piątek, 11 lipca 2014

Nocą literatura w Łodzi

Pomysł, żeby zaprosić literaturę do wspaniałej siedziby Muzeum Miasta Łodzi mieszczącej się w jednym z najbardziej okazałych architektonicznie budynków w mieście, wspaniałej budowli po łódzkim fabrykancie Izraelu Poznańskim, niemal z automatu nadał odpowiednią rangę i oprawę wczorajszej łódzkiej Nocy Literatury. Rezydencja Poznańskich jest świadectwem znaczenia Łodzi w XIX wieku. Przykładem, czym mógłby stać się Tomaszów Mazowiecki, gdyby nie był od początku miastem prywatnym, ale podobnie jak Łódź rozwijającą się aglomeracją rządową w Łódzkim Okręgu Przemysłowym. No i, gdyby to nie w Łodzi, a w Tomaszowie rozbudowywano nowe połączenia kolei żelaznej, których skutkiem było otwieranie w tym mieście nowoczesnych fabryk wyrobu tkanin bawełnianych Meyera, Kruschego, Poznańskiego, Scheiblera oraz Schlősserów.
W foyer muzeum, na schodach pamiętnych z „Ziemi obiecanej” Andrzeja  Wajdy (scena, w której stary Bucholc chwali się Borowieckiemu swoim nowo wybudowanym, ale zamkniętym na głucho pałacem) ulokował się zespół Agnellus.
Świetnym pomysłem organizatorów Nocy Literatury w Łodzi było rozmieszczenie poszczególnych punktów programu w kilku różnych salach Muzeum Miasta Łodzi. Dzięki temu, po pysznych neostylowych, przyozdobionych secesją wnętrzach wędrowali poeci, prozaicy i ich publiczność. Kleszcz, Gajda i Owczarek (w zastępstwie Miniaka, który na spotkanie nie dotarł) mieli przyjemność czytać wiersze w kawiarni znajdującej się w Muzeum. Monika Mosiewicz, Dorota Filipczak i Kacper Bartczak czytali je natomiast w ogromnej jadalni na piętrze. Ogrodowy taras opanowała łódzka Krytyka Polityczna i jej wydawnictwa. Wszędzie rozłożony był najnowszy numer „Arterii”, w końcu dostępny po skandalicznie długiej absencji. Zarówno Krzysiek, Przemek, jak i ja, podeszliśmy do naszych prezentacji „projektowo”. Przedstawiliśmy publiczności wyłącznie nowe wiersze z projektów książek przygotowanych do druku. Kleszcz z „Kelszczmy rękoma”, Owczarek ze „Stojąc na jednej nodze”, a moja skromna osoba teksty z „Golema”. 
Czytanie performatywne „Miasta do zjedzenia” Przemysława Owczarka, książki wydanej w ubiegłym roku w Instytucie Mikołowskim. Zgrabne dopasowanie fragmentów prozy poetyckiej do łódzkich, pałacowych wnętrz.
Wiersze czyta Dorota Filipczak, której nigdy wcześniej nie widziałem i nie słyszałem.
Wiersze czyta Kacper Bartczak, którego stosunkowo niedawno widziałem i słuchałem. 
Wiersze czyta Monika Mosiewicz, której od bardzo dawna nie widziałem i nie słuchałem.
Fragmenty swojej autorskiej powieści czyta Igor Kociełkiewicz. Długo czyta.
Z tego powodu, nie było mi dane obejrzeć wystąpień poetyckich Przemka Dakowicza, Marka Czuku i Piotrka Groblińskiego.  

Opuszczając Muzeum Miasta Łodzi po godzinie 22-giej odniosłem wrażenie, że z każdą chwilą ludzi pojawiało się coraz więcej. Może to właśnie jest dobry patent na organizację udanych wydarzeń literackich – planować je w pałacach w godzinach nocnych?

2 komentarze:

  1. Nie widziałeś poetki Filipczak? Skleroza? -> http://dominikfigiel.blogspot.com/2010/10/odzcy-poeci-marek-czuku-dorota.html D.

    OdpowiedzUsuń
  2. he, he, niby tak.. ale w wersji "live" chyba jednak nie miałem wcześniej przyjemności:)

    OdpowiedzUsuń