi będzie, z należnym uszanowaniem, „dotknąć”. W ten sposób Hłasko do mnie wrócił. Wprawdzie incydentalnie wracał już wcześniej w licznych biografiach (kilka stoi na mojej półce), ale teraz obiecuję sobie, że w najbliższym możliwym czasie przeczytam „od deski do deski” Prozy rozproszone i Bazę Sokołowską, i Wilka, i pięciotomowe Utwory zebrane. A potem pięciotomowe „jeansowe” wydanie Stachury, trzytomowe Dzieła zebrane Iredyńskiego oraz wszystko, co mam Brychta — nawet niechlubny, propagandowy, lecz literacko wciąż znakomity Raport z Monachium i mniej udany Azyl polityczny. Bo jak już wspomniałem: właściwa literatura powinna trafiać do czytelnika we właściwym czasie. I jeżeli jest na dodatek znakomita, towarzyszyć mu przez całe życie.
Marek Hłasko, Prozy rozproszone
(Wstęp, opracowanie i redakcja Radosław Młynarczyk). Instytut Mikołowski, 2025.






































