Dziś
1 stycznia, pierwszy dzień Nowego Roku, a ja po raz pierwszy od dłuższego już
czasu tuż po północy nie wysłałem do Gawina pliku z nową książką. Nie dlatego,
że ona nie istnieje, ale dlatego, by Gajda ze swoimi książkami nie wyskakiwał z
lodówki. Trzy są już napisane, czwarta napisana w połowie. Bardziej na miejscu byłoby
chyba określenie „skończone”, bo też taki najprawdopodobniej będzie ich
przyszły los w tzw. obiegu krytyczno-literackim. Cóż, dla mnie od zawsze
najważniejsi byli poeci. I pamięć o nich. Wiem, kto to był Janusz Styczeń, za
to kompletnie nie interesuje mnie, który krytyk jest aktualnie królową w
środowiskowym ulu.


